Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty
Łąka umarłych - Marcin Pilis

Łąka umarłych - Marcin Pilis

„Nie ma usprawiedliwienia dla dobra okupionego cierpieniem. Nie dla mnie, bo widzę, jak w tej kosmicznej skali wzajemna relacja między dobrem a złem niweczy obie te sfery, zło i dobro anihilują w zetknięciu ze sobą, przechodzą jedno w drugie”.

Łąka umarłych - Marcin Pilis

Łąka umarłych - Marcin Pilis


„Łąka umarłych” po raz pierwszy została wydana w 2010 roku, a w tym roku Wydawnictwo Lira wypuściło na rynek wersję rozszerzoną, wzbogaconą o zakończenie należne jednemu z bohaterów, jak określił Autor w jednym z wywiadów, które miałam możliwość przeczytać. 

Akcja powieści toczy się w trzech planach czasowych, a mianowicie w latach: 1942, 1970 i 1996. Punktem wspólnym jest oczywiście miejsce, czyli mała, osadzona na uboczu wioska - Wielkie Lipy i postacie, które w różnym stopniu są ze sobą powiązane.

Początek „Łąki umarłych” jest przesiąknięty aurą niepokoju, w niektórych momentach nawet grozy. Chrzęszczący śnieg, nieprzyjemna droga do wioski, majaczące pomiędzy drzewami sylwetki i informacja, że na terenie Wielkich Lip stoi tajemniczy klasztor. To wszystko pobudza wyobraźnię i sprawia, że samemu brnie się przez te śniegi. 
Potem ta wyobrażona groza ustępuje miejsca czemuś zupełnie innemu. Bo to, tak pokrótce, powieść o złu, ale tym przyziemnym, ludzkim. O demonach brutalnej przeszłości, które stale o sobie przypominają.

Powieść otwierają wydarzenia z 1996 roku, w których poznajemy Karla Straucha, byłego niemieckiego żołnierza, który wybiera się do rzeczonej wioski.
Następnie robimy skok w tył i lądujemy w 1970 roku, gdzie główny bohater, Andrzej Hołotyński, przyjeżdża do Wielkich Lip po śmierci ojca (Jerzego Hołotyńskiego) chcąc obejrzeć pracownię zmarłego i zaspokoić ciekawość.
W książce istnieją równie głośno wydarzenia z 1942 roku, za sprawą pamiętnika Jerzego Hołotyńskiego.
Wszystko się ze sobą dobrze spaja. Nie miałam poczucia dezorientacji, pomimo zastosowania różnych planów czasowych - powieść czyta się płynnie.
Na ogromne uznanie zasługuje język postaci, wszystkich postaci. Każdy wypowiada się w charakterystyczny dla niego sposób. Marcin Pilis stosuje kreację językową, która dodaje całej opowieści realizmu. Bo choć książka jest fikcją literacką, to jest prawdziwa. Wydarzenia jakie opisuje nie są kompletnie zmyślone. Polska historia nie rysuje się tylko tak, jak niektórzy z nas pragnęli wierzyć, a być może jeszcze znajdą się i tacy, którzy nadal wierzą, że jesteśmy jedynym narodem w historii świata, który doświadczył krzywdy, a nikomu jej nie zadał. 

Poruszana przez Marcina Pilisa tematyka nie jest dla mnie niczym nowym, może gdy była wydana po raz pierwszy kogoś zszokowała. Mam jeszcze w pamięci jakie kontrowersje wzbudzał film Władysława Pasikowskiego, z Maciejem Stuhrem w roli głównej. Nie jestem jednak pewna czy szok właśnie chciał wywołać Marcin Pilis, który wykorzystał niełatwe polsko-żydowskie relacje, by opowiedzieć o współistnieniu dobra i zła, i konsekwencjach jakie niesie ze sobą przekraczanie granicy, która w tym związku nigdy nie jest stała.
Nie wiem również czy określenie, którego użyłam tzn. „wykorzystał” jest odpowiednie, bo Autor w żaden sposób nie przesadza w opisach wydarzeń, które miały miejsce podczas wojny. Nie gra na emocjach czytelnika rozbudowanymi opisami. Pamiętnik, który stanowi zapis tego, co miało miejsce w Wielkich Lipach, ma bardzo reporterski charakter.
Choć to fikcja, to powinniśmy mieć świadomość, że takie zdarzenia miały miejsce, bo źli ludzie byli wszędzie, niezależnie od pochodzenia narodowościowego. I nadal są.

To powieść zróżnicowana. Pojawiają się w niej różne wątki, w tym romantyczny i taki, który określiłabym mianem kryminalnego, a nawet rozważania filozoficzne. 
Wszystko jest wyważone. Pamiętajmy, że to mimo wszystko książka, która ma za zadanie przykuć uwagę czytelnika i być dla niego głównie formą rozrywki, a dopiero potem mówić coś więcej. 
Osobiście jednak wołałbym mniej wydarzeń oscylujących wokół brutalności (tej z 1970 roku), a więcej niedopowiedzeń, ale... to tylko moje osobiste preferencje. Podejrzewam, że wtedy powieść straciłaby na dynamice, a chyba tego większość czytelników szuka. Trochę irytujące było odkrywanie prawdy przez żeńską bohaterkę. Rozumiem, że to co nas dotyczy i co mamy pod nosem niekoniecznie jest dla nas oczywiste, ale mimo wszystko (chyba?) szybciej realni ludzie łączą fakty. Ale to częsty „problem” książkowych bohaterów... Czytelnik ma się czuć bystrzejszy...?

„Łąka umarłych”, jak  dla mnie, jest napisana z dużą sprawnością językową i kreacyjną. Autor buduje napięcie, wprowadza postaci, intryguje, odsuwając w czasie podanie informacji, których łaknie czytelnik. 
Wprowadza wzmianki, które pokazują, że nikt nie jest tylko zły albo tylko dobry. Dostrzegamy w antagoniście jakieś formy odsunięcia od siebie sprawstwa. Jednak czy to jest sumienie? Zaczynamy, więc wątpić w słuszność naszego początkowego osądu i jest to znakomity zabieg.

To dobra powieść, która, mam taką nadzieję, zostawi czytelnika z przemyśleniami, bo czy aby na pewno antysemityzmu w nas nie ma?
Chyba często nie jesteśmy świadomi tego, jak niektóre krzywdzące powiedzenia wrosły w naszą codzienność i pleciemy je bez zastanowienia. Widuję je i słyszę nawet u osób deklarujących oczytanie. Nie jestem bez winy, jako dziecko powtarzałam określenia, których znaczenia nie rozumiałam.
Słyszymy, powtarzamy i niespecjalnie nad tym się zastanawiamy, a lata kształcenia nie zawsze kończą się sukcesem, gdy brak zwyczajnej, jakby się mogło wydawać, refleksji. 


Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 16 września 2020
Liczba stron: 480

Twierdza - F. Paul Wilson

Twierdza - F. Paul Wilson

Twierdza - F. Paul Wilson
Dziś wypowiem się krótko. Nawet bardzo. Mam nadzieję, że nadrabiam zdjęciem :)
Wydaje mi się, że jeżeli wie się o fabule „Twierdzy” F. Paula Wilsona niewiele, to lepiej się człowiek bawi podczas czytania, no i o tej książce napisano już chyba wszystko....
Wyobraźcie sobie transylwańskie Karpaty - ciemne kształty kłujące jasne niebo i zbudowaną tam twierdzę przyozdobioną zwielokrotnionym wzorem krzyża. Już? Dołóżcie do tego oddziały hitlerowskie, bo trwa przecież II wojna światowa, ich mundury, trupie główki i przyzwolenie na szerzenie krzywdy, bólu, znęcania się nad drugim człowiekiem. Wrzućcie do tego, jeszcze trochę kart tarota, rumuńskiego folkloru, i odwiecznego kryzysu wiary. A i jeszcze trochę romansu, ale takiego z przymrużeniem oka. Wymieszajcie. I macie zarys „Twierdzy” F. Paula Wilsona. 

Mogłabym jeszcze dorzucić trochę motywów, czy symboli, bo Autor ma rozmach i nawiązuje do wielu znanych już utworów literackich (czy postaci), a do których jeżelibyście je przeoczyli - to znajdziecie w posłowiu napisanym przed Grady-ego Hendrixa, więc nie będę ich tu przytaczać, skoro ktoś zrobił to w lepszym stylu. 

Wiele się w „Twierdzy” dzieje i to od samego początku. Jednak niczego nie jest za dużo, wszystko do siebie pasuje i tworzy wciągającą opowieść, która jest oczywiście horrorem, ale ma czterdzieści lat i raczej nikogo nie wystraszy, za to dostarczy wiele czytelniczej frajdy.
Wilson fajnie odkrywa informacje, podaje je jedna po drugiej, potem kwestionuje, by zastąpić je innymi. Podobnie robi niestety z wątkami, kiedy jakiś się zapędza, to podaje na tacy rozwiązanie, środek zaradczy. Można oczywiście upatrywać w tym zabiegu wady, ale ma to być czytelnicza sjesta i taka właśnie jest. Czyta się ją tak jak się je się mało zdrowy posiłek, ze smakiem i ale ze świadomością tego, że są to jedynie kalorie.
Można oczywiście rozwarstwiać treść na poszczególne wątki, odniesienia i dorabiać do nich różne ideologie, powieść daje też taką możliwość, jak się ktoś uprze.
„Twierdza” ma wszystkie te motywy, które lubię.
Zawsze fascynowały mnie wszelakie tajemnicze runy, prastare języki, postaci z Wołoszczyzny, istota zła i jego koegzystencja z tą dobrą, podobno jasną stroną.
Wszystko to dostałam osadzone w konwencji przypominającej powieść przygodową i bawiłam się wyśmienicie, słuchając muzyki pochodzącej z jej ekranizacji, której to nie dałam rady obejrzeć i raczej nie podejmę już takiej próby.

Jak zawsze w przypadku publikacji przygotowanej przez Wydawnictwo Vesper, muszę wspomnieć o ilustracjach, które przygotował tym razem Mariusz Gandzel, i które chorobliwe pragnę kolorować... jak i o twardej oprawie, której grafika świetnie oddaje treść i klimat powieści. 
Po cichu liczę na to, że ta historia zostanie na tyle dobrze przyjęta, że doczekamy się pozostałych części cyklu i to w tak dobrym wydaniu. 



Wydawnictwo: VESPER
Data wydania: 15 kwietnia 2020
Ilość stron: 308
Tłumaczenie: Marek Król
Ilustracje: Mariusz Gandzel
Kurier z Teheranu - Wojciech Dutka

Kurier z Teheranu - Wojciech Dutka

Kurier z Teheranu - Wojciech Dutka
„Kurier z Teheranu” Wojciecha Dutki to kontynuacja losów hrabiego Antoniego Mokrzyckiego, którego znamy z „Kuriera z Toledo”
Pierwszą częścią byłam zachwycona, zwłaszcza językiem, którym została napisana. Bogatymi metaforami i pojawiającą się w treści poezją. „Kurier z Toledo” choć jest istną mieszanką gatunkową, ponieważ znajdziemy w nim wątki sensacyjno-szpiegowskie i historyczne, to głównie ma na uwadze wątek zakazanej miłości. Miłości, która odmieniła hrabiego. 
Nie wiem jak dziś odebrałabym tę część, z uwagi na to, że mój gust czytelniczy znacząco się zmienił. Ale zmienił się i Antoni Mokrzycki.

 Kurier z Teheranu - Wojciech Dutka

Hrabia próbuje ułożyć sobie życie u boku żony, z dość marnym skutkiem. Golda jest obecna w życiu Mokrzyckiego, podobnie jak i wspomnienie Teo.
Z początku trudno było mi się poddać tej historii. Nadmierna egzaltacja bohaterów z hrabią na czele, ckliwość, prosty sentymentalizm i wątek poety Józefa Czechowicza zdawały się do mnie nie trafiać.
Kiedy rozpoczyna się wojna i, rozpoczyna się „pełna” akcja powieści, bohater stopniowo wyzbywa się tej „hrabiowskiej maniery”, która mnie drażniła.
Nie ma czasu, ani miejsca na przesadne roztkliwianie się nad sobą i swoim losem.
Mokrzycki zaczyna dostrzegać ludzi, także tych, do tej pory dla niego niewidzialnych. Dopuszcza do siebie możliwość własnej omylności i stawia sobie pytania dotyczące norm moralnych - czy każda śmierć jest równie zła?

 
Mokrzycki dostaje powołanie do wojska, jest w stopniu podporucznika, i jako agent Dwójki otrzymuje zadanie by wywieźć i schować dokumentację dotyczącą agentów polskiego wywiadu w ZSRR.
Jednak to, co się dzieje  - wojna obronna Polski - mamy wrzesień 1939 roku, uniemożliwia mu działanie. Staje do walki z Armią Czerwoną i wtedy Wojciech Dutka uruchamia swój talent do opisywania wydarzeń historycznych. Pisze z prawdziwym rozmachem.
Na drodze jego bohatera pojawia się lubiany przeze mnie Tadeusz Dołęga-Mostowicz, cieszę się, że Autor, choć na krótko, przywołuje tego, jak mi się zdaje, zapomnianego nieco pisarza.
Znaczącą postacią dla fabuły będzie Józef Retinger, pojawią się również generałowie Władysław Sikorski i Władysław Anders, a sam hrabia stanie oko w oko z Józefem Stalinem. Znajdziemy tu również kilka znanych nazwisk z NKWD.

Hrabia trafi do kozielskiego obozu, do Karłagu, cudem uniknie Katynia, stanie się, poniekąd, świadkiem wydarzeń, które zaważą na losie ówczesnej Polski.

Kurier z Teheranu - Wojciech Dutka

Pan Dutka łączy historię z fikcją w taki sposób, że trudno je od siebie odróżnić. Dzieje się bardzo dużo, wydarzenia charakteryzuje skrupulatna opisowość. Kiedy Autor wspomina o niedających się dziś zrozumieć zachowaniach wypierających znaczenie człowieczeństwa, aktach kanibalizmu, jednocześnie wspomina Hołodomor (co cenię, ponieważ zdaje mi się, że to nadal pomijana część „zasług” Józefa Stalina). Jednak nie po to, aby niejako usprawiedliwić obrzydliwe czyny, tylko by pokazać tę drugą stronę. Nic nie powstaje znikąd.
Opisy bywają bardzo dokładne, nawet te krwawe, brutalne, bestialskie. Wojciech Dutka nie pomija żadnych szczegółów.

Wojna zmienia każdego z bohaterów. Nie tylko hrabia ma podwójną tożsamość, ktoś jeszcze ze znanych nam postaci gra rolę życia. Charakter wiecznie znudzonej żony hrabiego, również zostaje wystawiony na próbę.
Pojawia się ogrom postaci, od tych, które znamy z „Kuriera z Toledo”, przez nowe - umocowane historycznie i fikcyjne.
To sensacja oparta na kanwie zdarzeń historycznych, w tej części nie widzę typowego wątku romansowego. Ludzka bliskość pojawia się, majaczy gdzieś z boku.

Jest jednak coś, co mi nieco przeszkadza w stylu tej powieści. Niejako podwójny sposób zaznaczania emocji, które targają bohaterami - np. ktoś jest spocony, ponieważ jest zdenerwowany. Wraz z biegiem wydarzeń jest takich zapisów mniej.

Wewnętrzne przeżycia bohatera, zapisywane niemal poetycko, rozumiem jako równoważenie odbioru treści i nawiązania do delikatnej strony charakteru hrabiego.

Pojawiają się również wspomnienia, nawiązania do historii opisanej w „Kurierze z Toledo”, więc jak ktoś jej nie zna, to poniekąd pozna ją przez „Kuriera z Teheranu”.

„- Obóz sprawia, że gdy pojawia się zagrożenie życia, nie liczą się zasady moralne. Jeśli będę miał wybór: moje życie lub twoje, wybiorę siebie. Zdradzę Cię bez wahania. Ty musisz zrobić to samo. Liczy się tylko życie. Rozumiesz?”

Wojna zmienia ludzi, upośledza wrażliwość. Popycha do czynów niegodnych, ale koniecznych. Jednak nie tworzy potworów, jednostek wyzbytych sumienia, obdarzonych podwójną moralnością, umożliwia im jedynie niczym niezakłóconą działalność.

„Homo homini lupus est - owa sentencja zyskała w ostatnich latach nowe potworne znaczenie, ukazując, że najgorsze piekło jest w nas: ludzie je tworzą innym ludziom”.

Nie jestem już może tak bezkrytyczna, jak w przypadku (wielokrotnie!) wspominanego przeze mnie „Kuriera z Toledo”, jednak i ta historia, opowiedziana za pomocą losów ekscentrycznego arystokraty, do mnie trafia.
Zmieniłam się i zmienił się mój gust, oczekiwania, ale i zmienił się bohater tego cyklu.
Z przyjemnością sprawdzę, jak tylko będzie taka okazja, jak charakter Antoniego Mokrzyckiego zaprezentuje się w kolejnej części i jaką będzie miał dla mnie tym razem opowieść.


Kurier z Teheranu - Wojciech Dutka




Wydawnictwo: Lira 
Data wydania: 24 marca 2020 
  Liczba stron: 544
  Kategoria: sensacja
Lista Schindlera - Thomas Keneally

Lista Schindlera - Thomas Keneally

Lista Schindlera - Thomas Keneally
"Nazwiska na liście są konkretne. Ale okoliczności sprzyjają powstaniu legendy. Problem polega na tym, że listę pamięta się z taką intensywnością, że samym swoim żarem zamazuje obraz. Lista jest absolutnym dobrem. Lista jest życiem. Wokół jej wystrzępionych krawędzi rozpościera się ocean niepewności".

Thomas Keneally znalazł się czterokrotnie na "krótkiej liście" nominacji do Nagrody Bookera, a samą nagrodę otrzymał  w 1982 roku właśnie za "Listę Schindlera"(wcześniej tytuł brzmiał "Arka Schindlera"). Powieść została zekranizowana w 1993 roku przez Stevena Spielberga i zdobyła siedem Oscarów i trzy Złote Globy. 

Wydawnictwo Albatros w tym roku przygotowało wznowienie tej powieści, z filmową okładką, w twardej oprawie, więc mam nadzieję, że wielu czytelników skusi się na poznanie tej historii. 

Oskar Schindler główny bohater powieści Thomasa Keneally'ego to niemiecki przedsiębiorca, który po inwazji niemieckiej na Polskę, szukał na jej terenach możliwości zysku. Przejął za niewielkie pieniądze Pierwszą Małopolską Fabrykę Naczyń Emaliowanych i Wyrobów Blaszanych „Rekord” w Krakowie w Podgórzu, którą przemianował na: Niemiecką Fabrykę Wyrobów Emaliowanych (DEF). Pozyskał do niewolniczej pracy około 1300 żydowskich robotników, których z czasem zaczął chronić przed systemem, którego sam był przedstawicielem.

Lista Schindlera - Thomas Keneally"Na wstępie można powiedzieć, że Oskar był graczem, człowiekiem sentymentalnym, który lubił przejrzystość, prostotę czynienie dobra; że był z usposobienia anarchistą lubującym się w ośmieszaniu systemu i że pod jego szczerą zmysłowością tkwiła wrażliwość na bestialstwo, zdolność reagowania na nie, nieulegania mu. Lecz wszystko to po zsumowaniu nie tłumaczy uporu, z jakim latem 1944 roku Oskar przygotował ostateczną przystań dla podopiecznych Emalii".
(Zdjęcie: https://pl.wikipedia.org/wiki/Oskar_Schindler)


Książka powstała (jak przeczytamy we wstępie) w oparciu o rozmowy, które Thomas Keneally przeprowadził z pięćdziesięcioma byłymi więźniami Oskara Schindlera.
Jest ona powieścią, nie reportażem - choć styl, którym operuje Pisarz jest bardzo reporterski. Autor starał się stronić od wszelkiej fikcji, jednak wokół tak wielkiej postaci, jaką bez wątpienia był Oskar Schindler, mity powstawały samoistnie.

Wszystko co napiszę, czy powiem o tej książce jest zbyt małe, zbyt banalne.
To nie jest ckliwa historia, którą ktoś oparł na domysłach i ubrał w opowiastkę mającą czytelnika wzruszyć.
To historia oparta na faktach, niezwykle opisowa i drobiazgowa. Pojawia się w niej niewiele dialogów, jest trudna z uwagi na wydarzenia, które opisuje i ich szczegółowość. Autor nie ocenia, stoi niejako obok i zdaje sprawozdanie. Nie znajdziemy tu sztucznie budowanej emocjonalności, a mimo to nie byłam w stanie przeczytać tej historii w ciągłości, ani czytać żadnej innej książki w tym samym czasie. Zaprzątała mi myśli i szarpała we mnie struny odpowiedzialne za postrzeganie historii z perspektywy osoby żyjącej wiele lat później, osoby świadomej prawdy historycznej.
Podczas oglądania jej ekranizacji zastanawiałam się (książkę czytałam po obejrzeniu filmu), jak z zaledwie 479 stron tekstu powieści, Steven Spielberg stworzył ponad trzygodzinny film? Dziś jestem pełna podziwu, ponieważ mimo tego że film jest wycinkiem historii przedstawionej w książce, to pracą kamery, oświetleniem, z zastosowaniem głównie czerni i bieli (grą kontrastem), opowiedział wiele więcej niż mogli przekazać wybitnie grający w tej produkcji aktorzy. Historia przedstawiona w filmie jest skrócona, podana w bardzo przystępny sposób.

Książka nie robi z Oskara Schindlera postaci pomnikowej, człowieka krystalicznego. Miał on swoje wady, nie był nieskazitelny. Tryb życia, który prowadził był dość frywolny, obfitujący w chęć zysku. Na początku wykorzystywał swój niebywały talent do wpływania na ludzi - przekupstwo - do znajdowania osobistych korzyści, głównie materialnych. Schindler pił, ale się nie upijał, lubił kobiety i umiał z każdym dojść do porozumienia. Nie był postacią pełną dobra. Cechowała go pewna obojętność na los Żydów (na początku). Mundur nosił dość krótko, był lepszym zarządzającym niż żołnierzem, więc został dyrektorem "Deutsche Emaillewarenfabrik".
Pojawia się w tej historii Amon Göth - niejako kopia Oskara, fizycznie byli przez pewien czas do siebie bardzo podobni, nawet różnica wieku była niewielka, kilka miesięcy. Göth był komendantem obozu koncentracyjnego w Płaszowie i likwidatorem gett żydowskich w Krakowie i Tarnowie. 
Dwie, jakby się mogło wydawać podobne postaci, spotykają się w tym samym czasie, w tym samym miejscu. Są podobnej postury, z założenia wyznają te same poglądy, mają te same możliwości i... przyglądamy się temu, czy to faktycznie wojna tworzy zło, czy może ono jest w człowieku od zawsze?

"Na końcu marudząc, szło małe dziecko, chłopczyk albo dziewczynka, ubrane w czerwony płaszczyk i czerwoną czapeczkę. Zwróciło ono uwagę Schindlera, ponieważ podobnie jak uparty robotnik z Węgierskiej demonstrowało jakąś postawę - w tym wypadku uwielbienie dla czerwieni".

Thomas Keneally nie szczędzi opisów działań Götha i jemu podobnych. Pojawiają się opisy zachowań więźniów obozów, będące namiastką normalności, ale nie są w żaden sposób sztuczne. Znam historię, wiem jak było, a mimo to za każdym razem boli mnie ona tak samo i za każdym razem pytam samą siebie, jak to było w ogóle możliwe... Wiele zawartych w niej świadectw było w tamtych czasach negowanych, nikt nie chciał wierzyć, by ktokolwiek mógł dopuścić się czynów opisywanych przez świadków - jak ktoś mógł dać wiarę wydarzeniom w Bełżcu, jak z Oświęcimia przychodziły kartki pocztowe? 
Opisy wyniszczenia, otępienie głodowe i ogromna - niepojęta - wola życia. 


Książki, które dziś określamy mianem literatury obozowej, powstają jak grzyby po deszczu. Często są to historie opierające się w niewielkim stopniu na prawdzie, korzystające z obecnego czasu, czyli 75. ROCZNICY WYZWOLENIA NIEMIECKIEGO NAZISTOWSKIEGO OBOZU KONCENTRACYJNEGO I ZAGŁADY AUSCHWITZ. 
Mają się po prostu sprzedawać. Mam nadzieję, nadal ją jednak mam, że czytelnicy potrafią wyłuskać te, które rzeczywiście warto znać. "Lista Schindlera" do nich należy. Opowiada historię prawdziwą, o odnajdywaniu w sobie człowieczeństwa, o empatii, o bohaterstwie w czasie kompletnie nieludzkim. O sprzeciwianiu się większości, pomimo odczuwania ogromnego strachu.

W czytaniu książek będących zapisem bestialstwa, jakie miało miejsce nie raz w historii świata, nie chodzi o to by karmić się złością, by dążyć do rozliczenia się z kimkolwiek. A o to, by zmieniać siebie, bo zmieniając siebie, zmienia się wszystko.

"Kto ratuje jedno życie, ratuje świat cały".






Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 26. lutego 2020
Liczba stron: 480
Kategoria: powieść historyczna
Tłumaczenie: Tadeusz Stanek



#120 Dwa światła - Maria Paszyńska

#120 Dwa światła - Maria Paszyńska

#119 Dwa światła - Maria Paszyńska - recenzja - czy warto przeczytać?
Jestem zakochana. Jestem zakochana w stylu, którym pisze Maria Paszyńska. Każdą z jej książek traktuję jak gwarancję udanej podróży w czasie i przestrzeni. Świat, który opisuje oglądam zawsze jak obraz. Często bolesny i pełen emocji, ale i tak piękny.
"Dwa światła" to książka o uczuciach, o emocjach, o tym co ze względu na czasy, w których toczy się akcja raczej nie miało prawa? mieć miejsca.
Cztery lata przed wybuchem II wojny światowej przychodzi na świat chłopiec, którego imię utożsamiane jest ze światłem. Szybko okazuje się, że jest to niezwykłe dziecko, muzyczny geniusz.
Jest pochodzenia żydowskiego i wraz z rodziną trafia do getta. Jego oczami przyjdzie nam obserwować głód, śmierć i wyniszczenie prześladowanego narodu. Będzie bardzo obrazowo i emocjonalnie.

"Tamtego popołudnia Szlomo nauczył mnie stawać na rękach. Odtąd ilekroć mdli mnie z głodu, zawsze stosuję jego metodę. Nie jestem pewien jej skuteczności, ale nowa umiejętność bardzo mnie cieszy, a myśl o przyjacielu dodaje sił".

Dzięki pomocy dobrych ludzi, chłopiec w przebraniu dziewczynki opuści getto wraz z babcią i zamieszka u Profesora Sokołowskiego - pianisty, kompozytora i nauczyciela muzyki. Między nim a mężczyznom narodzi się prawdziwa więź. Połączy ich wspólna pasja i talent chłopca. Obydwaj zdają się być kompletnie ponad czasy, w których żyją. Chłopiec oderwany od matki, odnajduje w domu profesorstwa ciepło, namiastkę poczucia bezpieczeństwa i rozwija swój talent.
Jednak jak doskonale wiemy, poza domem, trwa wojna i wielkimi krokami zbliża się wybuch Powstania Warszawskiego.
Nie wiem ile wylałam łez podczas czytania tej książki - wiele. Poznałam codzienność życia w getcie, obfitującą w głód, kradzieże żywności, przemyt, ból i wszechobecną śmierć - historię opowiedzianą oczami dziecka, choć nacechowaną dorosłością. Poznałam jak wielkie znaczenie miała wtedy przyjaźń i jak zbawiennie wpływa ona psychikę. Jak posiadanie celu, sprawiało, że życie choć trochę stawało się lżejsze. Przyjaciel bohatera - Szlomo, równie niezwykły chłopiec.
Zobaczyłam próby prowadzenia życia na tyle normalnie, na ile to było możliwe. Dowiedziałam się ile wtedy znaczył szczery śmiech. Jadano, choć skromne, to wspólne posiłki. Okazało się, że żeby przetrwać nie wystarczy uciec z getta.
Przeszłam ulicami Warszawy patrząc na to, co robiła RONA - Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa. Czułam, choć urodziłam się wiele lat po tych wydarzeniach. Parę razy musiałam przerwać czytanie, z uwagi na obrazowość opisywanych zdarzeń.

"Nim zdążyła odpowiedzieć, na plac weszła zjawa. Naga dziewczyna z ledwie rozwiniętymi piersiami, skołtunionymi włosami, cała w siniakach i zadrapaniach. Po udach spływała krew".

Maria Paszyńska sięgnęła po historię zapomnianego kompozytora, który z Roberta stał się Andrzejem. Uzupełniła informacje, o których historia nie wie - wyobraźnią i warsztatem pisarskim. Chciała przypomnieć postać, o której tak naprawdę niewiele wiemy i z całą pewnością jej się to udało. Szukałam samodzielnie informacji o bohaterze tej opowieści. Słuchałam jego muzycznych wykonań. Podziwiam jej wiedzę historyczną; postaci i wydarzenia, o których wspomina można bez problemu zweryfikować.
Każdy z rozdziałów nosi tytuł zaczerpnięty z muzycznej terminologii, a słowa autorki niczym nuty tworzą tę opowieść, jak melodię.
Książkę zamyka Posłowie, z którego dowiemy się kto kim w rzeczywistości jest, a kto kim był inspirowany.

To nie była tylko wędrówka poprzez karty historii i kalejdoskop emocji, to podróż w głąb siebie. Czy my bylibyśmy w stanie przetrwać i nauczyć się żyć dalej? Czy umielibyśmy oddać się pasji, kształtować ją, pokierować myśli tak, by choć na chwilę znaleźć się poza rzeczywistością? Andrzej zmagał się z syndromem ocalałego. Cierpiał bo przeżył, a inni musieli zginąć.
Jak my poradzilibyśmy sobie z takim obciążeniem? 


Wydawnictwo: Pascal

Data wydania: 16. października 2019
Liczba stron: 400
Kategoria: literatura piękna/historyczna

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

#45 Pchła - Anna Potyra

#45 Pchła - Anna Potyra

#83 Pchła - Anna Potyra - recenzja - czy warto przeczytać?
Nie pamiętam już - kiedy książka opętała mnie tak, że przykleiła mi się praktycznie do ręki. "Pchła" była ze mną wszędzie; podczas kąpieli, w łóżku, a nawet w kuchni.
Zaczęłam ją czytać wieczorem, miałam zajrzeć tylko na chwilę i... przeczytałam 120 stron... Obudziłam się chwilę, coś po drugiej w nocy z realnym przeświadczeniem, że ktoś stoi w rogu sypialni... Spokojnie, nikogo tam nie było.

Akcja "Pchły" toczy się w kilku wymiarach czasowych. Same śledztwo i główny wątek dzieje się współcześnie, a od czasu do czasu pojawiają się retrospekcje; nie tylko z czasów II wojny światowej.
Pierwszą ofiarą jest Łukasz Kos, którego zwłoki ktoś ułożył z najwyższym szacunkiem. Stworzył pośmiertną kompozycję, którą opatrzył białą różą, a zamordowanemu włożył do kieszeni stare zdjęcie. Mieszkanie zostało dokładnie wysprzątane, a zdjęcie ofiary morderca przesłał jego narzeczonej... 
Śledztwo prowadzi komisarz Adam Lorenz, pomagają mu -  Mateusz Corsetti, młody policjant o pseudonimie Brylant oraz Iza Rawska psycholog - profiler, która dopiero rozpoczęła  pracę.  
Warto wspomnieć również o prokuratorze prowadzącym sprawę - panu Zadrożnym, który jest tak bardzo skoncentrowany na sobie, że momentami zapomina po co został stworzony urząd, którego jest reprezentantem.
Zbrodnia została popełniona w najbardziej rodzinnym okresie roku - w Wigilię Bożego Narodzenia. W sprawie jest wiele niewiadomych i szybko okazuje się, że to nie jedyna ofiara niezrozumiałej na tę chwilę krucjaty mordercy.

"Człowiek wytrzyma tyle, ile może wytrzymać. Potem popadnie w desperację. Wtedy już tylko jeden krok dzieli go od szaleństwa".

Adam Lorenz to typowy bohater historii kryminalnej - jest "po przejściach", traumie, z którą się zmaga i z którą sobie tak do końca nie poradził. Lubi spędzać czas w "Biurze", które poi swoich interesantów nie tylko wodą. Mieszka sam, ma rodziców i siostrę, która zmaga się z problemami małżeńskimi.
Obecnie całym życiem Lorenza jest jego praca. To bardzo dokładny śledczy. Nie boi się badać z pozoru nic nieznaczących poszlak, które mogą okazać się jedynie stratą czasu. Szuka nieoczywistych połączeń, znaczeń, których inni by nie zauważyli, a ma do tego prawdziwy zmysł śledczy. 
W powieści pojawia się wątek romansu, ale jest drobny, nie zajmuje fabuły, a ukazuje komisarza z innej, bardzo emocjonalnej strony. 

Postaci stworzone przez Annę Potyrę są soczyste, prawdziwe. Prezentują cały wachlarz osobowości. Nieomylna pani psycholog, zbytnia pewność siebie może irytować, ale nie w przypadku Izy Rawskiej, choć nie było jej postaci zbyt wiele, można ją polubić. Corsetti i Brylant tworzą z Lorenzem skuteczne trio, a Zadrożny ze swoim zbiorem "sucharów" na każdą okazję, doskonale dopełnia tę plejadę świetnych bohaterów.

"Wszyscy chcą więcej i lepiej, i szybciej. A kiedy ich żądania i roszczenia nie są zaspokojone, ruszają do walki uzbrojeni w złe słowo".

Choć sam główny wątek seryjnego mordercy jest oczywisty, to już nie tak oczywisty jest jego motyw. To, co skłoniło go do tak okrutnych poczynań - również zaskakuje czytelnika. 
Retrospekcje dotyczące wojny, jej ofiar, bardzo sugestywne i mocno emocjonalne w odbiorze. 
Wiele razy zdawało mi się, że już wiem, gdzie podąża fabuła, a autorka za chwilę dawała mi prztyczka w nos... Otoczka towarzysząca śledztwu, mroźna i śnieżna aura, bardzo pobudzają wyobraźnię, a świąteczna atmosfera stanowi idealny kontrast dla zbrodni.

Tło historii kryminalnej również znakomite, obfitujące w dylematy moralne, rodzinne niedopowiedzenia, przemilczenia i ciche dramaty, które każdy chciałby zamieść pod dywan.
"Pchła" to nie tylko bardzo dobry kryminał, to książka o życiu. O wartościach jakie ono ze sobą niesie. O tym jak w dobie luksusu pokoju, łatwości bycia ze sobą; nie potrafimy się w nim odnaleźć i na siłę szukamy czegoś, z czego możemy być niezadowoleni. Jak lubimy się karmić tym, co złe i pozwalać mu w nas wzrastać i niszczyć.
Naprawdę ciężko uwierzyć, że to debiut kryminalny! Czekam na kolejne śledztwa prowadzone przez komisarza Lorenza.
8/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 9. lipca 2019
Liczba stron: 360
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał

#83 Pchła - Anna Potyra - recenzja

#23 Plaże inwazji w Normandii - Andrzej Łapiński

#23 Plaże inwazji w Normandii - Andrzej Łapiński

#59 Plaże inwazji w Normandii - Andrzej Łapiński - czy warto przeczytać?

"Wojna jest przewrotna, paraliżuje obrazami, przeraża wspomnieniami,
ale najczęściej poraża złymi wiadomościami".

W szkole nie należałam do entuzjastów lekcji historii, kojarzyła mi się jedynie z obgryzaniem, ze strachu przed odpytaniem - paznokci. Żaden z nauczycieli nie potrafił mnie ani historią zainteresować, ani wytłumaczyć po co mi ta znajomość historii potrzebna. Dziś jest inaczej. Historię poznaję i przyswajam kiedy tylko mam okazję, bo to najlepsze źródło wiedzy o nas samych. Czas II wojny światowej zarówno mnie przeraża jak i fascynuje. Jak wiele zła, krzywdy i bólu potrafimy sprawić sobie sami i jak wiele potrafimy zniszczyć.

Andrzej Łapiński napisał książkę historyczną, ale książkę nietypową. To przewodnik po plażach i zakątkach Normandii - czyli miejsca gdzie 6. czerwca 1944 roku rozpoczęła się operacja Overlord - niemal trzymiesięczna aliancka inwazja we Francji, która dała początek działaniom wojennym na froncie zachodnim w czasie II wojny światowej.
Książka została podzielona na siedem etapów i krótkie wprowadzenie na temat działań militarnych mających tam miejsce.  Choć jest to dość obszerna publikacja - 592 strony, to autor nie opisywał szczegółowo materii historycznej, skupił się na zachęceniu nas do odbycia tej malowniczej przygody i przy okazji poznania losów ludzi, którzy przyczynili się do tego, że dziś żyjemy w wolnym świecie. 

Podobał mi się styl i sposób przekazywania informacji, to nie książka, która zmęczy nas ilością dat, nazwisk, którą czytamy i za chwile uciekamy myślami do czegoś zupełnie innego - tutaj możemy poczuć się jak na wycieczce. Siedzimy wygodnie w autobusie - do wszystkich odwiedzanych miejsc prowadzą nas nr dróg, kierunki skrętów i koordynaty nawigacyjne - a Pan Andrzej Łapiński opowiada nam niczym przewodnik, co tutaj się wydarzyło. Nie zdziwmy się jeżeli zobaczymy - oczyma wyobraźni jak gestykuluje. 

Przewodnik obfituje w nieznane mi wcześniej historyczne smaczki np. o roli psów spadochroniarzy i ich przewodników, o poświeceniu i pośmiertnym odznaczaniu biorących w akcji zwierząt. Autor wspomina umiejscowione wiele wcześniej w historii wydarzenia z odwiedzanych przez nas miejsc. Inwazję przeżywamy również z perspektywy osób biorących w niej udział - są bogato przedstawiane wspomnienia. Znajdziemy również odniesienia do kinematografii.

Dowiemy się też, gdzie można napić się kawy, przenocować i ile kosztuje wejście do danego muzeum i w jakich godzinach jest otwarte dla zwiedzających.

To bogate źródło wiedzy zarówno dla osób fascynujących się II wojną światową, operacją Overlord, ale i dla chętnych do odbycia wycieczki w piękne dziś tereny, a przy okazji oferujące nam warstwę edukacyjną.  Jedyną wadą książki - jeżeli potraktujemy ją jak typowy przewodnik jest... jej waga. Naszym rodzinnym marzeniem jest odbycie takiej podróży i nam ta publikacja na pewno będzie wtedy towarzyszyć.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 28. maja 2019

Liczba stron: 592

Kategoria: historyczna/przewodnik


Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...