#156 Kult - Łukasz Orbitowski

"Kult" nie jest powieścią, którą powinno czytać się na raz. To pokaźnych rozmiarów gawęda podzielona na rozdziały, nazwane "Taśmami" i opatrzone datami. Monolog, w którym narrator Zbyszek Hausner, co jakiś czas zwraca się bezpośrednio do autora - Łukasza Orbitowskiego.
Daje to efekt rzeczywistego zapisu wywiadu, jakbyśmy stali gdzieś obok i zza drzewa podsłuchiwali. Choć narrator opowiada o objawieniach oławskich i nawiązuje do Kazimierza Domańskiego, to nie jest to powieść biograficzna, a jedynie fikcja literacka. 

Powieść charakteryzuje stałość. Stałość wypowiedzi, stałość wydarzeń. Linia prosta. Tu nic nie przyspiesza, ani nic nie zwalnia. Czytelnik oczekujący szybko obracającej się karuzeli zdarzeń - może poczuć się znudzony.
Styl wypowiedzi narratora jest trochę bełkotliwy. Jakbyśmy usiedli, z którymś z panów wystających na wsi pod sklepem, przy stoliku i on zacząłby opowiadać nam historię swojego życia. Papierosy, woda toaletowa "Przemysławka" i co jakiś czas przemyka łaszący się kot.

"Kult" choć nawiązuje do nieuznanych przez Kościół katolicki - objawień maryjnych - nie odkrywa przed nami żadnej tajemnicy. Tu nie ma treści, która przedstawiałaby coś czego nikt nie wie, a Łukasz Orbitowski to bardzo dobry pisarz, a nie filozof, który zajrzał Panu Bogu w scenariusz. I raczy nas boskim słowem.

Mogłabym napisać, że pokazuje obraz społeczeństwa lat PRL-u, wszechogarniającej beznadziei, bylejakości życia. Wydaje mi się jednak, że to powieść uniwersalna, bo choć zdajemy się wiedzieć już prawie wszystko, co możliwym do poznania było, to nadal topimy się w tym samym bagnie.
Zbyszek opowiada o swoim bracie - Heńku, któremu objawiła się Matka Boska (zresztą nie tylko ona) i za jego pośrednictwem przemawiała do ludu.
Każdy z nas zna te przepowiednie o narodzie wybranym po to, by mógł przetrwać Armagedon.
Henryk schorowany rencista uzdrawiał ludzi, którzy wpychali mu pieniądze do kieszeni, z którymi nie wiedział co począć i chował je po tapczanach.
Jedni kpili, drudzy być może mu wierzyli, trzeci inwigilowali, kolejni chcieli usunąć - ale wszystkich łączyła jedna cecha - nikt tak naprawdę go nie słuchał, choć przed czymś ostrzegał. Otaczali go jeremiasze i mateusze, ale i faryzeusze.

"Tylko, wie pan, życie to raczej smutna sprawa i nie ma co za bezdurno jeszcze smutków drążyć. Zmartwień się nie szuka, bo same przychodzą."

Zbyszek opowiada o wszystkim i o niczym, o szczegółach, które do samej - nazwijmy to akcją - nic nie wnoszą, ale każdy taki szczegół wiele mówi o człowieku. O każdym człowieku. 

Ponure poczucie humoru i mocno przygnębiająca opowieść, która potrafi realnie zmęczyć. Nawet kiedy mówi o gorącym i słonecznym lecie, to zdaje się, że i tak jest ciemno, a ciężkość powietrza uniemożliwia oddychanie. 

Nie ma tu chronologicznego
ciągu zdarzeń, Zbyszek czasem wtrąca coś kompletnie "od czapy", ale przez to roztacza obraz całego siebie, bo choć twierdzi, że opowiada o bracie - to opowiada o sobie, opowiada o nas wszystkich.
Wybieramy sobie z tego, co słyszymy to, co chcemy słyszeć. Lubimy udawać, że wierzymy w coś, czego nie rozumiemy, a kiedy nadarzy się okazja by samemu coś zyskać, zaraz zmienimy stronę. Pokazuje jak postrzegamy rodzinę i jak pokrętne bywa postrzeganie miłości, jakie zawiązujemy relacje, jak jeden krzyż jest bardziej święty od drugiego, jak musimy w COŚ wierzyć, a nie wierzymy w siebie.
My nie potrzebujemy nikogo do tego, by nam spieprzył ten cud, którego doświadczyliśmy, my to zrobimy sobie sami.




"Kriszna i Budda rankiem im zbiegli
Chrystusa nie zjedli, bo na krzyżu nie sięgli
Reszty proroctwa zjeść rady nie dali

 Co trochę nadgryźli - wymiotowali" 
*Lao Che - Zombi!
 

Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Data wydania: 15. maja 2019
Liczba stron: 480
Kategoria: literatura piękna




5 komentarzy:

  1. Nie słyszałam wcześniej o tej książce. Może kiedyś po nią sięgnę, jak przeczytam to co mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój znajomy niedawno czytał tę książkę i również mi ją polecał. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Od czasów premiery chcę ją przeczytać. Na razie ciągle jeszcze grzecznie czeka na czytniku, ale mam nadzieję, że w końcu kiedyś się do niej dokopię ;) Brzmi świetnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też długo zwlekałam. Nie jest książką mojego życia :D ale jest dobra ;)

      Usuń
  4. Słucham właśnie tej książki na audiobooku i polecam. Bardzo ciekawie się słucha historii z Oławy.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...