#159 Wskrzesina - Artur Boratczuk

#159 Wskrzesina - Artur Boratczuk
"Czekają na jego sygnał w swoich wieżowcowych apartamentach z widokiem na inne wieżowce, wyniosłe i święte jak megality Stonehenge, cyberdruidzi obżarci cynkiem i magnezem, kwasem hialuronowym, witaminami, wygimnastykowani, godzina jogi w środy i piątki, dumni ze swojego rozsądku i niewstydzący się swojej dzikości, partnerzy i partnerki partnerów i partnerek, rozsmakowani w ciemnych piwach z lokalnych browarów i chlebie orkiszowym z małej piekarni".

Akcja "Wskrzesiny"Artura Boratczuka, jest osadzona we Fraudencji - w nieistniejącej - istniejącej mieścinie, która dla każdego z jej mieszkańców, w zależności od ilości wiosen na karku, jest rajem, przekleństwem albo więzieniem. Starzejący się były sekretarz PZPR - Michał Serpina - pszczelarz, poszukuje kogoś chętnego na tzw. dożywotkę - ktoś otrzyma majątek w zamian za opiekę nad nim. Żona pana Michała nie żyje, a córka, która mogłaby mu pomóc zamieszkuje na plebanii u 103-letniego proboszcza Smętka - hodowcy koni, który planuje żyć tak długo, aż pewne dzieła sztuki - ujrzą światło dzienne.
W odpowiedzi na ogłoszenie - do Fraudencji przybywa Adam, a wraz z jego przybyciem rzeczywistość znana mieszkańcom miasteczka zdaje się falować. 


Fraudencja jest jak wycinek świata. Całego świata - materialnego i duchowego. Mieni się tysiącem barw, połyskuje, a czasem brzydko szarzeje. To, co widzialne i niewidzialne nakłada się na siebie i trudno jest odróżnić jedno od drugiego. Może jest tak, że to - jedno bez drugiego - po prostu nie istnieje: jak dobro bez zła, jak czystość bez brudu, jak duchowość bez cielesności.

Pszczoły są równorzędnymi bohaterkami tej powieści. Pojawiają się co chwila - dając to: pożywny miód który, być może, umożliwia prawdziwe widzenie, informując swoim stanem zdrowia o kondycji przyrody i społeczeństwa, 
są przyczynkiem do zmian, przeobrażeń.
Nie da się wyzbyć z głowy przekonania, że to jak żyją i jakie są - stanowi odbicie naszej egzystencji. 


"Na dobrą sprawę nie pamiętam swojego życia na jawie. Biorę czasem kalendarz sprzed kilku lat, otwieram na chybił trafił. Myślisz, że pamiętam, co robiłem tamtego dnia, gdzie byłem, o czym myślałem, co czułem?
Życie na jawie chowa się przed człowiekiem tak samo jak sny".

 
Artur Boratczuk stworzył historię nieoczywistą. Im dłużej się o niej myśli tym więcej dostrzega się nawiązań, ukrytych znaczeń, symboli. Można ją czytać na kilku płaszczyznach i za każdym razem dojść do innych wniosków.
Wiele w niej odniesień do jakości  - bylejakości - życia, do poszukiwania w nim sensu i udziału Istoty Wyższej w procesie kształtowania świata, która może nie do końca jest taka, jaką chcemy ją postrzegać.
Chcemy wierzyć, mówimy, że wierzymy. Przebieramy się i siadamy w pierwszej ławce w kościele, sądząc, że to właściwe, a tymczasem to, co myślimy nie jest tak czyste jak nasza świeżo wyprana i wyprasowana koszula.
Chcemy być dobrzy, tak mówimy, ale robimy zupełnie co innego.
Świetnie jest to pokazane na przykładzie działania aparatu władzy. Ludzie składają donosy, domagają się ukarania sąsiadów, skrzywdzenia ich, dźgnięcia ich nożem źle pojętej sprawiedliwości, jednocześnie umywając ręce od odpowiedzialności, bo nie zrobili przecież tego osobiście.

Znajdziemy tu dążenie do szybkiego wzbogacenia się, wieczne chowanie urazy bo komuś wiedzie się lepiej niż nam, zemstę, a nawet przemoc.

Wytłumaczymy sobie wszystko, czego się w życiu dopuścimy, bo musimy mieć wewnętrzne usprawiedliwienie dla swoich moralnie niewłaściwych poczynań, bo spać spokojnie przecież każdy lubi.

Język, którym operuje autor bywa liryczny, obfituje w kwieciste metafory, ale zdarzają się zachowania bohaterów, ich słowa, stosowane przez nich określenia, które są jak rysa na czymś pięknym - wzburzają, czasem zniesmaczają, ale sprawiają, że to, co zdaje się idealne staje się...  rzeczywiste.

We "Wskrzesinie", jak w życiu, liczy się uważność, a i tak zapewne przeoczymy wiele ukrytych przez Autora nawiązań. Już sama okładka książki jest niejako wprowadzeniem do jej treści.

To książka o poszukiwaniu siebie, o poszukiwaniu sensu i budzeniu się do życia. Czasem za pomocą miodu w innym kolorze niż ten, który znamy, a czasem -  jako uczestnik gry zwanej Jaźnią.
Tylko czy tego naprawdę chcemy? Chcemy być świadomi tego, co dajemy? I co z tą świadomością w końcu zrobimy?




Wydawnictwo: JANKA

Data wydania: 3. lutego 2020
Liczba stron: 294

Kategoria: literatura piękna

1 komentarz:

  1. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale ma w sobie coś ciekawego. 😊

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...