#18 Miara człowieka - Marco Malvaldi

#18 Miara człowieka - Marco Malvaldi


#54 Miara człowieka - Marco Malvaldi - recenzja - czy warto przeczytać?

"Każdy człowiek może w swoim umyśle dać kształt rzeczom, których nie ma,
i przekonać innych, że takie przedmioty istnieją lub też będą istnieć".

Jest jesień 1493 roku. Zakorkowanym karetami powożonymi przez pokrzykujące kobiety, Mediolanem - przemyka pewien tajemniczy około czterdziestoletni mężczyzna. Okutany w długi różowy płaszcz, przemierza nie tylko ulice, ale i niezbadane rejony własnych myśli.
Na piersi nosi notes, pełen tajemniczych zapisków wyglądających jak szyfr, stale coś liczy i analizuje. W swojej pracowni, którą dzieli z matką i uczniem - maluje i rzeźby. Nie lubi jeść mięsa. Zawsze wie co odpowiedzieć, ale nie potrafi egzekwować płatności za wykonaną przez siebie pracę.
Ten mężczyzna to Leonardo da Vinci. Sława o jego nieprzeciętnych zdolnościach - nie tylko artystycznych - przekracza Alpy.
Król Francji Karol VIII wysyłał do Mediolanu legatów z prośbą o wsparcie w wojnie z Aragończykami - ale to nie ich jedyna misja. Mają jeszcze jedną - tajną - zdobyć notatnik Leonarda, o którym krążą już legendy - jakoby artysta miał w nim zapisywać swoje pomysły i potrafił skonstruować machinę wojenną niedającą się zwyciężyć.



" - Miasto uczciwych ludzi byłoby miastem doskonałym do życia. Ale jest jeden problem: ludzie nie są uczciwi. Weźcie stu obywateli i zapytajcie mnie, czy większość z nich jest dobrymi ludźmi, a odpowiem wam, że tak. Ale wystarczy jeden, Leonardzie, by zepsuć tych, tak jak wystarczy wlać jedną łyżeczkę łajna do beczki wina, by stało się nie do spożycia".
Sam Leonardo w tym czasie zajmuje się konstruowaniem ogromnego konnego pomnika ku czci nieżyjącego już od ponad dwudziestu siedmiu lat - Francesco Sforzy. Robi to na zlecenie syna Francesco - Ludovico Il Moro.
Na Piazzale delle armi zostają znalezione zwłoki mężczyzny - malarza jak się później okazuje, nie noszące śladów mordu.
Kiedy pierwsza - najbardziej możliwa przyczyna śmierci - dżuma, zostaje odrzucona, kiedy Leonardo odkrywa prawdziwą jej naturę, powstaje pytanie: Kto? I jaki miał motyw?


To nie jest typowy kryminał. To opowieść o czasach kiedy im byłeś grubszy, tym wyższy status społeczny prezentowałeś - i co ciekawe dotyczyło to mężczyzn, czasów kiedy uważano, że choroby przenosi wiatr, a nie bakterie, a pierwsze sekcje zwłok wykonywano na kobietach, bo wierzono, że nie posiadają one duszy...
Czyli brud, smród i... początki definicji wartości pieniądza i działalności banków, wszystko to przeplatane humorystycznymi wstawkami i wątkiem śledztwa.


" - Pieniądz, tak jak język, jest tajemnym kodem, za pomocą którego ludzie się dogadują, a który dla każdego, kto nie jest człowiekiem, staje się absolutnie niezrozumiały".

Książka pełna jest imion, nazwisk, przydomków, na których można sobie język połamać, autor ułatwił czytelnikowi rozeznanie się w tym gąszczu postaci zamieszczając na początku "Dramatis Personae", czyli po prostu spis postaci. Do "Miary człowieka" miałam zajrzeć tylko na chwilę - by sprawdzić co się w niej kryje, ale kiedy już zaczęłam - to ją skończyłam. Udało się autorowi, mimo wątku kryminalnego (dość okrojonego), przeplatanego dowcipem, ukazać niebywały geniusz Leonarda. Dodatkowo trafne puenty i aura otaczająca początki bankowości nadają tej historii wielowymiarowości. 

Narracja posiada ciekawą formę prowadzona jest głównie w osobie trzeciej, przeplatają ją listy pisane w osobie pierwszej, a sam autor często zwraca się bezpośrednio do czytelnika.
Na końcu znajdziemy posłowie - nazwane dość przewrotnie - "Od Autora. Książka pełna błędów", gdzie wyjaśnił co jest prawdą, co jest prawdopodobne - z jakich materiałów korzystał i dlaczego użył tak wiele swojej wyobraźni.


Jeżeli chcecie spędzić przyjemnie czas, pospacerować po XV-wiecznym Mediolanie, podglądać wiecznie knujące, spiskujące postaci z historii, okraszone humorem i wątkiem kryminalnym bez porywającej akcji, a nawet trafnymi wnioskami na temat ludzkiej natury i niestraszne Wam długie włoskie i francuskie nazwiska - to jest to lektura po którą powinniście sięgnąć!

7/10.

"Tylko obserwując naturę i innych ludzi, człowiek może się uczyć. Ale bez porównywania tego, co się robi, z tym, w co się wierzy, tego, czego się oczekuje, z tym, co zachodzi, człowiek nie może wzrastać zdrowy na umyśle i w osądzie. A jedynym sposobem, by mieć świadomość błędu, jest mierzenie się z samą naturą, jako że, w przeciwieństwie do człowieka, nigdy nie kłamie".

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu BUKOWY LAS

Wydawnictwo: Bukowy Las


Data wydania: 15 maja 2019

Liczba stron: 280

Kategoria:
thriller, sensacja, kryminał



Tłumaczenie: Gabriela Rogowska

#17 Przez czas i przestrzeń - Arnold Cytrowski

#17 Przez czas i przestrzeń - Arnold Cytrowski

Przez czas i przestrzeń - Arnold Cytrowski - recenzja - Czy warto przeczytać?

"Często w życiu bywa tak, że to, co obłędne, sprawdza się tam,
gdzie wymięka nawet najtęższy rozum". 

Kiedy stałam dziś przy oknie, ubrana w zimowy sweter w maju i słuchałam jak pellet wpadał do grzejącego dom kotła, patrzyłam na szary świat - szary od strug deszczu. Zamknęłam na chwilę oczy i usłyszałam jak spośród listopadowych nut wygrywanych deszczem - przedziera się ptasi śpiew. Jak wsłuchałam się w te melodię to nie słyszałam już tych płynących rzek wody. Widziałam rozwijające się liście drzew, kwitnące drzewa owocowe, latające motyle i poczułam zapach wilgotnego, leśnego runa.
Świat jest takim - jakim chcemy go widzieć...


"Jak ci ludzie, wiedząc to wszystko, co wiedzą, mając tak potężną świadomość,
mogą w ogóle cieszyć się życiem?"

Pewien chłopiec Chłopiec, wraz z psem Psem, kocicą  Kocicą, koniem Koniem i fotel Fotelem żyją w pięknym, kolorowym świecie marzeń. Ich życie wypełnia beztroska zabawa, stwarzanie wszystkiego o czym chłopiec pomyśli. Czas w tym idealnym świecie biegnie nieustannie, chłopiec dorasta, poznaje litery, uczy się, rozwija a w tym wszystkim towarzyszą mu jego najlepsi i bardzo rozmowni przyjaciele, nawet ten tapicerowany. Jak to w życiu większości ludzi bywa, chłopiec poznaje dziewczynę i... i się zakochuje. Przyjaciele są równie szczęśliwi jak on, ale... wkrótce do jego życia wkraczają trzy złe, ciemne postaci i świat utkany z marzeń i snów traci nie tylko barwy...

To przepiękna opowieść o dorastaniu, magiczna nie tylko z powodu nadania jej takiego fantastycznego charakteru przez autora - a z powodu przekazu jaki się pomiędzy wierszami kryje.
Nie kupujcie tej książki dzieciom. Kupcie tę książkę sobie! Tak! Każdy dorosły powinien ją przeczytać, choć może się wydawać, że docelowa grupa wiekowa jest inna.

Kiedy dopadło Was Zwątpienie, kiedy Strach przejął nad Wami kontrolę, a Kłamstwo skaziło uszy i duszę to, tu znajdziecie odpowiedź - w tej krótkiej historii pięciorga przyjaciół i już czas i przestrzeń nie będą ograniczeniem.

"Nic nie jest snem.
I wszystko jest snem.
Nie to jednak, co rozumiemy, a to,  co czujemy, zbliża nas do prawdy".

Jak nie moje słowa - to może zdjęcie tego pięknego wydania skusi kogoś do zakupu tej fantastycznej książki, wymykającej się kategoriom wiekowym.

Przez czas i przestrzeń - Arnold Cytrowski - recenzja - Czy warto przeczytać?


Wydawnictwo: Kłobook


Data wprowadzenia do sprzedaży: 3 kwietnia 2019

Liczba stron: 144

Kategoria: literatura dziecięca

#16 Pan. Wiktoria. Marzyciele - Knut Hamsun

#16 Pan. Wiktoria. Marzyciele - Knut Hamsun

Pan. Wiktoria. Marzyciele. - Knut Hamsun - recenzja - czy warto przeczytać?

Jakiś czas temu postanowiłam do książek, które czytam wplatać klasyczne pozycje.
Na horyzoncie pojawiła się okazja zapoznać się z twórczością Knuta Hamsuna - norweskiego pisarza - ojca literatury modernistycznej. Tutaj chyba należy wspomnieć, że jest on laureatem Nagrody Nobla z 1920 roku. 

Hamsun był zwolennikiem Adolfa Hitlera i nazistów. Swój medal - część Nagrody Nobla oddał Josephowi Goebbelsowi, opublikował również artykuł gloryfikujący Hitlera. Po wojnie został skazany za zdradę - zasądzono bardzo wysoką grzywnę, która pozbawiła go majątku, a następnie został osadzony w szpitalu psychiatrycznym, gdzie napisał autobiografię "Na zarośniętych ścieżkach". Jego dzieła kiedyś płonęły na stosach, a dziś są uważane za przykład skandynawskiej wrażliwości i psychologizmu. Twórczość Hamsuna inspirowała twórców filmu i teatru - na postawie "Marzycieli" w 1993 roku powstał film w reżyserii Erica Gustavsona, a "Pan" był adaptowany czterokrotnie.
(źródło: https://sklep.zysk.com.pl/pan-wiktoria-marzyciele-5746.html, https://pl.wikipedia.org/wiki/Knut_Hamsun)


Piękne wydanie trzech powieści Hamsuna - twarda oprawa, obwoluta, delikatne zdobienia - to nie mogło umknąć mojej uwadze. Na niemal 430 stronach znajdziemy "Pana", "Wiktorię"
i "Marzycieli". 


Pan. Wiktoria. Marzyciele. - Knut Hamsun - recenzja - czy warto przeczytać?

"Pan. Z papierów porucznika Tomasza Glahna"

To opowieść o poruczniku Tomaszu Glahnie, który związał swoje życie z lasem. Jest myśliwym, który kocha i szanuje to, co daje matka natura. Jego domem jest mala chatka pośrodku niczym niezmąconej, dzikiej przyrody, a towarzyszem jest pies Ezop. 

"Ależ oczywiście, jestem myśliwym nie dlatego, aby polować, jeno ażeby żyć w lesie".

Jego pustelnicze życie przerywa poznanie Edwardy - damy otaczającej się szeroko pojętą kulturą i nierozerwalnie związanej ze społeczeństwem. Dwa przeciwieństwa i rodzące się uczucie, któremu ze względu na dzielące ich różnice nie są wstanie się poddać. Miotają się oboje wokół siebie niczym ćmy w okół ognia. 

"Taki zachwyt mną owładnął, że będąc głodnym, nie czułem tego".

Totalne wyobcowanie i poczucie samotności mimo posiadania towarzystwa, nieumiejętność akceptacji inności drugiego człowieka, jego wyjątkowości prowadzi ich uczucie do klęski. Knut Hamsun świetnie wykorzystał porównanie miłości do pór roku, jak powoli rozkwita, wybucha, a potem powoli umiera. 

"Noce letnie i milczące wody, i lasy nieskończenie ciche.
Ani krzyku, ani odgłosu kroków na drogach, serce moje jakby ciemnego wina pełne". 

Pierwsze czym autor ujmuje to nie tylko opisy dzikiej i pięknej przyrody, a język którym operuje.
Jest niezwykle poetycko, malarsko, ale też nie ma tutaj archaicznego języka, mimo że pierwsze wydanie datuje się na 1894 rok. 


Pan. Wiktoria. Marzyciele. - Knut Hamsun - recenzja - czy warto przeczytać?


"Wiktoria. Historia Pewnej miłości"

"Tak, bo czymże jest miłość? Wietrzykiem, co szeleści pośród róż, a może błędnym ognikiem we krwi. Miłość - to muzyka piekielnie gorąca, która nawet serca starców porywa w wir taneczny. To jakby stokrotka, co o świcie kwiat swój szeroko rozwiera,
a jednocześnie jakby anemon, co pod lada powiewem się zamyka, a po dotknięciu umiera".

Autor znowu pięknie opisuje historię nieszczęśliwej miłości. Janek i Wiktoria - para, którą wszystko dzieli, a łączy jedynie uczucie. Para, która nie mogłaby być razem z uwagi na różnice społeczne i kulturowe. 
Kiedy Janek po wielu latach nauki zostaje uznanym pisarzem, to z kolei Wiktoria zostaje zmuszona do zamążpójścia - jej mężem ma zostać bogaty mężczyzna, którego pieniądze mają uratować podupadający dwór Wiktorii. Para podobnie jak w "Panu" zbliża się do siebie i oddala. Autor stosuje ciekawą narrację - narratorem jest Janek, ale pisze on zarówno o rzeczywistości jak i swoich wewnętrznych rozterkach. Wszystko zmierza do... niestety dramatycznego finału.

"Zapyta kto, czym jest miłość? Oto niczym więcej nad wietrzyk, który w różach zaszeleści, a potem ucichnie. Często jednak bywa jako pieczęć niezłomna, która trwa przez życie całe, a nawet i poza grób sięga". 

Pan. Wiktoria. Marzyciele. - Knut Hamsun - recenzja - czy warto przeczytać?

"Marzyciele"

Głównym bohaterem tej powieści jest Ove Rolandsen - telegrafista. To artysta, wynalazca, który najbardziej ceni sobie towarzystwo kobiet. Nie stroni od alkoholu i często popada w konflikty, które rozwiązuje za pomocą siły. 

"Ach, Rolandsen bardzo pochopnie oddawał się nadziei, najbłahszy pozór potrafił rozniecić w nim płomienie. Lecz i rozczarowania umiał znosić dzielnie, po męsku, nieugięty był i dumny, i nie załamał się nigdy".

Choć jest można rzec kochliwy, skrycie marzy o prawdziwej i szczerej miłości. Ove żyje pośród nie rozumiejących go ludzi - ponownie sam pośród tłumu. Mamy tu też "zwykłą" miłość kolejnego z bohaterów Pastora i jego żony. Niby nic poza romansem, ale czy na pewno? Każdy pewnie odbierze ją inaczej. Autor znowu maluje słowem wioski i morza, trafnie puentując życie.

"Takim jednak być należy, jeśli się chce żyć w blasku na tym świecie: nie robić nigdy za wiele, lecz przeciwnie, zawsze cokolwiek mniej, a uznają to za akurat w sam raz". 

Lektura powieści Knuta Hamsuna, to była prawdziwa przyjemność i miła odmiana od współczesnej prozy. Naprawdę polecam.

 
Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.



Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Data wprowadzenia do sprzedaży: 29 kwietnia 2019

Liczba stron: 430

Kategoria: literatura piękna / literatura norweska / klasyka



Tłumaczenie: Czesław Kędzierski

 
#15 Mężczyna na dnie - Iva Procházková

#15 Mężczyna na dnie - Iva Procházková


Mężczyna na dnie - Iva Procházková - czy warto przeczytać?

"To nie był przypadek. Przypadki nie istnieją. Jest tylko los".

Co łączy astropsychologię, hortensję, upadek ze schodów i Salmę Hayek? 
Bardzo dobry czeski kryminał. To moje drugie spotkanie z czeską literaturą i znowu udane. 
Na dnie jeziora w kamieniołomie zostają znalezione zwłoki mężczyzny - samobójstwo?
Czy ktoś mu pomógł? Kim był mężczyzna i co się stało, że skończył na dnie? No właśnie! Na dnie. Dodatkowo poznajemy rodzinę, która przetrwała rodzinną tragedię i codziennie uczy się wspólnego życia na nowo.


"Nie można dać się szantażować przeszłości. Wspomnienia prawie zawsze są troską. Retuszują rzeczywistość, zalewają duszę sentymentami. Osłabiają wolę".

Zespół prowadzący sprawę jest niezwykle sympatyczny i zróżnicowany. Nie boi się podejmować niespecyficznych metod, nie zamyka się wszelkie niekonwencjonalne procedury śledcze - nawet te wywołujące uśmiech i powątpiewanie w zdrowie psychiczne śledczych. Nie ma tutaj rozwiązania sprawy rodem kapelusza magika - do wszystkiego dochodzimy ciężkim i żmudnym śledztwem. A prowadzący śledztwo to prawdziwy poliglota.

"Kto bierze sprawiedliwość we własne ręce, musi liczyć się z karą".

Labirynt wiedzie przez mroczne ścieżki życia ofiary, jest przytłaczająco i ponuro, ale...
Ale jest to zrównoważone humorystycznymi dialogami zespołu. Ze zbieranego materiału dowodowego wyciągamy wnioski wraz z Podinspektorem Mariánem Holiną i jego partnerem Divišem. Ciężko jest wspomnieć coś o fabule nie zdradzając żadnego z wątków - bo w tym śledztwie wszystko ma znaczenie. 


"Nie da się oddzielić zbrodni od kary. Stanowią naturalną symetrię".

Choć dość szybko wiedziałam - kto - w niczym to nie umniejszało fabule, której zgłębianie było czystą przyjemnością. Czesi potrafią zbudować historię na wielu płaszczyznach, wykreować wielowarstwowe interesujące postaci o których się nie zapomina. Mimo że śledztwo jest skończone - autorka pozostawia nas z własnymi myślami nad odwiecznym dylematem moralnym, czy zbrodnia może być uzasadniona? Polecam wszędzie i każdemu - 7/10.


"Życie nie jest tym, co planujemy, tylko tym, czym jest.
Starą golarką ze zużytym ostrzem".

 
Wydawnictwo: AFERA


Data wydania: 24 maja 2016

Liczba stron: 416

Kategoria: thriller, sensacja, kryminał

Tłumaczenie: Julia Różewicz

#14 Nad Śnieżnymi Kotłami - Krzysztof Koziołek

#14 Nad Śnieżnymi Kotłami - Krzysztof Koziołek


Nad Śnieżnymi Kotłami - Krzysztof Koziołek - czy warto przeczytać?


"Każdy jest winny czegoś. 
Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchiwani..."
 
Fabuła  "Nad Śnieżnymi Kotłami" obejmuje okres od 6. sierpnia 1939 roku do momentu wybuchu II wojny światowej. Głównym bohaterem powieści Krzysztofa Koziołka jest asystent kryminalny Anton Habicht, który został oddelegowany przez przełożonych do Schreiberhau (Szklarska Poręba) po poprzednim śledztwie, gdzie przebywa na "zesłaniu". Zajmuje się praktycznie nic nie znaczącymi sprawami. Tak ma być i teraz - zwykła kradzież broszki w malowniczo położonym hotelu - "Nad Śnieżnymi Kotłami". Sprawę rozwiązuje błyskawicznie a w ramach podziękowania od właściciela hotelu otrzymuje obiad. Podczas konsumpcji prowadzi rozmowę na temat latających za oknem szybowców. Posiłek przerywa krzyk. Pod hotelem leżą zwłoki kobiety, która najprawdopodobniej wypadła z okna wychylając się za przelatującymi szybowcami. 
Wszystko wskazuje na nieszczęśliwy wypadek, jednak kiedy pojawiają się kolejne zwłoki - asystent nie jest już taki pewien swoich pierwszych wniosków i na tyle, ile jest to możliwe - będąc w niełasce szefostwa - prowadzi śledztwo. Ale to nie koniec dziwnych zgonów. Niezbyt sympatyczny pan Habicht ma trudny orzech do zgryzienia. Kiedy wydaje mu się, że zbliża się do rozwiązania, okazuje się, że to ślepy zaułek.


"Pan asystent kryminalny wie: bogaci lubią fraternizować się z ludźmi nauki i kultury. Dzięki temu uważają, że sami zasługują na uznanie innych nie za sprawą swoich majątków, lecz intelektu."

Akcja toczy się niczym wykres sinusoidy. Raz się coś dzieje, a za chwilę cisza w eterze i mamy opowieści topograficzno - historyczno - kulinarne, które swoją drogą są bardzo dobre, można się poczuć jakby się tam było i to nie tylko w danym miejscu, ale i w danym czasie - jednak nie czytajcie kiedy jesteście głodni. Samego wątku kryminalnego w kryminale - nie jest za wiele - pomimo ponad 300 stron. Całość doprawiona jest mroczną tajemnicą Domu Opieki dla Idiotów, którego wątek zaciekawił mnie najbardziej, ale został przez autora potraktowany po macoszemu, a szkoda, bo stwarzało to ogromny potencjał.

Widać jak wielką pracę autor włożył w przygotowanie całego tła dla powieści i jak wiele materiałów musiał zebrać, aby je stworzyć. Powieść czyta się przyjemnie i płynnie, mimo odczuć bycia w kotle - w kotle różnych pomysłów autora. Nie czytajcie tej książki jeżeli liczycie na prawdziwy kryminał z wartką akcją i typowym scenariuszem! Jeżeli chcecie poczuć klimat tamtych lat, przespacerować się po karkonoskich miastach i szczytach, zgłębić historię tego regionu, a przy okazji rozwiązać zagadkę kryminalną - to jest to pozycja, którą będziecie usatysfakcjonowani!
Ode mnie 6/10.

Za swój egzemplarz dziękuję Klubowi Recenzenta - nakanapie.pl


Wydawnictwo: MUZA

Data wydania: 20 marca 2019

Liczba stron: 351

Kategoria: thriller, sensacja, kryminał




#13 Mam na imię Jutro - Damian Dibben

#13 Mam na imię Jutro - Damian Dibben




Mam na imię Jutro - Damian Dibben - recenzja - czy warto przeczytać?



"Pewnego dnia gdzieś osiądziemy. Pewnego dnia znajdziemy dom", obiecywał zawsze mój pan. Nigdy nam się to nie udało. Nie mam domu. To on był moim domem.

"Wysoki las o północy, sztywny pergamin, szept sosnowej żywicy" - tak dla Jutra pachnie jego pan.
Jutro to pies niezwykły nie tylko dlatego, że ma 217 lat, z czego 127 spędził na czekaniu na swojego zagubionego pana - to pies, który przemówił głosem wszystkich psów.
Codziennie przez 127 lat siedzi na schodach katedry i czeka - bo tam widział swojego opiekuna po raz ostatni. 


"To niezwykłe, jak całe dziesięciolecia mogą mijać jakby we śnie, jak jedna godzina może trwać niczym sto lat, a sto lat niczym jedna godzina".

Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej właśnie - przez tego magicznego czworonoga, ramy czasowe są bardzo szerokie - rzeczywistość jest przeplatana wspomnieniami,
a do tego pan i jego pies żyją bardzo długo.
Jutro po wielu latach czekania jest już bardzo blisko odnalezienia swojego opiekuna, podąża śladem jego zapachu w towarzystwie kundelka Sporco. Jednak tym samym szlakiem podróżuje pewien zły człowiek, który również chce odnaleźć pana Jutra.
Psy mają wiele przygód, bywają na dworach, zahaczają o pola bitew, kłócą się, godzą jak prawdziwi przyjaciele. Akcja płynie powoli, opisy są szczegółowe, barokowe wręcz - niektórych czytelników może to nudzić, mnie nie nudziło, nie przeszkadzały mi również włoskie, francuskie wtrącenia - wszystko to nadawało klimat tamtych lat.

Nie mogłam jej przeczytać na raz. Dlaczego? Obecnie mam dwa psy, od dziecka miałam ich już kilka i każdego pamiętam i każdy zostanie ze mną na zawsze. To książka, która u każdego nadwrażliwego psiarza spowoduje wzruszenia, a cytatami - dla niektórych może zbyt moralizatorskimi - wytapetowałabym pokój.
"Mam na imię Jutro" ma piękna i bogatą okładkę - taką też skrywa treść.

Teraz ilekroć będę tracić cierpliwość - bo przy dwójce psów - czasem się to zdarza,
to zawsze będę pamiętać o głosie Jutra.
Polecam każdemu psiarzowi, ale nie tylko jemu - bo to książka, która jak nie zmieni czegoś w Twoim życiu, to chociaż sprawi, że się nad nim zastanowisz.

9/10

"Nie  ma sensu spalać się z powodu przeszłości. 
Nie warto bać się kłopotów, które mogą nadejść. 
Nie ma powodu, by bać się ich dzisiaj."
 
Mam na imię Jutro - Damian Dibben - recenzja - czy warto przeczytać?
 

Wydawnictwo: Albatros

Data wydania: 3 kwietnia 2019

Liczba stron: 320

Kategoria: literatura młodzieżowa

Tłumaczenie: Janusz Ochab

#12 Morderstwo ma motyw - Francis Duncan

#12 Morderstwo ma motyw - Francis Duncan




"Mordecai Tremaine znowu miał poczucie, że na prześlicznym Dalmering kładzie się cieniem zło, że urodzie tej miejscowości zagraża czarna potworność".

Polecam zaparzyć herbatę, znaleźć wygodne miejsce - najlepiej fotel, a że pogoda nie przypomina
wiosennej ostatnio, to napalić w kominku, lub włączyć takowy nawet na ekranie telewizora.
Otulić się kocem, wziąć "Morderstwo ma motyw" i wybrać się na nieco romantyczną - choć krwawą
podróż do Dalmering - malowniczej brytyjskiej miejscowości.

Starszy, siwiejący pan - Mordecai Tremaine, który po latach sprzedaży papierosów, tytoniu 
i wszelkich atrybutów palacza, przeszedł już na emeryturę, przyjeżdża do sielskiego Dalmering.
Jego przyjazd zbiega się w czasie z tajemniczym morderstwem niedoszłej panny młodej, która straciła życie, gdy wracała z pożegnalnej kolacji z kochającym się w niej mężczyźnie, jednocześnie niebędącym jej narzeczonym. Pan Tremaine spędza czas na obserwacji ludzkiej natury, jej mrocznej strony. Fascynują go zagadki kryminalne, a na swoim koncie ma już współpracę z Scotland Yardem!

Historia zamordowanej dziwnie przypomina scenariusz sztuki przy której organizacji pracowała.
Choć wszyscy są wstrząśnięci tym krwawym wydarzeniem - to przygotowania do spektaklu trwają.
Sprawę prowadzi znany już Mordecai-owi z wcześniejszej sprawy - przedstawiciel Scotland Yardu
- inspektor Boyce. Prośba przyjaciół detektywa, chęć zbadania sprawy i obecność znajomego inspektora skłaniają bohatera do próby przeprowadzenia własnego śledztwa.

Powiedzenie "im dalej w las, tym więcej drzew" w tym przypadku sprawdza się znakomicie. 
Im więcej materiału dowodowego, tym więcej podejrzanych, im więcej podejrzanych, tym więcej ofiar...

"Morderstwo zaczyna się dużo wcześniej  niż faktyczne przestępstwo, przynajmniej w większości przypadków".

Bardzo przyjemnie czytało mi się historię śledztwa prowadzonego przez kryminologa - samouka.
Mordecai jest ciepłym i sympatycznym starszym panem, o nad wyraz przenikliwym umyśle.
Umiejętność obserwacji rozwinął do perfekcji i pozostaje przy tym niezauważony. Tak, rzeczywiście jest to klasyka brytyjskiego kryminału, klimat i zastosowany język - przywodzi na myśl porośnięte bluszczem, budynki, do których prowadzą wąskie uliczki i nieco senną aurą Wielkiej Brytanii, a historia przywodzi na myśl Agathe Christie. To nie jest powieść udająca retro, to jest prawdziwe retro.

Każdemu, kto ma choć odrobinę romantyka w sobie ta historia przypadnie do gustu!
Jedyne, co może być dla niektórych czytelników problemem - to mnogość bohaterów, jednak kiedy będziemy czytać w skupieniu i wyłączymy się z otaczającej rzeczywistości - to staniemy się żywym uczestnikiem tej historii. 
Niestety do samego końca nie udało mi się wskazać winnego…

Każdy głodny dobrego brytyjskiego klimatu połączonego z śledztwem kryminalnym  i wątkiem obyczajowym powinien być zadowolony!
8/10.

"Nie można dostrzegać w świecie tylko piękna. Trzeba też widzieć szpecące plamy,
rzeczy wstrętne i nieestetyczne. Ponieważ takie jest życie: nie tylko piękne, cudowne
i zadziwiające, ale również brzydkie i niechlujne.
Trzeba widzieć ten brud, a jednocześnie
nie stać się cynikiem; trwać przy swoich ideałach; zachować wiarę w ludzką przyzwoitość - taki jest prawdziwy cel życia".  

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 20 maja 2019

Liczba stron: 312

Kategoria: thriller, sensacja, kryminał

Tłumaczenie: Tomasz Bieroń


#11 Przedawnienie - Jiří Březina

#11 Przedawnienie - Jiří Březina

Przedawnienie - Jiří Březina - czy warto przeczytać?

"W każdym z nas kryje się zwyrodnialec. 
Pytanie, czy potrafimy utrzymać go na łańcuchu."

Śledczy Tomáš Volf  został zesłany do archiwum, gdzie "odkurza" stare akta. Odnajduje dwie nierozwiązane sprawy z 1991 roku, w których stwierdza braki w materiale dowodowym. Do tego ostatnią osobą, która wypożyczała akta z archiwum jest Ondřej Novotný - kiedyś zwykły policjant - dziś kandydat na ministra spraw wewnętrznych. Tomáš jak prawdziwy dobry "pies" czuje, że ta sprawa może mu pomóc wrócić do gry, więc wsiada w pociąg i jedzie do polityka, aby poznać jego wersję wydarzeń.
Całą historię opowiada Ondřej Novotný.

"Tak to już jest, z czasem człowiek nabiera dystansu, zapomina o strachu i niedogodnościach, aż w końcu tworzy własną wyidealizowaną wersję przeszłości. Po dwudziestu latach nawet najbardziej przykre wspomnienia tracą ostrość, kontury nabierają łagodności, wszystkie obrazy są opromienione radosnymi przebłyskami utraconej młodości. Ale to tylko iluzja."

W Pasečkach, w krótkim czasie dochodzi do dwóch morderstw. W pierwszym przypadku na początku domniemano samobójstwo (powieszenie) - w drugim już nie było wątpliwości - śmiertelne rany zostały zadane nożem. 
Praktyki mafijne, piękna kobieta, historia z czasów wysiedleń Niemców z czeskich terenów, piękno przyrody, tajemnice mieszkańców - wszystko to tworzy historię, której nie chce się odłożyć.

Jest to jeden z lepszych kryminałów jakie czytałam. Nie ma tutaj morderców wyskakujących co chwila z szafy, ani wymyślnych trupów, których trzeba poskładać do identyfikacji. Akcja nie jest rozpędzona jak rollercoaster. Nie ma skandynawskiej mrocznej atmosfery, ale jest historia, którą się nie tylko czyta, ale w której się uczestniczy. Autor ma niebywały dar do opisów, które mimo że oszczędne, to tworzą niemal żyjący obraz.
Czuć papierosowy dym, który uniemożliwia wzięcie pełnego oddechu, unoszący się zapach piwa i promienie słońca wychylające się zza drzew w w szumawskich Pasečkach. 


"Wjechaliśmy do płytkiej doliny, otoczonej ze wszystkich stron wysokimi świerkami. Niebo nad naszymi głowami było jak wielka, czarna pokrywa, która w każdej chwili może zamknąć się na amen. W okolicy stało parę domów, nawleczonych na wstążkę strumienia."

Bardzo lubię, kiedy historia ma swoje początki - umocowanie w historii - prawdziwej historii. Tutaj mamy wspomnienia powojennych wysiedleń Niemców, autor opisał te wydarzenia, choć też oszczędnie, z perspektywy Niemców.

"Niemcy wypędzali i mordowali Czechów i Żydów, potem karta się odwróciła. Tamte czasy wyzwalały w ludziach najgorsze instynkty."

Książka jest krótka - 280 stron. Rozdziały są krótkie, zawierają opowieść polityka, wraz z wtrąceniami z rzeczywistości - czyta się szybko i z dużym zainteresowaniem.

Nie domyśliłam się rozwiązania sprawy, a to już plasuje tę powieść na mojej liście dość wysoko. 
"Przedawnienie" jest częścią serii: "Czeskie Krymi" wydawanej przez Wydawnictwo Afera. Jak tak Czesi piszą wszystkie kryminały to ja chcę więcej. 

7/10.


"Ludzie na początku tworzą sobie pewien obraz rzeczywistości i nie lubią się z nim rozstawać. Jeśli zachowujesz się zgodnie z ich wyobrażeniami, biorą to za dobrą monetę. Kiedy zrobisz coś, co podważa ich przekonania, podświadomie  próbują dowieść, że się mylą."



Wydawnictwo: AFERA

Data wydania: 10 maja 2018

Liczba stron: 280


Kategoria: thriller, sensacja, kryminał

Tłumaczenie: Agata Wróbel



#10 Drozdy. Dotyk przenaczenia - Chuck Wendig

#10 Drozdy. Dotyk przenaczenia - Chuck Wendig

Drozdy Dotyk przeznaczenia - Chuck Wendig - czy warto przeczytać?

"Kłamstwo napędza się samo. Wystarczy odkręcić kurek, a z kranu popłynie fałsz."

Miriam Black to dwudziestokilkuletnia dziewczyna, obdarzona darem lub też przekleństwem. Gdy kogoś dotknie widzi czas, miejsce i sposób w jaki ta osoba umrze. I czego by nie robiła to, ta przepowiednia zawsze się wypełni - taki los - przeznaczenie. 

"Przeznaczenie i plan. Ja od samego początku byłam częścią tego planu, choć wydawało mi się, że jestem sprytniejsza od przeznaczenia i wyrwę chłopaka, z jego szponów. Ale starając się zmienić przeznaczenie, sprawiłam, że się wypełniło."

Miriam wychowała fanatycznie wierząca w Boga kobieta, która wszędzie i we wszystkim widziała rękę Szatana. Toteż córka jak to zwykle w takich przypadkach bywa - robiła wszystko to, co nie spodobałoby się jej matce. 
Panna Black żyje na walizkach, a raczej na torbie bo nie ma zbyt wiele. Podróżuje i sama nie wie dokąd zmierza, przygląda się - jak wizje się wypełniają i niejednokrotnie okrada zmarłych - bo przecież musi z czegoś żyć. Za kołnierz nie wylewa i papierosa też nie odmówi, przekleństw używa jak przecinków i nie udaje delikatnej damy. Na jej drodze los stawia dwóch mężczyzn Louisa i Ashley-a oraz pewną torbę z tajemniczą zawartością, którą chce odzyskać para podobno agentów FBI. Do wizji Miriam dołączają jeszcze bardziej pokręcone i obrzydliwe sny. 

"I wszystko ochlapuje krwią. Czarną posoką. Gęstą od skrzepów. Miriam ściera ją z twarzy i wypluwa z ust. Krew ścieka po lustrze, znacząc gęste ślady. Kawałki jaśniejszej tkanki płyną razem z nią, jak robaki uwięzione w żywicy. Już kiedyś widziała taką krew. Widziała taką scenę. Na podłodze, na podłodze w łazience."

Wszyscy jadą autobusem przeznaczenia po drodze pełnej dziur, dokąd dojadą? 
Niestety - trzeba przeczytać żeby się dowiedzieć.

Informacje zamieszczone na książce nazywają tę powieść podobną do "Sześciu stóp pod ziemią" spod pióra Stephena Kinga i Chucka Palahniuka - nie wiem nie czytałam tej pozycji, ale serial mnie niestety nie kupił, ani ten wyszukany żart mnie nie porwał, ani fabuła nie zainteresowała - czyli coś co podobno trafia do gustów wielu - do mnie nie trafiło. 
A jak jest z tą książką? Nie jest to dobra książka. Mam wrażenie, że autor nie wykorzystał potencjału własnego pomysłu - głównego motywu daru panny Black, za to wszystko, co mu się po drodze nasunęło wcisnął na siłę Jest wszystkiego za dużo i czytając można czasem przymknąć oko, bo to po prostu zaczyna nudzić. Ale... No właśnie. Nie można autorowi odmówić lekkiego, mimo wszystko pióra. Ciekawie włączył przeszłość Miriam - wprowadził motyw "Wywiadu" prowadzonego przez dziennikarza zaznajomionego z talentem bohaterki. Jak ktoś lubi pisać - to powinien tę książkę przeczytać, bo jest to doskonały przykład jak zgubić się w gąszczu własnych wizji i stworzyć dziwną niezbyt interesującą historię. Odzywki Miriam, niektóre żarty mogą śmieszyć, ale nie jest to wyszukany żart, raczej podwórkowy - pasuje jednak do postaci, którą Wendig stworzył. Mimo że nie jest to książka, którą mogę jakoś wielce polecać - to nie żałuję, że ją przeczytałam. Jest pełna trafnych porównań i puent, które przydają się właśnie przy pisaniu. 
Jakby ktoś, mimo wszystko był zainteresowany zakupem - to w księgarni czytam.pl jest dostępna za niewielkie pieniądze.
6/10.

"- Natura jest brutalna i groteskowa. To jej jedyna właściwość. To ona ją kształtuje. Jesteśmy zwierzętami i jako część natury również musimy być brutalni i groteskowi."



Wydawnictwo: AKURAT (imprint MUZA)

Data wydania: maj 2013

Liczba stron: 320




Tłumaczenie: Miłosz Urban
#9 Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley

#9 Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley

Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley - czy warto przeczytać?

"Wspólność, Identyczność, Stabilność."

Kto z nas nie marzył choć przez chwilę żeby się nie starzeć, żeby zawsze być szczęśliwym, zadowolonym ze swojego życia? Żeby mieć zawsze swoje miejsce w świecie, nie gonić ciągle króliczka i nie rozmyślać co by było gdyby? Świat idealny. Bez bólu, bez chorób, z ciągłym zadowoleniem i twarzą wykrzywioną w wiecznym uśmiechu...
Jest rok 2541. Nie jesteśmy już "żyworodni". Matka, ojciec to pojęcia z zamierzchłych czasów. Pączkujemy w próbówkach, z których zgodnie z tym co, do danego zarodka dodano wychodzimy jako członkowie kast - Alfy, Bety, Gammy, Delty etc. etc.  Potem za pomocą hipnopedii, niczym kropla roztopionego wosku nasze umysły oplata przeznaczenie. 


"Rodzina, monogamia, miłość. Wszędzie wyłączność, wszędzie zawężania pola penetracji, rygorystyczne kanalizowanie popędu i energii. 
- A przecież każdy należy do każdego..."

Zadowoleni ze swojej bezsensownej egzystencji niewolnicy. 

"Wolność jest nieefektywna i przykra. Wolność to okrągły kołek w kwadratowej dziurze." 

Tępe masy bliźniąt warunkowane od początku do roli jaką będą pełnić, w tym idealnym społeczeństwie. "Cywilizacja to sterylizacja". Powtarzamy zasłyszane podczas hipnotycznych, sensorycznych snów aksjomaty - niczym nakręcone maszyny. Nic nie kwestionujemy, bo wszystko jest idealnie, ale... czasem coś nas zasmuci... wtedy otwieramy fiolkę, łykamy i znowu obracamy się w karuzeli wiecznej szczęśliwości bo - "każdy jest obecnie szczęśliwy". Życie to pasmo samych przyjemności -  "Nigdy nie odkładaj do jutra przyjemności, którą możesz mieć dzisiaj"
Książka została napisana w 1931 roku, a wydana rok później jest najbardziej znaną antyutopią XX wieku. Aldous Huxley opisał świat, o jakim często marzymy. Nie spotyka nas w nim nic złego, zawsze jesteśmy uśmiechnięci, nigdy nie chorujemy i pracujemy na rzecz wspólnie budowanej społeczności, więc co jest nie tak? Odebrano nam wolę. Od momentu sztucznie stworzonego zarodka nasz los jest już przesądzony - nie będziemy nikim ponadto, co nam przeznaczono. Na nic nie mamy wpływu, ale... nawet o tym nie wiemy. Czytając ją dzisiaj, łapię się za głowę, jak bliscy jesteśmy temu co Huxley wymyślił. Co dzień opowiadamy wszem i wobec jak bardzo liczy się indywidualność. Jak chcemy być unikatowi, jedyni, niepowtarzalni, a tymczasem ulice zalewają przyklejone do smartphone-ów zombie, z odrysowanymi od szablonu brwiami, ze sztucznymi ustami, ludzie kopiuj - wklej. Jak pozbawione wolnej woli marionetki słuchamy ponoć mądrzejszych od nas trendsetterów. 
Dziś już większość z nas chyba nie wie, kiedy i gdzie zatarła się granica inspiracji. Mieszkańcy "Nowego wspaniałego świata" zostali pozbawieni możliwości czytania tego co chcą - mają do dyspozycji tylko to, co wolno im czytać. Oglądają to, co im się serwuje, a nie to co chcą - ba oni nawet nie są świadomi, że co innego mogliby chcieć... Dziś jeszcze mamy tę możliwość, a mimo to większość z nas ją odrzuca. Podążamy za tym, za czym idzie większość i niechybnie zmierzamy w kierunku destrukcji, samozagłady. Nie da się temu zaprzeczyć. Kto powinien przeczytać tę książkę? Chyba każdy? Nie wiem czy wpłynie to na nasze postrzeganie świata, ale powinno choć na chwilę zmusić do refleksji. Czy to, do czego zmierzamy jako ludzkość - to na pewno to, czego chcemy, bo: 
" - Czyż nie chcecie być wolni, być ludźmi? Nie rozumiecie pewnie nawet, co znaczą słowa ludzkość i wolność?". Zakończę słowami Dzikusa: "- Ja tam wolę być nieszczęśliwy, niż pozostawać w stanie tej fałszywej, kłamliwej szczęśliwości, w jakiej się tu żyje."

9/10.


Wydawnictwo: MUZA

Data wydania: 2010 (przybliżona data)

Liczba stron: 256


Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

Tłumaczenie: Bogdan Baran
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...