Na śniadanie tort szpinakowy — Kamila Mitek
Na śniadanie tort szpinakowy — Kamila Mitek
„Na śniadanie tort szpinakowy” to otulająca jak miękki kocyk powieść na szare, deszczowe dni, w której rodzicielska czułość, humor i miłość do drugiego człowieka, przeplatając się z codziennymi problemami, przypominają, że żebyśmy docenili słońce, musimy przetrwać pochmurne dni.
Projekt Hail Mary — Andy Weir
Kosmiczny lipiec
Projekt Hail Mary — Andy Weir
W tym miejscu jeszcze dodam, że jeżeli przeczytacie i się wam spodoba, albo czytaliście i się wam podobała, a z jakiegoś powodu boicie się książek Stephena Hawkinga to śmiało możecie je czytać, albo słuchać. W szkole bałam się fizyki, wbijano mi do głowy jakieś wzory, których nie tłumaczono. Zraziłam się. Czułam się zbyt głupia, by zrozumieć i nie chciałam próbować. Nie będę oczywiście fizykiem, ale sposób w jaki Stephen Hawking opowiadał w swoich książkach o Wszechświecie i nie tylko o nim, jest przystępny i jest dla wszystkich.
W jednym z „Opowiadań bizzarnych” Olgi Tokarczuk pada stwierdzenie, że boimy się tego, co nieznane i próbujemy z tym walczyć, np. gdy z pośród takich samych twarzy wyłania się inna, być może w innym kolorze, z większym nosem niż przywykliśmy oglądać, albo z mimiką, której nie potrafimy zdekodować. Zwykle strach rodzi w nas chęć ucieczki, a w skrajnych przypadkach agresji. Andy Weir krok po kroku przedstawia poznanie nastawione na zrozumienie, napisane zdrową ciekawością i ogromnym szacunkiem do innej kultury.
Nie budź śpiących psów — Grozdana Olujić
Często zaglądam do internetowych antykwariatów, szukam konkretnych książek, a kiedy już je znajdę, to zdarza się, że zamawiam jedną lub dwie spoza listy. I tak było w przypadku „Nie budź śpiących psów”. Skusił mnie tytuł.
Nie budź śpiących psów — Grozdana Olujić
To właśnie jego chce ratować rozmówca z początku powieści. Bohater jest przekonany, że zbrodni dokonał, ale... jest jeden problem. Nie pamięta tego.
W „Nie budź śpiących psów” pojawia się wątek eksperymentów na zwierzętach. Wolność w zadawaniu bólu w imię nauki. Jest obrazowy, bolesny, służy przedstawieniu głębi relacji i ich konsekwencji. Nie odbierałabym go dosłownie. Podobnie jak w przypadku „Poparzonego dziecka” Stiga Dagermana. Są w tej powieści traumy wzrastające w obojętności, w milczeniu. Nienazwane krzywdy bolą dużo bardziej, a utracone poczucie bezpieczeństwa nie wraca samo. Nie tylko wątek znęcania się nad zwierzętami jest podobny do wspominanego „Poparzonego dziecka”, ale i relacji dziecko-rodzic. Najbardziej wybija się relacja syn-ojciec, córka-ojciec i to, w jaki sposób, w zależność od płci dziecka, wpływa ona na dorosłe życie.
„Wtedy krzyknąłem zdławionym głosem, żeby nie wspominał przy mnie o psach. Kiedyś powiedział (a może to powiedziała Tisa), że każdy człowiek hoduje w sobie psy miłości i psy nienawiści, psy tworzenia i psy niszczenia. — Nie budzić śpiących psów! — przestrzegał mnie wtedy”.
Moje greckie lato — Kamila Mitek
Moje greckie lato — Kamila Mitek
Liczba stron: 320
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Między mną a czereśnią — Paola Peretti
Gdy byłam dzieckiem zasłaniano prawe, żeby lewe patrzyło tam, gdzie trzeba. Nie chciało. Kształty, które widziałam nie przypominały niczego. Nie mogłam wyjść na zewnątrz, nie umiałam ocenić odległości i potykałam się, wywracałam. Obraz, który widziałam i widzę tym okiem jest podobny do tego zza szyby zlanej deszczem, konkretną ulewą. Ale mam szczęście. Prawe oko widzi doskonale, nadal, pomimo wieku i zmęczenia. Zdarza się, że dostrzegam dziwne rzeczy; niby-widma, niby-rzeczywistość. To znak, że prawe oko musi odpocząć. Mój mózg nauczył się uzupełniać obraz, w taki sposób, że obrazy 3D widzę prawidłowo, mimo jednooczności.
Okulary, które nosiłam jako dziecko nie były ładne, oprawki były brzydkie, ordynarne i przysłaniały pół twarzy. Jedne pamiętam doskonale; były przezroczysto-czarne, a po bokach miały namalowane wielkie, czerwone serca. Miałam wtedy sześć lat i moim najlepszym przyjacielem był kot, czarny jak smoła, z kilkoma białym kłaczkami pod łebkiem.
Kiedy wracałam z „zerówki” czekał na mnie w bramie osiedla i prowadził do domu. Przed wejściem do środka musiałam na chwilę z nim przysiąść na ławce, łasił się intensywnie, aż zdzierał kolor z oprawek okularów, mruczał przy tym jak traktor. Fajny był z niego kompan. Często go wspominam. Miał na imię Filemon i sypiał m.in. w wózku dla lalek.
Miedzy mną a czereśnią — Paola Peretti
Robi listę rzeczy, na których jej bardzo zależy, ale nie będzie ich mogła już robić przez tę rosnącą ciemność. Dziewczynka ma kota (Ottima Turacareta), którego znalazła na czereśni, w której mieszka jej babcia i gigant. Kot, jak to przyjaciel, przychodzi po nią do szkoły. Kiedy przesuwa dłonią po miękkej sierść, robi się jej lżej. Jej ulubioną książką jest „Baron Drzewołaz” Itala Calvina, często zwraca się do głównego bohatera, on ją rozumie. Rodzice próbują pomóc Mafaldzie w przystosowaniu się do życia w ciemności, czasem trochę zapominając o córce. Wszystko dla niej, ale trochę bez niej. Peretti ukazuje jak cichy smutek dorosłych wpływa na dziecko indukując poczucie winy. Widzimy jak w Mafladzie kiełkuje strach i wstyd.
Polecam tekst Ani z zaczytasy.blogspot.com — Paola Peretti, Między mną a czereśnią.
Tłumaczenie: Paweł Bravo
Data wydania: 15 kwietnia 2020 r.
Słowo to siła — dokument o Margaret Atwood
Codzienne historie...
Spójrzmy prawdzie w oczy... Choćbym czytała i dwie książki dziennie to nie będę jak ona.
*cytaty
„rękopisy nie płoną” — Michaił Bułhakow „jeśli coś kochasz, puść to wolno” — Antoine de Saint-Exupéry
„To co jest martwe nie może umrzeć, lecz odradza się twardsze i silniejsze.” — George R. R. Martin
Sto tysięcy jednakowych...
Nie wiem.
W każdym razie domena zostaje, zajrzałam w statystki, sto tysięcy mnie przekonuje. Dzięki!
„Gdybyśmy mieli słowo, gdybyśmy mieli język, nie potrzebowalibyśmy broni” - Ingeborg Bachmann
Ta pani na plakacie to Ingeborg Bachmann (1926-1973): austriacka poetka, eseistka, pisarka i germanistka, z wykształcenia filozofka i psycholożka, która szczególnie umiłowała język, feministka.
Doktorat uzyskała w 1950 roku dzięki „Krytycznej recepcji filozofii Martina Heideggera” (myśl Martina Heideggera bywa uważana za jedną z najważniejszych filozofii XX wieku).
Ojciec Bachmann należał do NSDAP, a ona do „Grupy 47”, która m.in. jednoczyła niemieckojęzycznych pisarzy odrzucających nazizm.
Mężem Ingeborg Bachmann był Max Frisch, szwajcarski architekt, pisarz i dramaturg.
Jednak
w życiu poetki szczególne miejsce zajmował poeta Paul Celan. Uważa się,
że „Malina”, jedyna powieść Bachmann, to swoisty hołd właśnie dla
niego.
Żebyście nie myśleli, że po nocach czytuję skorowidze niemieckojęzycznych autorów, to przyznam się, że na „Malinę” trafiłam przypadkiem, dryfując po internetowych bezkresach.
Przyciągnął mnie tytuł, tak kiedyś na mnie mówiono, więc zaczęłam tej powieści szukać. Okazało się, że wznowione, bodajże w 2011 roku, egzemplarze potrafią osiągać zaporowe, jak dla mnie, ceny. Zajrzałam zatem do katalogu Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Walentego Fiałka w Chełmnie i znalazłam jeden egzemplarz, po który wybrałam się objuczona niczym wielbłąd, bo z pustymi rękoma pójść nie umiałam. Przebyłam wielokilometrową odległość smagana słońcem, które od tego czasu przebywa na wakacjach, gdzieś poza kujawsko-pomorskim. Na razie wracać nie zamierza i w sumie mu się nie dziwię.
Malina - Ingeborg Bachmann
Wracając do Ingeborg Bachmann, to wymieniłam tych trzech mężczyzn, ponieważ
bohaterka „Maliny” tkwi pomiędzy trzema mężczyznami: ojcem,
Ivanem i Maliną. To powieść autobiograficzna, która nie chce nią być. To
ciągłe ścieranie się powinności, ról, emocji, relacji ja-ty, ja-świat i ciągłe przenikanie się form. Bachmann łączy poezję i prozę, metafory nie
są łatwe, nie są oczywiste, a słowa wwiercają się do wewnątrz i tam nabierają indywidualnych znaczeń.
„Malinę” czyta się długo,
każdy fragment obracając w myślach. To powieść dla każdego, kto
lubi zatapiać się w emocjach, w swoich emocjach, kto lubi czuć siebie i
jednocześnie lubi język; słowa, metaforyczność zdań oraz odzierać codzienność z życzeniowości.
„Nadejdzie dzień, w którym kobiety będą miały
czerwono-złote oczy, czerwono-złote włosy, a poezja ich płci zostanie
stworzona na nowo...”
Bachmann nawiązuje do twórczości Celana, wplata w „Malinę”
metaforyczną opowieść o księżniczce, ale nie trzeba znać biografii
pisarki, by móc poczuć tekst. Jednak kiedy ma się świadomość, w jak tragiczny
sposób zmarła Bachmann, i połączy się tę wiedzę choćby z zakończeniem powieści,
to można poczuć na karku nieprzyjemny chłód.
„Malina” to również opowieść o miłości, miłości wiodącej do szaleństwa?
„Nadejdzie dzień, w którym ludzie będą mieli
czerwono-złote oczy i gwiezdne głosy, w którym ich ręce staną się zdolne
do miłości, a poezja ich płci zostanie stworzona na nowo...”
Ingeborg Bachmann była
bardzo mądrym człowiekiem, podobnie jak narratorka „Maliny”, która
czytała filozofów, doktoryzowała się, próbowała się dopasować do roli;
czekając na telefon od Ivana, zastanawiając się dlaczego nie studiowała
książek kucharskich?
Nie zgadzała się z tym co się działo na świecie, z czynionym złem, obojętnością na nie, jednak była jak pozbawiona języka, skojarzyła się mi z mitologiczną Filomelą.
Uważana była za ekscentryczną, bo wymykała się definicji napisanej językiem ograniczeń.
Trudne to było czytanie, nie ze względu na zawiłość, znaczeniowość, czy co tam sobie jeszcze za przeszkodę wymyślimy, ale przez to, że jakieś takie dekonstruujące, jakby się rozsypały części w środku, wpadły inne i nie wiesz czyj w końcu ten bałagan jest?
Wrócę do „Maliny”, antykwariaty się zlitowały i stare wydania wróciły do obiegu.
Zrobiłam plakat, powieszę sobie. Księżyce i gigantyczny motyl to nawiązania do powieści, pęknięcia tła chyba tłumaczyć nie trzeba, a jeżeli przypomina odrobinę plamy z Testu Rorschacha, to nie jest to przypadek.




















