#161 Czarne Miasto - Marta Knopik

"Czarne Miasto" to debiut literacki Marty Knopik i początek cyklu opowieści z Czarnego Miasta.
Lubię treści nieoczywiste, mroczne, duszące i przytłaczające, przez które zdaje się przedzierać zaledwie kilka promieni światła.
Uwielbiam ćmy, bo choć żyją w mroku wiedzą, że światło jest istotne, zawsze zmierzają w jego kierunku. Nawet niewielka jego ilość zmienia postrzeganie, tego na co się patrzy.
To książka dla mnie, ale czy jest dla Ciebie, tego niestety nie wiem, ale postaram się przybliżyć trochę jej treść, charakter i styl, którym przemawia Marta Knopik.

To literatura piękna, a określenie tego gatunku literackiego wywodzi się z języka francuskiego, powstało przez analogię do określenia sztuki piękne. Jednak w przypadku tej pozycji nie chodzi tylko o ładny język.

Głównymi bohaterkami "Czarnego miasta" są siostry BeBe - Belinda i Bianka oraz ich matka Wanda - która zagubiła się pośród wspomnień, w przepastnych labiryntach miasta, które spowija wieczny pył, a nieustające wstrząsy bezpowrotnie je niszczą. W Roku Zaćmienia straciła męża i smutek, żałoba - uwięziły ją w samotności, a ukochane córki wyjechały do Białego Miasta.
Przez całą historię kobiety próbują się odnaleźć - w rzeczywistości jak i w wymiarze duchowym. Poznajemy przeszłość śląskiej rodziny za pomocą opowieści brzmiących jak legendy i wspomnień opisanych jak kadry z filmu, lub malowane obrazy - jedna z sióstr jest artystką.


"Jeśli chodzi o okresy prawdziwego spania, nie udawanego, lecz takiego ze snami, to Belinda, jak każdy, ma swój stały, powtarzający się w snach motyw. Najczęściej znajduje się w jakimś niepokojącym domu, gdzie porusza się wśród korytarzy, pokoi, przejść, odkrywając kolejne drzwi i kolejne. Biegnie schodami w górę i w dół. Błądzi, próbując coś znaleźć lub starając się wyjść, uciec. Są w tych snach wydłużające się w nieskończoność tunele i przedpokoje, tak że nie sposób dojść do ich końca. Są amfilady drzwi, ciągną się jedne za drugimi i każde otwierają się z trudem, bo albo zamek się zacina, albo klamka zostaje w dłoni, albo są tak ciężkie, że trzeba się z nimi mocować. Za drzwiami ktoś jest, porusza klamką. Nie wiadomo kto, ale w Belindzie budzi się zwierzęcy strach i coraz gwałtowniej szarpie się z kolejnymi drzwiami, jej serce łomocze coraz bardziej, aż w końcu budzi się zlana potem i roztrzęsiona".

Wszystko w  tej powieści ma niezwykle metaforyczny charakter, każdy kolor, każde opisywane pnącze. Książka obfituje w bardzo bogate opisy, które budują czytelnikowi przed oczami świat widziany oczami Autorki. Choć obrazy, które przedstawia są jak wyjęte z powieści fantastycznych, to opisują realne miejsca i realne wydarzenia. Wbrew pozorom nie trzeba być mieszkańcem Śląska, by zobaczyć to, co kryje się pod rozpadającym się miastem.

To emocjonalna opowieść o poszukiwaniu tożsamości, o odkrywaniu kart z przeszłości, które jawią się jak wymieszane przypadkowe zdjęcia obcych sobie ludzi. Bohaterki próbują odnaleźć się w nowej sytuacji. Zmierzają po trudnej drodze do zaakceptowania starty. Czasem trzeba zawrócić by znowu zacząć żyć. Marta Knopik pisze o miłości, która mimo bariery niezrozumienia nigdy nie straciła swojej mocy. Domyśliłam się do czego cała historia zmierza, jednak to jak Autorka maluje słowem pozwoliło mi czerpać przyjemność z czytania.

W moim odczuciu to bardzo dobry debiut. Trudna treść ukryta we mgle duszącej, ponurej atmosfery. Jednak nie każdy czytelnik odnajdzie się w labiryncie, który zbudowała Autorka i wyjdzie z niego z poczuciem satysfakcji z lektury.
To opowieść dla tych którzy
lubią się zastanawiać nad tym - dlaczego coś jest w takim, a nie innym kolorze i co to może oznaczać, a wyobraźnię mają wolną od ograniczeń.

Używanie techniki opowieści jak z literatury fantastycznej, jeżeli tak to mogę nazwać, by opowiadać o codzienności - przypominało mi trochę zabiegi z "Labiryntu Fauna" książkowej adaptacji filmu Guillerma del Toro - której to podjęła się Cornelia Funke, a marzenie senne - były dla mnie jak mroczne kadry z filmu "Cela" z 2000 roku. Natomiast samo Czarne Miasto przypomina mi trochę Tymczasowe Miasto z filmu "Franklyn" z 2008 roku.
Takie mam skojarzenia, może one pozwolą Wam zdecydować czy jesteście gotowi, by odwiedzić ulice Czarnego Miasta.




Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 19 lutego 2020
Liczba stron: 320
Kategoria: literatura piękna

4 komentarze:

  1. Hej "pod lasem czytane" - ta książka jest piękna, znam ją (ja się nie domyśliłem akurat zakończenia). Ale tam błędnie Ci się zacytowało "Najczęściej znajduje się w jakimś niepokojącym SIĘ domu" :-) (s. 170) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mocno zaciekawiłaś mnie tą książką.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny ten cytat! Dosyć długo się wahałam czy to książka dla mnie, w końcu kilka dni temu się na nią zdecydowałam... Mam nadzieję, że to dobra decyzja ;) Na razie mogę tylko powiedzieć, że okładka jest przepiękna, a te wszystkie zachwyty nad tytułem chyba muszą mieć jakieś podstawy... ;) Nie chcę się zawieść!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...