Łąka umarłych - Marcin Pilis

„Nie ma usprawiedliwienia dla dobra okupionego cierpieniem. Nie dla mnie, bo widzę, jak w tej kosmicznej skali wzajemna relacja między dobrem a złem niweczy obie te sfery, zło i dobro anihilują w zetknięciu ze sobą, przechodzą jedno w drugie”.

Łąka umarłych - Marcin Pilis

Łąka umarłych - Marcin Pilis


„Łąka umarłych” po raz pierwszy została wydana w 2010 roku, a w tym roku Wydawnictwo Lira wypuściło na rynek wersję rozszerzoną, wzbogaconą o zakończenie należne jednemu z bohaterów, jak określił Autor w jednym z wywiadów, które miałam możliwość przeczytać. 

Akcja powieści toczy się w trzech planach czasowych, a mianowicie w latach: 1942, 1970 i 1996. Punktem wspólnym jest oczywiście miejsce, czyli mała, osadzona na uboczu wioska - Wielkie Lipy i postacie, które w różnym stopniu są ze sobą powiązane.

Początek „Łąki umarłych” jest przesiąknięty aurą niepokoju, w niektórych momentach nawet grozy. Chrzęszczący śnieg, nieprzyjemna droga do wioski, majaczące pomiędzy drzewami sylwetki i informacja, że na terenie Wielkich Lip stoi tajemniczy klasztor. To wszystko pobudza wyobraźnię i sprawia, że samemu brnie się przez te śniegi. 
Potem ta wyobrażona groza ustępuje miejsca czemuś zupełnie innemu. Bo to, tak pokrótce, powieść o złu, ale tym przyziemnym, ludzkim. O demonach brutalnej przeszłości, które stale o sobie przypominają.

Powieść otwierają wydarzenia z 1996 roku, w których poznajemy Karla Straucha, byłego niemieckiego żołnierza, który wybiera się do rzeczonej wioski.
Następnie robimy skok w tył i lądujemy w 1970 roku, gdzie główny bohater, Andrzej Hołotyński, przyjeżdża do Wielkich Lip po śmierci ojca (Jerzego Hołotyńskiego) chcąc obejrzeć pracownię zmarłego i zaspokoić ciekawość.
W książce istnieją równie głośno wydarzenia z 1942 roku, za sprawą pamiętnika Jerzego Hołotyńskiego.
Wszystko się ze sobą dobrze spaja. Nie miałam poczucia dezorientacji, pomimo zastosowania różnych planów czasowych - powieść czyta się płynnie.
Na ogromne uznanie zasługuje język postaci, wszystkich postaci. Każdy wypowiada się w charakterystyczny dla niego sposób. Marcin Pilis stosuje kreację językową, która dodaje całej opowieści realizmu. Bo choć książka jest fikcją literacką, to jest prawdziwa. Wydarzenia jakie opisuje nie są kompletnie zmyślone. Polska historia nie rysuje się tylko tak, jak niektórzy z nas pragnęli wierzyć, a być może jeszcze znajdą się i tacy, którzy nadal wierzą, że jesteśmy jedynym narodem w historii świata, który doświadczył krzywdy, a nikomu jej nie zadał. 

Poruszana przez Marcina Pilisa tematyka nie jest dla mnie niczym nowym, może gdy była wydana po raz pierwszy kogoś zszokowała. Mam jeszcze w pamięci jakie kontrowersje wzbudzał film Władysława Pasikowskiego, z Maciejem Stuhrem w roli głównej. Nie jestem jednak pewna czy szok właśnie chciał wywołać Marcin Pilis, który wykorzystał niełatwe polsko-żydowskie relacje, by opowiedzieć o współistnieniu dobra i zła, i konsekwencjach jakie niesie ze sobą przekraczanie granicy, która w tym związku nigdy nie jest stała.
Nie wiem również czy określenie, którego użyłam tzn. „wykorzystał” jest odpowiednie, bo Autor w żaden sposób nie przesadza w opisach wydarzeń, które miały miejsce podczas wojny. Nie gra na emocjach czytelnika rozbudowanymi opisami. Pamiętnik, który stanowi zapis tego, co miało miejsce w Wielkich Lipach, ma bardzo reporterski charakter.
Choć to fikcja, to powinniśmy mieć świadomość, że takie zdarzenia miały miejsce, bo źli ludzie byli wszędzie, niezależnie od pochodzenia narodowościowego. I nadal są.

To powieść zróżnicowana. Pojawiają się w niej różne wątki, w tym romantyczny i taki, który określiłabym mianem kryminalnego, a nawet rozważania filozoficzne. 
Wszystko jest wyważone. Pamiętajmy, że to mimo wszystko książka, która ma za zadanie przykuć uwagę czytelnika i być dla niego głównie formą rozrywki, a dopiero potem mówić coś więcej. 
Osobiście jednak wołałbym mniej wydarzeń oscylujących wokół brutalności (tej z 1970 roku), a więcej niedopowiedzeń, ale... to tylko moje osobiste preferencje. Podejrzewam, że wtedy powieść straciłaby na dynamice, a chyba tego większość czytelników szuka. Trochę irytujące było odkrywanie prawdy przez żeńską bohaterkę. Rozumiem, że to co nas dotyczy i co mamy pod nosem niekoniecznie jest dla nas oczywiste, ale mimo wszystko (chyba?) szybciej realni ludzie łączą fakty. Ale to częsty „problem” książkowych bohaterów... Czytelnik ma się czuć bystrzejszy...?

„Łąka umarłych”, jak  dla mnie, jest napisana z dużą sprawnością językową i kreacyjną. Autor buduje napięcie, wprowadza postaci, intryguje, odsuwając w czasie podanie informacji, których łaknie czytelnik. 
Wprowadza wzmianki, które pokazują, że nikt nie jest tylko zły albo tylko dobry. Dostrzegamy w antagoniście jakieś formy odsunięcia od siebie sprawstwa. Jednak czy to jest sumienie? Zaczynamy, więc wątpić w słuszność naszego początkowego osądu i jest to znakomity zabieg.

To dobra powieść, która, mam taką nadzieję, zostawi czytelnika z przemyśleniami, bo czy aby na pewno antysemityzmu w nas nie ma?
Chyba często nie jesteśmy świadomi tego, jak niektóre krzywdzące powiedzenia wrosły w naszą codzienność i pleciemy je bez zastanowienia. Widuję je i słyszę nawet u osób deklarujących oczytanie. Nie jestem bez winy, jako dziecko powtarzałam określenia, których znaczenia nie rozumiałam.
Słyszymy, powtarzamy i niespecjalnie nad tym się zastanawiamy, a lata kształcenia nie zawsze kończą się sukcesem, gdy brak zwyczajnej, jakby się mogło wydawać, refleksji. 


Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 16 września 2020
Liczba stron: 480

1 komentarz:

  1. Bardzo zainteresowałaś mnie tą książką i chętnie ją przeczytam. 😊

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...