#135 Grand Union. Opowieści - Zadie Smith

W związku z tym, iż od pewnego czasu nie tylko czytam książki, ale i próbuję o nich pisać zdarza mi się czytać opinie czytelników o różnych dziełach literackich. Dla zaspokojenia własnej ciekawości, chęci poznania gustów, a co za tym idzie dokonania jakiejś subiektywnej oceny trendów czytelniczych.
Mówi się, że ludzie nie czytają. Nie do końca się z tym zgadzam, czytają.
Zgodnie twierdzimy, że podczas czytania odpoczywamy, relaksujemy się i... nie lubimy myśleć.
Przyznam, że to zaczyna
mnie trochę niepokoić. Nie dlatego, że czytelnik chce przy lekturze odpocząć umysłowo (ja też tak robię), a dlatego, że zaczyna oceniać czytane książki negatywnie z uwagi na to, że musiał te swoje szare komórki uruchomić, a nie chciał.

"Grand Union. Opowieści" to moje pierwsze spotkanie z Zadie Smith, o której to twórczości zdarzało mi się czytać, ale nie udało mi się do tej pory z nią zaznajomić.
To zbiór dziewiętnastu opowiadań.
Opowiadania różni prawie wszystko - od bohaterów i ich pochodzenia etnicznego, płci, sytuacji w których się znajdują, miejsc w których żyją, aż do statusu społecznego. Jednak jedna cecha łączy wszystkie postaci - życie w ciasnym gorsecie stereotypów, przekonań, przyzwyczajeń. 

"Szablony były zbiorowe, ale nie do końca; czyjś szablon służył całej grupie; istniały odpowiednie pory na szablony i miejsca, gdzie można je mieć, a zarządzanie szablonami nigdy nie spoczywało w gestii jednej osoby, bo nikt sobie nie wyobrażał, że pojedyncza świadomość byłaby w stanie przetworzyć lub ogarnąć wszystkie szablony, jakie istnieją na ziemi, bez poczucia, że są "rozrywane od wewnątrz". (Posiadanie, zombie, mówienie językami, egzorcyzmy, automaty, niesamowite doliny, porywanie ciał, panowanie diabła, hoodoo)".
                                                                
Niektóre opowiadania dotyczą zwyczajnej codzienności, gdzie bohaterem mógłby być każdy z nas, a inne bywają surrealistyczne; tak jak na przykład "Sztuczna rzeka" - w której autorka porównuje nas do niesionych prądem kukieł. Uzależnieni od schematycznego życia na pokaz, płyniemy wraz ze wszystkimi i wszystkim tym, co rzeka niesie, a nie zawsze jest to gwiezdny pył - jak się nam zdaje.

Bywamy często opętani poczuciem winy, które spala nas codziennie na nowo. Kiedy uwolnimy się z jakiejś relacji - tak jak bohaterka pierwszego z opowiadań "Dialektyka", to poszukujemy kolejnego powodu do zamęczenia się wyrzutami sumienia. Nadmienię, że w tym opowiadaniu akcja toczy się w Sopocie.
Przyzwyczajamy się do tego, że jesteśmy dyskryminowani i wszędzie widzimy jego przejawy, nawet gdy istnieją one - tylko w naszej głowie.
Być może kiedy przestaniemy być oceniani, to przestaniemy istnieć? 

Wielu ludzi uzależnia się od poczucia władzy i przejawia się to na wielu polach życia, nie tylko w odniesieniu do polityki. Wszelakie tzw. wolne związki opierają się na balansowaniu na cienkiej granicy wolności seksualnej, a poczuciu władzy nad drugim człowiekiem, to JA decyduję kiedy coś zaczynam i kiedy coś kończę.

Zadie Smith porusza też zagadnienie tożsamości, co to znaczy istnieć, żyć naprawdę. Dla jednego człowieka najlepszym potwierdzeniem bycia częścią wszechświata będzie znalezienie się w spisie nazwisk w książce telefonicznej, a dla innego poczucie indywidualnie pojmowanego szczęścia, objawiające się - na przykład głaskaniem psa i dla niego nic ponadto to uczucie nie będzie mieć znaczenia.

Zauważa też, że życie polega na ciągłym... myleniu się. To jak bardzo różnimy się pod względem poczucia tego, co jest dla nas istotne. Czasem nie da się pójść drogą na skróty, obejść czegoś, bo trzeba to po prostu przetrwać.

"W moim odczuciu, ciągnął dalej V, spokojne życie w społeczeństwie oznacza zrozumienie, że rzeczy istotne dla drugich dla ciebie mogą nic nie znaczyć i vice versa".

Może jest to zbyt duża nadinterpretacja z mojej strony, kto to wie...
Zadie Smith pisze w sposób zmuszający czytelnika do refleksji. Czerpie z własnego otoczenia i rzeczywistych wydarzeń oraz wnikliwej obserwacji ludzi.

Znajdziemy w tej antologii również odniesienia to rzeczywistej eskalacji przemocy wynikającej po prostu z... rasizmu.
Bardziej od samych połączonych w zdania słów, liczy się to, co pomiędzy tymi powstałymi zdaniami można odkryć i zinterpretować przez pryzmat własnych doświadczeń i cech charakteru.
Wszystkie zbiory opowiadań charakteryzują się pewnego rodzaju dysproporcją - jedne wikłają nas w fabułę od samego początku, inne nużą, a niektóre trzeba przerwać czytać i wrócić do nich później - tak też jest i w przypadku tej publikacji.
Nie wszystkie historie przemówiły do mnie w jednakowy sposób, ale i tak uważam, że absolutnie wszystkie niosą ze sobą głęboką treść, którą przyjemnie było analizować - czego wyrazem jest duża, jak na moje możliwości, liczba zaznaczonych fragmentów, które zostały równie bogato przeze mnie opisane.

Jak dobrnęliście do końca i jesteście gotowi na nieoczywiste opowieści to sprawdźcie sami czy czytanie z aktywnym zaangażowaniem myślowym jest faktycznie tak nieprzyjemne jak piszą i oceńcie sami czy styl autorki do Was trafia. 
7/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak.


Wydawnictwo: ZNAK

Data wydania: 11. listopada 2019
Liczba stron: 240
Kategoria: literatura piękna
Tłumaczenie: Maria Makuch

2 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...