Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
#147 Wigilia pełna duchów - antologia

#147 Wigilia pełna duchów - antologia


#147 Wigilia pełna duchów - antologia - recenzja - czy warto przeczytać?
Żyjemy szybko. Jesteśmy otoczeni przez wszelakie nowinki technologiczne, a mimo to mamy jakiś sentyment do wszystkiego - co nadnaturalne.
Twierdzimy, że wiemy wszystko, no prawie wszystko :) ale jak tylko gdzieś coś zastuka, zapuka - to zareagujemy gęsią skórką i przyspieszonym biciem serca.
Nadal chcemy wierzyć w istnienie niewidzialnych bytów - duchy to coś, co nadal budzi w nas ciekawość, bo chyba już nie jest to strach.
Wigilia to taki czas, kiedy światło i ciemność toczą ze sobą spór - więc jest to doskonały moment na opowieści o wszystkim tym, czego nie można racjonalnie wytłumaczyć.
"Wigilia pełna duchów" to zbiór opowiadań, których treść niewiele ma wspólnego ze Świętami Bożego Narodzenia. Jednak atmosfery zimy, śniegu i tego, co może się we wczesnym zmierzchu kryć - z pewnością tutaj nie brakuje. Zbiór składa się z dwunastu opowieści. Każda jest kompletnie inna, pod względem historii i stylu, ale każda ma niepowtarzalny klimat.
Nie wszystkie są porywające, ale jest to cecha łączące wszelakie antologie.

Pierwsza historia Mrs. J. H. Riddle "Dom pod orzechem włoskim" jak już zdradza nam tytuł będzie opowiadała o nawiedzonym domu. Spotkamy się tutaj z pewnym niezbyt przyjaznym duchem, który tkwi uwięziony w świecie żyjących z powodu niedokończonej sprawy, pewnego testamentu. 
"Duch Panny Młodej" Andrew Haggarda wiąże się z seansem spirytystycznym i miłością, która nie jest taka oczywista. Jest to jedna z opowieści, które podobały mi się najbardziej. Traktuje o ludzkim pragnieniu związania się z partnerem ponad śmierć.
"Modlitwa Sir Huggona" G. B. Burgina to krótka historyjka o parze duchów, która z powodu zwykłej nudy przygląda się młodym ludziom i postanawia interweniować, aby załatwić sprawę... czegóż by innego jak nie miłości?
"Opowieść starej piastunki" Elizabeth Gaskell również bardzo mi się podobała. To historia o niezałatwionych sprawach rodzinnych i ich konsekwencjach zza grobu w aurze mrozu, wszechobecnego zimna i śniegu - tocząca się w starym domu. Nastrój i klimat taki jak lubię.
Niewiadoma, wspomnienia, niska temperatura i narastający niepokój.
"Duch lalki" F. Marion Crawford to jak możemy się łatwo domyślić historia ożywającej lalki, ale z emocjonalnym, rodzicielskim nieco dramatycznym tłem.
Kto się nie boi dużej ilości lalek i tego, że któraś z nich być może wstanie?
U mnie laleczki budzą mieszane uczucia :) Krótka, ale bardzo przyjemna.
"Wrzeszcząca czaszka" jest historią napisaną również przez Panią Crawford i jest dość długa. To opowieść o tym, co może nas spotkać kiedy przypadkiem namówimy kogoś do popełnienia przestępstwa. Sprawiedliwość może po nas przyjść i to obleczona w utratę zmysłów. Ciekawa forma narracji.
Kolejna to "Górna koja" też tej samej autorki. Opowiada o statku "Kamczatce", a konkretnie o tajemniczej kajucie nr 105, z której to znikają pasażerowie.
W zbiorze pojawia się i sam Arthur Conan Doyle ze swoim "Kapitanem Gwiazdy Polarnej". Opowiadanie ma formę dziennika pokładowego. Jest zimno i mrocznie, ale jakoś szczególnie mnie nie porwało, mimo że lubię historie ze statkami i zimą w tle.
Następną historię przedstawia Edith Wharton i jest to "Później" - gdzie pojawia się motyw zaginięcia męża bohaterki i jej kompletny brak wiedzy na temat jego działalności. 
M. R. James "Jesion" - krótkie opowiadanie o tym, co może kryć się w tajemniczym drzewie tuż pod oknem posiadłości, której właściciele kolejno żegnają się z życiem. 
"Duch Skarbca" - Emily Arnold to opowieść o klątwie, która ciąży nad pewnym... skarbem :)
A ostatnie opowiadanie "Nekromanta - Duch a czarna magia" autorstwa Isabelli F. Romer pouczy nas, że wywoływanie duchów ma swoje konsekwencje.

Żadna z tych historii nie wystraszy współczesnego czytelnika, ale warto je przeczytać choćby dla klimatu, którego dziś już się nie spotyka. Język jest ładny, plastyczny i zrozumiały, mimo że teksty mają wiele lat. Z wszystkich historii płynie ten sam morał - sprawiedliwość prędzej czy później upomni się o swoje, nie ważne czego się dopuściliśmy i czym to było umotywowane.
Postaci bywają przerysowane i mogą wydawać się komiczne; w swoich porywach serca, czy dramatach, ale kiedy pamięta się o okresie ich powstania - to można spokojnie delektować się po prostu literaturą.
Nie trzeba ich oczywiście czytać w okresie świątecznym, ale zima i  wczesny zmierzch jest jak najbardziej wskazany. 
Przyznam, że nie spodziewałam się, że aż z taką przyjemnością będzie mi się czytało historie o duchach napisane na przełomie XIX i XX wieku.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 29. listopada 2019
Liczba stron: 392

Kategoria: literatura grozy
Autorzy:
M.R. James, Arhtur Conan Doyle, F. Marion Crawford,
Elizabeth Gaskell, Edith Wharton, Mrs. J. H. Riddell, Andrew Haggard,
G. B. Burgin, Emily Arnold, Isabella F. Romer

Tłumaczenie:
Katarzyna Bogiel, Beata Długajczyk, Ewa Horodyska,
Robert Lipski, Jerzy Łoziński, Jan S. Zaus



#145 Przebierańcy i przechodnie. Opowiadania warszawskie - Piotr Wojciechowski

#145 Przebierańcy i przechodnie. Opowiadania warszawskie - Piotr Wojciechowski

#145 Przebierańcy i przechodnie. Opowiadania warszawskie - Piotr Wojciechowski - recenzja - czy warto przeczytać?

Świat składa się ze słów. Człowiek składa się ze słów - z mieszanki emocji i wspomnień, które go kształtują. Pisarze tworzą swoich bohaterów często na własne podobieństwo lub kogoś, kogo dobrze znają, bo nie da się pisać fikcji, która nie zrodziła się w prawdzie, w rzeczywistości. Nie da się dobrze pisać o tym, czego się w jakiś sposób nie czuje. 

Piotr Wojciechowski w "Przebierańcach i przechodniach" nadał Warszawie osobowość, osobowość literacką. Miasto stało się narratorem historii. Świadkiem ludzkich korelacji.
To zbiór osiemnastu opowiadań, które przypominają puzzle. We wszystkich historiach pojawiają się ci sami bohaterowie, w różnych relacjach, w różnych etapach swojego życia, w różnych stanach emocjonalnych. Postaci jest dużo, wszystkie bardzo dobrze scharakteryzowane. 

W każdej z odrębnych opowieści znajdziemy fragmenty życia bohaterów, które po przeczytaniu zaczną tworzyć obraz.
Gwarantuję, że w każdym z bohaterów odnajdziemy siebie. Czasem to będzie nikłe podobieństwo, a czasem dosłowne lustro, w którym się przejrzymy.
Autor pięknie kreśli obraz żyjącego miasta, które zmienia się z epoką, porą roku, a wraz z nim zmieniają się jego mieszkańcy i ich rola - czasem przebierańcy, czasem przechodnie. Nie boi się opisywać trudnych rodzinnych relacji, częstych przemilczeń, niezrozumienia. Kreśli czasem mocno zawiłe ludzkie powiązania. 

Czułam się czasem jakbym podsłuchiwała życie zza ściany i ze zasłyszanych strzępków informacji tworzyła postaci, które z każdym nowym słowem się zmieniają, a ich prawdziwe oblicze nigdy nie zostanie przeze mnie w pełni odkryte.

Miasto wraz ze swoimi zabudowaniami, ulicami, skrzyżowaniami stale ewoluuje. Przesiąka ludzkim doświadczeniem. Każda z modyfikacji jakiej dokonujemy wiąże nas z poprzednikami i jednocześnie zapisuje fragmenty nas w pamięci dla tych, którzy przyjdą później. Ulice relacji, związków. Ulice mijanych i zapomnianych twarzy. Czasem krzyżujemy swoje losy by zostać tylko na chwilę i rozpłynąć się we mgle wspomnień. 

"Miasto bowiem jest mądre, w samym mieście gromadzi się ludzkie doświadczenie. Jeśli jakiś widok miasta zastanawia, nurtuje człowieka, jeśli w jakąś ulicę czy w podwórko chce się wejść, gdy rodzi się pomysł przebudowy lub upiększenia, poprzez miasto spotyka się człowiek z myślą tych, którzy budowali i zamieszkiwali dawniej przed nim. Miasto, o którym marzymy, o którym dyskutujemy nad planami, o którym piszemy rozprawy - ucieka nam. Kto jednak przystępuje do budowy czy przebudowy, poprzez materię miasta wchodzi w kamienno-ceglany konkret, w rzeczywistą rozmowę z nieznanymi poprzednikami, a także nadchodzącym czasem, bo sam zostanie zapomniany, a na jego fundamentach następcy postawią swoje mury".

To literatura, którą się nie tylko czyta, ale o której się myśli i do której się wraca.
Taka, która ma możliwość skłonienia czytelnika do głębszej refleksji jeżeli tylko jej na to pozwoli.


Pan Piotr Wojciechowski jest również poetą, więc czuć to w stylu wypowiedzi jakim się posługuje. Polecam czytać z uwagą, nie galopując wzrokiem, ale delektować się pięknie splecionymi słowami, które bywają głębsze niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

Za swój egzemplarz dziękuję Bibliotece Słów!



Wydawnictwo: BIBLIOTEKA SŁÓW
Data wydania: 5. grudnia 2019
Liczba stron: 272
Kategoria: literatura piękna

#142 Opowieści wigilijne. Nawiedzony dom - Charles Dickens

#142 Opowieści wigilijne. Nawiedzony dom - Charles Dickens

 #142 Opowieści wigilijne. Nawiedzony dom - Charles Dickens - recenzja - czy warto przeczytać?
Nie ma chyba na świecie osoby, która nie kojarzyłaby "Opowieści wigilijnej" Charlesa Dickensa. Wielokrotnie ekranizowana, a dla niektórych czytelników jej lektura w okresie przedświątecznym - jest wręcz obowiązkowa.
Ale Charles Dickens napisał wiele innych historii.
Część z nich jest wydawana przez wydawnictwo Zysk i S-ka w formie serii pod wspólnym tytułem "Opowieści wigilijne", które łączy właśnie ich bożonarodzeniowy charakter.
W tym roku, a dokładnie 19. listopada do sprzedaży trafiła kolejna część o podtytule "Nawiedzony dom".
Cała seria jest pięknie wydana - twarda oprawa, ilustracje niczym ryciny, każdy tekst otwiera inicjał z wkomponowanym ornamentem.
Różni się ona jednak od pozostałych. Opowieści były pisane wraz z innymi pisarzami i były publikowane w dwóch czasopismach "Household Words" oraz "All the Year Round" - a ze świętami Bożego Narodzenia łączy je okres wydania 
numeru czasopisma. 
Przed każdym z tekstów znajdziemy krótkie wprowadzenie - rok powstania, w którym z dwóch czasopism wyszły i kto był współautorem - pozostałych tekstów.

Zbiór składa się z siedmiu opowiadań. 
"Wrak Złotej Mary" - o kapitanie statku, nad którym ciążyła klątwa, a z pokładu którego udało się uratować pasażerów.
"Katusze gromadki angielskich jeńców" - gdzie czytamy o kobietach porwanych przez piratów w czasie rebelii - w brytyjskiej kolonii w Ameryce Środkowej. "Nawiedzony dom" - siedem osób spędza czas w domu, w którym podobno straszy...
"Wieść z morza" - historia o pewnej wiadomości - list w butelce, i jej konsekwencjach.
"Bezimienny bagaż" - opowieść o porzuconym, pełnym tajemnic bagażu.
"Ziemia Toma Tiddlera" - nawiązanie do gry dla dzieci, opowieść o samotniku - pustelniku, który odcina się od społeczeństwa.
"Bezdroże" - historia z przytułkiem w tle i pomyłką, która bardzo zmienia życie kilku osób.

Styl, którym są pisane wszystkie historie - jest mocno barokowy; bogaty w metafory i długie zdania z niespotykanym już szykiem wyrazów. W niektórych miejscach jest archaiczny, przez co, czytanie może być utrudnione i dłuższe niż można się spodziewać, gdyż wymaga większego skupienia.
Charles Dickens był doskonałym obserwatorem ludzkich zachowań. Prawdziwym malarzem ludzkiej natury. Dostrzegał ile w nas smutku i zgorzknienia, ale równocześnie widział receptę na samoleczenie. Kiedy głęboko się nad sobą zastanowimy odnajdziemy w sobie siłę do wybaczenia, zrozumienia i w końcu zmiany naszego losu, bo przecież to jak żyjemy zależy od nas samych.

"Rok umierał wcześnie, liście opadały szybko, dzień był surowy i zimny, gdy obejmowaliśmy dom w posiadanie, dlatego też jego posępność była jeszcze bardziej przygnębiająca. "

Wszystkie przedstawione w tym zbiorze opowieści są niezwykle uniwersalne, przekaz nie zestarzał się w ogóle, mimo wielu lat, które upłynęły od ich napisania.
Najbardziej spodobały mi się: "Wrak Złotej Mary" - być może dlatego, że mam w sobie jakiś sentyment do wszelkich historii z tonącym statkiem w roli głównej. Historia matki i jej córki była bardzo przejmująca. A zapis spostrzeżeń z obserwacji pozostałych rozbitków, kiedy w momencie zagrożenia wychodzą z nas najgłębiej ukrywane demony - boleśnie prawdziwy.
I najdłuższa opowieść, którą przeczytałam paradoksalnie najszybciej: "Bezdroże", która jest napisana w formie sztuki teatralnej. Zaskakujące jest to, jak jedno niedopatrzenie, może zmienić życie wielu ludzi. Piękna definicja miłości i zadośćuczynienia zza grobu. Sprawiedliwość w końcu dochodzi do głosu, wystarczy być tylko dobrym człowiekiem?
Odwieczna walka dobra ze złem, która odbywa się głównie w nas, w naszych myślach, a co za tym idzie i czynach. 

Odniosłam wrażenie, że wydźwięk każdej zawartych w "Nawiedzonym domu" opowieści - jest bliski filozofii jaka powinna towarzyszyć nam w czasie świąt Bożego Narodzenia. Powinniśmy mieć w sobie wiele zrozumienia, umieć przebaczać, otworzyć domy i serca na błądzących. Czy nie o to właśnie, w tym czasie chodzi?

Po klasykę zawsze warto sięgać, aby wiedzieć o czyich utworach, tak często, piszą współcześni pisarze i co sprawia, że zdania zapisane przez Charlesa Dickensa - żyć będą wiecznie. Po prostu warto wiedzieć, a opinię opierać na doświadczeniu, a nie zasłyszeniu. Czytajcie Dickensa.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 19. listopada 2019
Liczba stron: 562

Kategoria: literatura klasyczna
Tłumaczenie: Jerzy Łoziński

#135 Grand Union. Opowieści - Zadie Smith

#135 Grand Union. Opowieści - Zadie Smith

W związku z tym, iż od pewnego czasu nie tylko czytam książki, ale i próbuję o nich pisać zdarza mi się czytać opinie czytelników o różnych dziełach literackich. Dla zaspokojenia własnej ciekawości, chęci poznania gustów, a co za tym idzie dokonania jakiejś subiektywnej oceny trendów czytelniczych.
Mówi się, że ludzie nie czytają. Nie do końca się z tym zgadzam, czytają.
Zgodnie twierdzimy, że podczas czytania odpoczywamy, relaksujemy się i... nie lubimy myśleć.
Przyznam, że to zaczyna
mnie trochę niepokoić. Nie dlatego, że czytelnik chce przy lekturze odpocząć umysłowo (ja też tak robię), a dlatego, że zaczyna oceniać czytane książki negatywnie z uwagi na to, że musiał te swoje szare komórki uruchomić, a nie chciał.

"Grand Union. Opowieści" to moje pierwsze spotkanie z Zadie Smith, o której to twórczości zdarzało mi się czytać, ale nie udało mi się do tej pory z nią zaznajomić.
To zbiór dziewiętnastu opowiadań.
Opowiadania różni prawie wszystko - od bohaterów i ich pochodzenia etnicznego, płci, sytuacji w których się znajdują, miejsc w których żyją, aż do statusu społecznego. Jednak jedna cecha łączy wszystkie postaci - życie w ciasnym gorsecie stereotypów, przekonań, przyzwyczajeń. 

"Szablony były zbiorowe, ale nie do końca; czyjś szablon służył całej grupie; istniały odpowiednie pory na szablony i miejsca, gdzie można je mieć, a zarządzanie szablonami nigdy nie spoczywało w gestii jednej osoby, bo nikt sobie nie wyobrażał, że pojedyncza świadomość byłaby w stanie przetworzyć lub ogarnąć wszystkie szablony, jakie istnieją na ziemi, bez poczucia, że są "rozrywane od wewnątrz". (Posiadanie, zombie, mówienie językami, egzorcyzmy, automaty, niesamowite doliny, porywanie ciał, panowanie diabła, hoodoo)".
                                                                
Niektóre opowiadania dotyczą zwyczajnej codzienności, gdzie bohaterem mógłby być każdy z nas, a inne bywają surrealistyczne; tak jak na przykład "Sztuczna rzeka" - w której autorka porównuje nas do niesionych prądem kukieł. Uzależnieni od schematycznego życia na pokaz, płyniemy wraz ze wszystkimi i wszystkim tym, co rzeka niesie, a nie zawsze jest to gwiezdny pył - jak się nam zdaje.

Bywamy często opętani poczuciem winy, które spala nas codziennie na nowo. Kiedy uwolnimy się z jakiejś relacji - tak jak bohaterka pierwszego z opowiadań "Dialektyka", to poszukujemy kolejnego powodu do zamęczenia się wyrzutami sumienia. Nadmienię, że w tym opowiadaniu akcja toczy się w Sopocie.
Przyzwyczajamy się do tego, że jesteśmy dyskryminowani i wszędzie widzimy jego przejawy, nawet gdy istnieją one - tylko w naszej głowie.
Być może kiedy przestaniemy być oceniani, to przestaniemy istnieć? 

Wielu ludzi uzależnia się od poczucia władzy i przejawia się to na wielu polach życia, nie tylko w odniesieniu do polityki. Wszelakie tzw. wolne związki opierają się na balansowaniu na cienkiej granicy wolności seksualnej, a poczuciu władzy nad drugim człowiekiem, to JA decyduję kiedy coś zaczynam i kiedy coś kończę.

Zadie Smith porusza też zagadnienie tożsamości, co to znaczy istnieć, żyć naprawdę. Dla jednego człowieka najlepszym potwierdzeniem bycia częścią wszechświata będzie znalezienie się w spisie nazwisk w książce telefonicznej, a dla innego poczucie indywidualnie pojmowanego szczęścia, objawiające się - na przykład głaskaniem psa i dla niego nic ponadto to uczucie nie będzie mieć znaczenia.

Zauważa też, że życie polega na ciągłym... myleniu się. To jak bardzo różnimy się pod względem poczucia tego, co jest dla nas istotne. Czasem nie da się pójść drogą na skróty, obejść czegoś, bo trzeba to po prostu przetrwać.

"W moim odczuciu, ciągnął dalej V, spokojne życie w społeczeństwie oznacza zrozumienie, że rzeczy istotne dla drugich dla ciebie mogą nic nie znaczyć i vice versa".

Może jest to zbyt duża nadinterpretacja z mojej strony, kto to wie...
Zadie Smith pisze w sposób zmuszający czytelnika do refleksji. Czerpie z własnego otoczenia i rzeczywistych wydarzeń oraz wnikliwej obserwacji ludzi.

Znajdziemy w tej antologii również odniesienia to rzeczywistej eskalacji przemocy wynikającej po prostu z... rasizmu.
Bardziej od samych połączonych w zdania słów, liczy się to, co pomiędzy tymi powstałymi zdaniami można odkryć i zinterpretować przez pryzmat własnych doświadczeń i cech charakteru.
Wszystkie zbiory opowiadań charakteryzują się pewnego rodzaju dysproporcją - jedne wikłają nas w fabułę od samego początku, inne nużą, a niektóre trzeba przerwać czytać i wrócić do nich później - tak też jest i w przypadku tej publikacji.
Nie wszystkie historie przemówiły do mnie w jednakowy sposób, ale i tak uważam, że absolutnie wszystkie niosą ze sobą głęboką treść, którą przyjemnie było analizować - czego wyrazem jest duża, jak na moje możliwości, liczba zaznaczonych fragmentów, które zostały równie bogato przeze mnie opisane.

Jak dobrnęliście do końca i jesteście gotowi na nieoczywiste opowieści to sprawdźcie sami czy czytanie z aktywnym zaangażowaniem myślowym jest faktycznie tak nieprzyjemne jak piszą i oceńcie sami czy styl autorki do Was trafia. 
7/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak.


Wydawnictwo: ZNAK

Data wydania: 11. listopada 2019
Liczba stron: 240
Kategoria: literatura piękna
Tłumaczenie: Maria Makuch
#100 Opowiadania - Zdzisław Beksiński

#100 Opowiadania - Zdzisław Beksiński


#100 Opowiadania - Zdzisław Beksiński  - recenzja - czy warto przeczytać?

Kiedy usłyszymy nazwisko Beksiński, to od razu w głowie kształtuje się nam wizja mrocznych, niepokojących i jednocześnie intrygujących obrazów, grafik czy fotografii. Mało kto wie, że Sanocki Mistrz pisał również opowiadania, których kilka zostało wydanych nakładem Wydawnictwa Bosz.

Pierwsze co rzuca się w oczy, to ekskluzywność tej publikacji. Książka jest szyta, zdobi ją twarda oprawa, a tę chroni obwoluta. Wszystko jest utrzymane w minimalistycznym stylu, jednak złocenia, niepublikowane wcześniej szkice czy fragmenty maszynopisów - nadają wydaniu niemal luksusowy charakter.

Przedmowa została napisana przez Wiesława Banacha dyrektora Muzeum Historycznego w Sanoku, z której możemy się m. in. dowiedzieć, że Pan Beksiński chciał się realizować na polu kinematografii, jednak na studia filmowe nie zgodził się jego ojciec. Aparat fotograficzny miał być swojego rodzaju namiastką jego niespełnionych marzeń. Dość szybko zaczął go używać jako narzędzia do dalszych, niezwykle udanych, eksperymentów. Ponadto, na początku nadawał swoim fotografiom tytuły, co miało zachęcać odbiorcę do werbalnego opisu tego, co dostrzega. Uważa się, że była to forma narracja.
Wiesław Banach sądzi, że próby literackie malarza mogły być jakąś formą rekompensaty za brak możliwości realizowania się na polu filmowym. W związku z tym, że największą swobodę twórczą odczuwał jako malarz, porzucił swoje próby pisarskie. 

Opowiadań w zbiorze jest 25. Ich wyboru dokonał autor Posłowia - Tomasz Chomiszczak - romanista, literaturoznawca, profesor nadzwyczajny w Instytucie Neofilologii (Katedra Literatur Francuskiego Obszaru Językowego) Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. 

Choć teksty są kompletnie różne (nie tylko pod względem długości), to mają wiele cech wspólnych. Narrację prowadzi doszukujący się we wszystkim ciągów logicznych Obserwator. Są niezwykle mroczne, pełne gęstej, przytłaczającej atmosfery - zupełnie jak twórczość wizualna autora. Wzbudzają niepokój, a niektóre - jak na przykład "Wilki" - nawet grozę.
Nie da się wyzbyć z głowy obrazu jaki w niej kształtują. Większość z nich opowiada o przemijaniu, o drodze ku śmierci. O wiecznym poszukiwaniu sensu istnienia i ciągłego dochodzenia do tego samego wniosku, że go po prostu może w naszym życiu nie być. Świat widziany oczami jego wyobraźni to antyutopia.
Można w nich również odnaleźć (np. w opowiadaniu "Lustra") odwołanie się do Boga jako wykładowcy. Autor często wspomina również o spętaniu strachem, o życiu w ograniczeniach narzucanych przez własny umysł. Zauważa, że lepiej poznać prawdziwy strach niż być więźniem tego wyimaginowanego. 

Beksiński pisał swoje historie w formie onirycznych wizji i to niezwykle bogatych, surrealistycznych. Zdania, które budował niekiedy zdają się nie mieć końca - zupełnie jak niezwykle ogromne obiekty, które często malował. Bawił się formą, wprowadzał powtórzenia, czasem prowadził coś na kształt dialogu.
Każdy z tekstów ma charakterystyczny rytm i niezwykle dobrze czyta się je na głos - w formie ćwiczenia dykcji. Gdy wspomni się czasy, w których tworzył swoje historie, można odnaleźć odwołanie do sytuacji politycznej. Podobnie jak autor Posłowia widzę wiele odniesień do kinematografii. Niektóre z tekstów z powodzeniem mogłoby służyć jako scenariusze scen. 

"Mój groteskowy żywot rozpisany jest na głosy jak partytura sonaty skrzypcowej; w krótkich momentach gdy skrzypce grają solo, zasypia fortepian, śpią skrzypce; natomiast ani sekundy nie śpią skrzypek i pianista, nie powinna spać też publiczność".

Zaskoczyła mnie uniwersalność tych historii. Opowiadanie "Bakterie" napisane  w 1964 roku świetnie obrazuje nas - dzisiaj. Nastawieni na niemyślenie, na klikanie zautomatyzowanych aparatów, uczymy się powtarzać schematy. Ktoś musi nam napisać, powiedzieć, że coś się nam powinno podobać - inaczej nie zwrócimy na to uwagi. Potem powtarzamy jedni po drugich te same zdania.
Nastawiamy się na doznanie, a nie czucie emocjonalne, bo to prowokuje nas do myślenia, którego wolimy unikać.

Wszystkie wybrane historie są niezwykłe, niezwykła jest też ich forma - ale w przypadku Zdzisława Beksińskiego nie może być mowy o przeciętności. 
Był bardzo krytyczny w stosunku do swoich tekstów i chyba niesłusznie dopatrywał się w nich - zbyt wielkiej inspiracji innymi znakomitymi pisarzami, przez co zaprzestał pisania i już do niego nie powrócił. 
Każda z historii zawartych na kartach tego zbioru mocno pobudza wyobraźnię i tworzy nie tylko wiele możliwości interpretacji, ale umożliwia dostrzeżenie choć niewielkiego skrawka tego, co widział ten wielki Artysta.
Niestety nie jest to lektura dla każdego. Trzeba trochę znać historię autora, by móc zrozumieć jego drobiazgową, wręcz matematyczną analizę wszechrzeczy. Będzie, jednak, świetnym prezentem dla każdego fana kreatywnego dorobku Zdzisława Beksińskiego i dla czytelnika lubującego się w zabawach językowych, charakteryzującego się wolnością wyobrażeń. 

Przyznam, że niezwykle obszerne Posłowie, trochę mnie zmęczyło. Podobało mi się wskazanie nawiązań do kina, czy dzieł innych autorów, jednak cytowanie całych fragmentów Opowiadań i tłumaczenie czytelnikowi wprost o czym autor mówił - uważam za zbędne. 

Swoją przygodę z prozą Zdzisława Beksińskiego uważam za niezwykle udaną. Wybrałam się na dość długą, mroczną i kreatywną podróż, z której planuję nieprędko wrócić.
Każda z historii wybranych do antologii, otwiera w mojej głowie wiele drzwi i wskazuje nowe pokłady inwencji twórczej. 
Wiesław Banach nazywa Zdzisława Beksińskiego człowiekiem wielu talentów i ma w tej materii niepodważalną rację.
8/10.

#100 Opowiadania - Zdzisław Beksiński  - recenzja


Wydawnictwo: BOSZ
Data wydania: 6. maja 2015
Liczba stron: 416
Kategoria: literatura piękna

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

#68 Upiorne opowieści po zmroku - Alvin Schwartz

#68 Upiorne opowieści po zmroku - Alvin Schwartz

 #106 Upiorne opowieści po zmroku - Alvin Schwartz - recenzja - czy warto przeczytać?
Nie od dziś wiadomo, że człowiek lubi się bać. Ale bać wtedy, kiedy wie, że tak naprawdę nic mu nie grozi i popija herbatkę zawinięty w kocyk, siedząc w swoim bezpiecznym domu.
Czy "Upiorne opowieści po zmroku" Alvina Schwartza spowodują u Was strach? Absolutnie nie.
Dziś zewsząd uderzają nas obrazy epatujące przemocą i obrzydliwością, często mające więcej powiązań z rzeczywistością niż byśmy chcieli.

Nie wiem czy większość czytelników wystawiających niskie oceny temu zbiorowi historyjek nie zrozumiała ich, czy to może ja jestem żywcem wyjęta z jakiejś fantastycznej historii?
Dla mnie ta antologia to przegląd "strasznych historii" z folkloru. Taki elementarz, z którego w dość zabawny sposób możemy się dowiedzieć; czego od wieków boimy się jako ludzkość.
Formy stylistyczne są przeróżne proza, poezja, niektóre możemy nawet zaśpiewać jeżeli chcemy :) Zastosowany język też jest różny, czasem bardzo prosty - w końcu to podania ustne. Wszystko zdobią świetne ilustracje, które bywają upiornie ładne :)


Na końcu książki znajdziemy umiejscowienie tych samych motywów; w różnych podaniach, krążących po całym świecie, z którego jasno wynika, że skąd byśmy nie pochodzili boimy się tego samego. 
Żadna z tych opowiastek raczej nikogo nie przestraszy. Ale samo dochodzenie do tego dlaczego akurat tego się kiedyś baliśmy może być bardzo ciekawe - dla zainteresowanych na końcu jest bibliografia. 

Autor podaje w jaki sposób każda z opowieści powinna być opowiadana - przypomniało mi to czasy, kiedy wieczorem siedziało się przy ognisku i wymyślało różne równie "straszne" bajki. Ogień grał nam światłem na twarzach tworząc czasem naprawdę dziwne cienie, z tyłu pękały gałązki, po których akurat przebiegł kot. Nad nami latały nietoperze, a pohukiwania sowy nie były czymś niezwykłym. Z tych historyjek było masę... śmiechu i tak może być też z tym zbiorem. Polecam go czytać na głos - to naprawdę fajna zabawa i możliwość ćwiczenia dykcji i emisji głosu, nauka intonacji, która wiele zmienia. 


#106 Upiorne opowieści po zmroku - Alvin Schwartz
Nie wiem czy wiecie, ale jedna z tych historii "Długie światła" została zekranizowana po polsku - jako film krótkometrażowy - "16.03" z Agnieszką Żulewską w roli głównej, który często jest wyświetlany przez kanał Ale Kino. Kiedy go oglądałam naprawdę miałam gęsią skórę. Muzyka, obraz, gra aktorska dały poczucie bezsilności i strachu. Napisy końcowe okraszono utworem Zamilskiej - Duel 35, który spotęgował klimat. To idealny przykład, na to jak sposób przedstawienia opowiadania - ma wpływ na jego odbiór.

Sam zbiór został zekranizowany i jest od jakiegoś czasu wyświetlany w kinach. Zbiera trochę lepsze oceny jak książka, pewnie z tego powodu o jakim wyżej wspomniałam. 

Jeżeli liczycie na prawdziwy horror, to nie są to opowieści dla Was. Jednak jeżeli lubicie poszerzać swoją wiedzę nie tylko o legendy, ale i o korzenie uczucia, które nas tak od wieków fascynuje - to sprawdźcie sami :) 
Ode mnie 6/10.  

#106 Upiorne opowieści po zmroku - Alvin Schwartz


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 9. sierpnia 2019
Liczba stron: 140
Kategoria: horror

Tłumaczenie: Piotr Kuś

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...