#144 Podróżniczki, Uwikłane w historię, Gorszycielki - Jarosław Molenda

#144 Podróżniczki, Uwikłane w historię, Gorszycielki - Jarosław Molenda

#144 Podróżniczki, Uwikłane w historię, Gorszycielki - Jarosław Molenda - recenzja -  czy warto przeczytać?
Zastanawiałam się jak opisać trzy książki spod pióra Jarosława Molendy, które przeczytałam na przestrzeni trzech miesięcy i w końcu wybrałam opcję zbiorczą. 
Wszystkie trzy opowiadają o losach Polek na przestrzeni wieków. Autor zebrał materiał, który zgrabnie połączył z własnym komentarzem.
Często w tekście pojawiają się cytaty z samych bohaterek, czy ich biografów.
Na końcu każdej publikacji znajdziemy obszerny dział przypisów.
Książki są podzielone na rozdziały, każdy otwiera portret omawianej kobiety i zapis lat jej życia.
Przyjrzymy się również rozwojowi warsztatu pisarskiego autora, ponieważ jest on bardzo odczuwalny w płynności czytania i skupianiu uwagi na tekście.
Polecam czytać je jak opowiadania - z przerwami, aby nie przeładować się informacjami, tak jest łatwiej informacje przyswoić i oczywiście, co istotne najbardziej - zapamiętać je.

"Podróżniczki. Dziewczyny, które nie znały granic" to pierwsza z trzech, do tej pory, wydanych przez Wydawnictwo Lira - książek dotyczących Polek, które zapisały się w jakiś sposób w historii, a stał się przez nią zapomniane.
Znajdziemy w niej najwięcej - bo aż czternaście skrótowych opisów losów kobiet, które na przestrzeni wieków dały się poznać jako te, które nie bały się wyjechać poza granice Polski i poza nimi żyć.
I już w tym momencie można by podyskutować - czy wszystkie wspomniane przez autora Panie były rzeczywiście podróżniczkami? Niektóre z nich wyjeżdżały z rodzinami, ale biorąc pod uwagę to, że były pierwszymi turystykami, to myślę, że mogły znaleźć się w tym zbiorze.
A to czy wiodły interesujące życie to już kwestia indywidualnej oceny czytelnika.
Najbardziej cieszy mnie fakt umieszczenia w książce - Świętosławy, jednej z  tajemniczych i inspirujących Polek.
Historycy nadal nie znaleźli porozumienia, co do tego, czy rzeczywiście była Sygrydą Storrådą, czy to kompletnie inną postacią.
O Sygrydzie czytałam wcześniej w "Hardej" Pani Elżbiety Cherezińskiej.
Jarosław Molenda podaje wszystkie możliwości przebiegu życia Świętosławy - możliwości - ponieważ nie da się potwierdzić, ani zaprzeczyć jej istnienia. 
Ciekawą postacią była również Dorota Falak, której udało się uwolnić ze szponów przedstawicieli Wielkiej Inkwizycji, w kręgu zainteresowania, których znalazła się z  uwagi na praktyki zielarskie. Później nie była już taka niewinna, jak się wydawało, a może zawsze taka była? Rozpustna i mająca ludzkie życie za nic? A może życie ją zmieniło?
Podróżujemy z Polkami na przestrzeni wieków, aż do Elżbiety Dzikowskiej.
Niektóre pisały pamiętniki ze swojej codzienności, ale niestety nie wszystkie, w moim odczuciu, wiodły ciekawe życie, przez co często podczas czytania uciekałam gdzieś myślami. Styl Pisarza w tej części był dla mnie trochę "bez emocji".
Opis, parę wplecionych cytatów i wnioski.
Nie czułam się wielce usatysfakcjonowana tą lekturą, jednak nie żałuję spędzonego z nią czasu, ponieważ wiedzę historyczną posiadłam.

"Uwikłane w historię. Bohaterki i zdrajczynie. Dziewczyny, które igrały z życiem i historią" to drugi z cyklu zbiór losów Polek. Jest już skromniejszy od pierwszego, ponieważ opisuje dziesięć naszych rodaczek, a opowieści są po prostu ciekawsze. Opowiada o kobietach będących agentkami, o których teraz się nie wspomina, a być może miały one wpływ na losy świata. O kobietach, które bywały bardzo okrutne - jak "Krwawa Luna", a może wcale takie nie były, a ich historia została zapisana z punktu widzenia... mężczyzn, a nie od dziś wiadomo, że często demonizują oni kobiety u których inteligencja idzie w parze z urodą. Kobiety oceniano wtedy - zupełnie jak dzisiaj, przez pryzmat stroju, nie akceptowano wszelkich odstępstw o przyjętych norm. 
Autor wspomina m. in. Irenę Sendlerową, o której polska historia długo milczała,  a następnie zrobiła z niej kryształowy pomnik, wypaczając fakty. 
Wszystkie życiorysy były dla mnie interesujące, czytałam je z przyjemnością i wydaje mi się, że styl autora ewoluował, ale i tematyka, którą podjął spowodowała, że czytałam tę część tak, jak powieść i nie mogłam się doczekać kolejnego rozdziału.
To dobrze napisany skrót biografii dziesięciu odważnych kobiet, walczących o własne ideały, które często, ale nie zawsze, szły w parze z dobrem ogółu. Kobiet, które nie bały podejmować się ryzyka utraty życia, by spróbować mieć wpływ na otaczającą je mroczną rzeczywistość.

"Gorszycielki. Dziewczyny, które łamały tabu i konwenanse" to trzecia część cyklu i z uwagi na śmiałe poglądy opisywanych kobiet - najbardziej zajmująca.
Dodatkowo autor świetnie każdy życiorys, a nawet i poszczególne fragmenty - puentuje. Stosuje ciekawe metafory, a słownictwo jest bogate. Można się nawet pośmiać, z niektórych przekonań, choć wiele z nich jeszcze nie odeszło do lamusa.
Najbardziej porwały mnie opowieści o Helenie Rubinstein, Tamarze Łempickiej i Michalinie Wisłockiej. Znajdziecie tu też pewne wspomnienia o Marii Konopnickiej, które niektórych czytelników mogą nawet zszokować, przecież nadal żyjemy w gorsecie przyzwyczajeń, pozorów i schematów. 
Przeczytałam ją w tempie ekspresowym, ze świadomością, że to przecież było? Było, ale jakby niewiele się w nas zmieniło.
Te kobiety przecierały szlaki. Pokazywały, że kobiety nie są mniej inteligentne niż mężczyźni, że mogą tworzyć, pracować na tym samym polu i osiągać co tylko chcą. Może to nas śmieszyć bo wydaje się, że teraz jest inaczej. Ale czy nadal nie dyskutujemy o wysokości zarobków zależnych od płci? Albo o praktykach zawodowych zdominowanych przez płeć?

Z każdą częścią Pan Jarosław Molenda przekonywał mnie do swojego stylu opowiadania bardziej. Cieszę się, że przeczytałam wszystkie trzy, poznałam wiele nowych twarzy zapisanych w historii świata, wiele biografii zgłębiłam i nabrały one dla mnie ludzkich rysów, przestały być nierzeczywistymi pomnikami, słowami.
Wszystkie bohaterki tego cyklu przekraczały granice, wikłały się w historię i gorszyły. Wszystkie coś zmieniały, choćby miało to być tylko ich własne otoczenie. 

Dziękuję Wydawnictwu Lira, za wydawanie książek, dzięki którym mogę uzupełniać braki wiedzy, z którymi zostawiła mnie szkoła, nie dlatego, że uczyć się nie chciałam, a dlatego, że kobiety były niejako przez historię zapomniane. I chyba nadal są, dlatego takie wydawnictwa są niezwykle istotne.
Czytajcie książki historyczne, warto umieć sobie coś wyobrazić, ale o wiele cenniejszym jest po prostu WIEDZIEĆ.





Wydawnictwo: Lira
Kategoria: literatura historyczna 

Podróżniczki. Dziewczyny, które nie znały granic

Data wydania: 2018
Liczba stron: 320

(Świętosława, Dorota Falak, Anna Jadwiga Sapieżyna, Ewa Felińska, Narcyza Żmichowska, Helena Sanguszko, Maria Beatrix z Krasińskich Raczyńska, 
Anna Neumanowa z Szawłowskich, Helena Rogozińska, Ewa Dzieduszycka, 
Jadwiga Mrozowska-Toeplitz, 
Maria Antonina Czaplicka, Krystyna Chojnowska-Liskiewicz, Elżbieta Dzikowska)

Uwikłane w historię. Bohaterki i zdrajczynie

Data wydania: 2019
Liczba stron: 288

(Zofia Kossak, Krystyna Skarbek, Julia Brystiger, Halina Szymańska, Izabela Horodecka, Irena Conti di Mauro, Wanda Wasilewska, Halina Szwarc, Irena Sendlerowa, 
Klementyna Mańkowska)

Gorszycielki. Dziewczyny, które łamały tabu i konwenanse

Data wydania: 16. października 2019
Liczba stron: 304

(Gabriela Zapolska, Maria Dulębianka, Helena Rubinstein, Maria Komornicka, 
Zofia Sadowska, Zofia Stryjeńska, Kazimiera Alberti, Tamara Łempicka,
 Irena Krzywicka, Michalina Wisłocka)

#143 Sylwia i Planeta Trzech Słońc - Małgorzata Warda

#143 Sylwia i Planeta Trzech Słońc - Małgorzata Warda

#142 Sylwia i Planeta Trzech Słońc - Małgorzata Warda - recenzja - czy warto przeczytać?

"Sylwia i Planeta Trzech Słońc" Małgorzaty Wardy, to kolejna książka dla młodszych czytelników, którą przeczytałam.

Główna bohaterka wyczekuje swoich jedenastych urodzin, ponieważ tata - twórca gier komputerowych obiecał jej własną grę, w której to ona będzie pierwszą postacią. Przygotował świat wzorowany na jej dziecięcych wyobrażeniach i stworzył awatar, który przypomina dziewczynkę. Jednak gry nie ukończył, a beztroski świat Sylwii się rozsypał. Ma niespełna jedenaście lat, a już doświadczyła prawdziwego dramatu.

Sylwia odczuwa bardzo dużo różnych sprzecznych uczuć, ale nie umie ani tych uczuć nazwać, ani o nich opowiedzieć, choć stara się nawiązać dialog z matką, która zdaje się tonąć w natłoku własnych emocji i zaniedbuje córkę.
Bohaterka wraz z mamą wyjeżdżają z domu, który przypomina, za bardzo, tatę Sylwii. Kobieta zapomina nawet o urodzinach dziewczynki. Biorą ze sobą laptopa, na którym jest zarys gry, którą ojciec Sylwii miał zamiar ukończyć.
Dziewczynka uruchamia grę i powoli zatapia się w wykreowany świat. Staje się Everi - własnym awatarem. Oddala się od matki, która zdaje się kompletnie nie zauważać córki.
Komputerowy świat jest magiczny. Jest w nim pięknie i kolorowo, jest latający kojot, a wejść do niego można podążając za brokatowym motylem.
Sylwia - Everi nie jest w nim sama, nawiązuje nowe znajomości. Zbiera również wskazówki, które zostawił jej tata i próbuje go w tej grze odnaleźć. Ale świat awatara nie jest pozbawiony mroku, czają się w nim niebezpieczne istoty, a Planeta Trzech Słońc może niebawem przestać istnieć.

To książka dla dzieci, ale wierzcie mi lub też nie, wzruszyłam się i to parokrotnie. Autorka za sprawą fantastycznej historii opowiada o radzeniu sobie ze śmiercią bliskiej osoby. O akceptacji tego, co się stało, o poczuciu beznadziejności i samotności, które odbiera chęć do życia. Zwraca się też do dorosłych, by nie milczeli w tej kwestii i rozmawiali z dziećmi o tym, że mogą być smutne, że mogą płakać, mogą odczuwać nawet złość. Trzeba ze sobą rozmawiać. To, że kogoś już między nami nie ma, automatycznie nie wymazuje tego, że był i nie wymazuje naszych uczuć i wspomnień.
Podnosi temat potęgi słów - rozmowy i umiejętności jej prowadzenia - po tak ogromnej tragedii - jaką jest śmierć jednego z rodziców. 

"Mama dawniej mnie kochała - byłam tego pewna. Wszystko zmieniło się od Najgorszej Rzeczy - tego byłam też pewna w stu procentach".
Widzimy również czym jest potęga wyobraźni - nie tylko u dzieci. Przypomina nam - dorosłym, że ją w sobie mamy i powinniśmy ją w sobie pielęgnować. 

"Dorośli wszystko widzą okropnie zwyczajnie, a żeby mnie odnaleźć, przecież musiała zrobić to, co niewyobrażalne, czyli uwierzyć w Planetę Trzech Słońc".
Matka z córką odnajdują się, kiedy zagubione po stracie zabłądziły - jedna w wyimaginowanym świecie, w którym szukała taty, a druga w nicości zobojętnienia, kiedy starała się nie czuć.
Treść można odnieść również do odejścia jednego z rodziców, gdy nagle dziecku zawala się świat, a nikt nie chce z nim rozmawiać i zdaje mu się, że rodzic, którego już w domu nie ma - zniknął na zawsze i go już nie kocha.

Książka jest napisana prostym, zrozumiałym dla młodszych czytelników językiem - powiedziałabym, że nawet bardziej - jak dla dorosłych. Jest zabawna i mimo tego, że akcja jest osadzona w fantastycznym świecie - to jest realna. Zapaleni gracze świetnie się odnajdą w pojawiającej się terminologii.

To poruszająca, magiczna, czasem śmieszna opowieść, która wiele nauczy nie tylko dzieci, ale i dorosłych.
Zdecydowanie polecam wspólne czytanie, ale z paczką chusteczek na podorędziu.

Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.
8/10.
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 30. października 2019
Liczba stron: 270

Kategoria: literatura młodzieżowa
#142 W ciemność - Anna Bolava

#142 W ciemność - Anna Bolava

#143 W ciemność - Anna Bolava - recenzja - czy warto przeczytać?
Lubimy żyć według z góry ustalonych prawideł. Od dziecka wikła się nas w plany dnia, plany zajęć. Każde odstępstwo od rytmu, według którego żyjemy powoduje niepokój. Tacy jesteśmy. Nastawieni na zadaniowość, odhaczamy punkty z listy nawet jeśli istnieje ona tylko w wyobrażeniu. Kiedy odpoczywamy, to też dzieje się to według jakiegoś cyklu.

Anna Bartákova zbiera zioła i co wtorek objuczona workami pełnymi darów matki natury udaje się do skupu. Wszystko jest tam ważone i wyceniane. Bohaterka doskonale zna wszystkich pracowników skupu, wie kto i jak oszukuje, kto zaniża wagę zbiorów, by wypłacić niższe wynagrodzenie. Całe jej życie wyznacza pora zbiorów ziół. Przemierza wioskę na starym rowerze lub z wózkiem, wie gdzie jaka roślina rośnie i potrafi oszacować ile może jej w danym miejscu zebrać. Przemyka drogami starając się być niezauważoną. Anna o ziołach wie wszystko. Gorzej jednak jest z jej współżyciem z innymi ludźmi. Jest też tłumaczką i raz na jakiś czas wybiera się pociągiem do pracodawcy i to zajęcie - tak normalne i budzące jakiś cichy podziw, z punktu widzenia wszystkich obserwujących ją sąsiadów - umożliwia jej w miarę spokojne życie, pozbawione karcących, wyniosłych spojrzeń. Pozbawione zainteresowania.

"Przedstawiłam dowód, że zaliczam się do porządnych, odpowiedzialnych, dorosłych ludzi. Płynnie wtopiłam się w nurt obowiązującej przeciętności, wpasowałam się w jeden z szablonów".

Narracja przebiega w osobie pierwszej, przez co, nie tylko podglądamy życie kobiety, ale stajemy się nią. Godzina po godzinie, dzień po dniu, jak mroczny pasażer Anny, widzimy świat takim, jakim ona go widzi. Wiele z jej obserwacji i spostrzeżeń było mi bardzo bliskich. Bohaterka to introwertyczka. Prowadzi bogate życie wewnętrzne, dostrzega piękno i prostotę życia, i celnie puentuje mijanych ludzi oraz zdarzenia, które dzieją się obok. Ale nigdy nie zabiera głosu. Ale... tak naprawdę - Anny jest coraz mniej w Annie. Bóle głowy, zasinienia, fosforyzacje i szelesty. 

"Strych żyje własnym życiem, sam decyduje, co oddać, a co pochłonąć. To podstępne miejsce, które oddycha i tchnie żarem, a kiedy zacznie się ruszać, straszliwie szeleści..."

Piękno opisywanych letnich dni na wsi i roślin, sugestywność dająca się poczuć zmysłowo (ciepło słońca, zapachy ziół) kontrastuje z mrokiem, który powoli wypełnia bohaterkę. Rzuca się w oczy obojętność bliskich jej osób na to, co się z nią dzieje - jednak trzeba pamiętać, że to czego doświadczamy dzieje się we wnętrzu kobiety, a to, co ona opisuje - jako widziane, niekoniecznie jest rzeczywiste. Zdarzenia, w których uczestniczyła z każdym kolejnym rozdziałem zdają się mieć zupełnie inny przebieg niż ten, który został przez Annę zarejestrowany.

"Zostawiam za sobą rozpaczliwe ślady, może w cichej nadziei, że pójdzie po nich ktoś, kto mnie ocali".

Nie da się nie wspomnieć o pięknym, lirycznym języku narracji i pracy tłumaczki Agaty Wróbel. Wrażliwość na naturę, postrzeganie zmysłowe i słowa, płynie tu niczym wartka rzeka. Tę książkę się czuje i po przeczytaniu, często będzie się do niej wracać myślami. Cienka jest granica między poukładanym życiem i obraniem sobie celu, a popadnięciem w obłęd.
"W ciemność" można czytać na wielu płaszczyznach. Żywot roślin zadziwiająco przypomina ludzki. Wyrwanie lub obcięcie, wysuszenie z życiodajnych soków potęguje podatność na złamania. Człowiek jest częścią przyrody, a nie jej panem. Posiadanie kontroli nad wszystkim jest jedynie złudzeniem.
Zaskoczyło mnie to, że można o zwykłej codzienności - polegającej na zbieraniu roślin i cichym mijaniu sąsiadów, pisać w tak zajmujący sposób. Kiedy dotarłam do ostatnich słów tej opowieści to, na moich rękach pojawiła się tzw. gęsia skórka. Ludzki umysł jest niestety bardzo kruchy, a emocje, z których się składamy bywają obezwładniające.
Polecam czytelnikom wrażliwym na piękno opisów, języka, na nietuzinkowość, ale mającym w sobie dostatecznie dużo realizmu, mocno zakorzenionym w rzeczywistości, ponieważ ze świata Anny Bartákovej trudno jest w pełni wrócić.


Wydawnictwo: Książkowe klimaty

Data wydania: 20. września 2017
Liczba stron: 300
Kategoria: literatura piękna
Tłumaczenie: Agata Wróbel

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl





#142 Opowieści wigilijne. Nawiedzony dom - Charles Dickens

#142 Opowieści wigilijne. Nawiedzony dom - Charles Dickens

 #142 Opowieści wigilijne. Nawiedzony dom - Charles Dickens - recenzja - czy warto przeczytać?
Nie ma chyba na świecie osoby, która nie kojarzyłaby "Opowieści wigilijnej" Charlesa Dickensa. Wielokrotnie ekranizowana, a dla niektórych czytelników jej lektura w okresie przedświątecznym - jest wręcz obowiązkowa.
Ale Charles Dickens napisał wiele innych historii.
Część z nich jest wydawana przez wydawnictwo Zysk i S-ka w formie serii pod wspólnym tytułem "Opowieści wigilijne", które łączy właśnie ich bożonarodzeniowy charakter.
W tym roku, a dokładnie 19. listopada do sprzedaży trafiła kolejna część o podtytule "Nawiedzony dom".
Cała seria jest pięknie wydana - twarda oprawa, ilustracje niczym ryciny, każdy tekst otwiera inicjał z wkomponowanym ornamentem.
Różni się ona jednak od pozostałych. Opowieści były pisane wraz z innymi pisarzami i były publikowane w dwóch czasopismach "Household Words" oraz "All the Year Round" - a ze świętami Bożego Narodzenia łączy je okres wydania 
numeru czasopisma. 
Przed każdym z tekstów znajdziemy krótkie wprowadzenie - rok powstania, w którym z dwóch czasopism wyszły i kto był współautorem - pozostałych tekstów.

Zbiór składa się z siedmiu opowiadań. 
"Wrak Złotej Mary" - o kapitanie statku, nad którym ciążyła klątwa, a z pokładu którego udało się uratować pasażerów.
"Katusze gromadki angielskich jeńców" - gdzie czytamy o kobietach porwanych przez piratów w czasie rebelii - w brytyjskiej kolonii w Ameryce Środkowej. "Nawiedzony dom" - siedem osób spędza czas w domu, w którym podobno straszy...
"Wieść z morza" - historia o pewnej wiadomości - list w butelce, i jej konsekwencjach.
"Bezimienny bagaż" - opowieść o porzuconym, pełnym tajemnic bagażu.
"Ziemia Toma Tiddlera" - nawiązanie do gry dla dzieci, opowieść o samotniku - pustelniku, który odcina się od społeczeństwa.
"Bezdroże" - historia z przytułkiem w tle i pomyłką, która bardzo zmienia życie kilku osób.

Styl, którym są pisane wszystkie historie - jest mocno barokowy; bogaty w metafory i długie zdania z niespotykanym już szykiem wyrazów. W niektórych miejscach jest archaiczny, przez co, czytanie może być utrudnione i dłuższe niż można się spodziewać, gdyż wymaga większego skupienia.
Charles Dickens był doskonałym obserwatorem ludzkich zachowań. Prawdziwym malarzem ludzkiej natury. Dostrzegał ile w nas smutku i zgorzknienia, ale równocześnie widział receptę na samoleczenie. Kiedy głęboko się nad sobą zastanowimy odnajdziemy w sobie siłę do wybaczenia, zrozumienia i w końcu zmiany naszego losu, bo przecież to jak żyjemy zależy od nas samych.

"Rok umierał wcześnie, liście opadały szybko, dzień był surowy i zimny, gdy obejmowaliśmy dom w posiadanie, dlatego też jego posępność była jeszcze bardziej przygnębiająca. "

Wszystkie przedstawione w tym zbiorze opowieści są niezwykle uniwersalne, przekaz nie zestarzał się w ogóle, mimo wielu lat, które upłynęły od ich napisania.
Najbardziej spodobały mi się: "Wrak Złotej Mary" - być może dlatego, że mam w sobie jakiś sentyment do wszelkich historii z tonącym statkiem w roli głównej. Historia matki i jej córki była bardzo przejmująca. A zapis spostrzeżeń z obserwacji pozostałych rozbitków, kiedy w momencie zagrożenia wychodzą z nas najgłębiej ukrywane demony - boleśnie prawdziwy.
I najdłuższa opowieść, którą przeczytałam paradoksalnie najszybciej: "Bezdroże", która jest napisana w formie sztuki teatralnej. Zaskakujące jest to, jak jedno niedopatrzenie, może zmienić życie wielu ludzi. Piękna definicja miłości i zadośćuczynienia zza grobu. Sprawiedliwość w końcu dochodzi do głosu, wystarczy być tylko dobrym człowiekiem?
Odwieczna walka dobra ze złem, która odbywa się głównie w nas, w naszych myślach, a co za tym idzie i czynach. 

Odniosłam wrażenie, że wydźwięk każdej zawartych w "Nawiedzonym domu" opowieści - jest bliski filozofii jaka powinna towarzyszyć nam w czasie świąt Bożego Narodzenia. Powinniśmy mieć w sobie wiele zrozumienia, umieć przebaczać, otworzyć domy i serca na błądzących. Czy nie o to właśnie, w tym czasie chodzi?

Po klasykę zawsze warto sięgać, aby wiedzieć o czyich utworach, tak często, piszą współcześni pisarze i co sprawia, że zdania zapisane przez Charlesa Dickensa - żyć będą wiecznie. Po prostu warto wiedzieć, a opinię opierać na doświadczeniu, a nie zasłyszeniu. Czytajcie Dickensa.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 19. listopada 2019
Liczba stron: 562

Kategoria: literatura klasyczna
Tłumaczenie: Jerzy Łoziński

#141 Gulu. Pamiętne lato - Julius Throne

#141 Gulu. Pamiętne lato - Julius Throne


#140 Gulu. Pamiętne lato - Julius Throne - recenzja - czy warto przeczytać?

"Gulu. Pamiętne lato" autorstwa tajemniczego Juliusa Throne'a dotarło do mnie już jakiś czas temu i co ciekawe i nawet z nadawcy paczki nie dowiedziałam się kim ów tajemniczy pisarz jest.
Nie jest żadną tajemnicą, że lubię się z prozą Stephena Kinga i Dana Simmonsa, więc nie mogłam polubić się i z opasłym tomiszczem, skrywającym trochę podobną historię do tych jakie serwują swoim czytelnikom wspomnieni przeze mnie znani autorzy. 
"Gulu. Pamiętne lato" jest debiutem polskiego pisarza ukrywającego się pod pseudonimem Julius Throne i jak na debiut - jest pokaźnych rozmiarów historią - 794 strony, która nie została skończona, liczę więc na to, że wydawnictwo Novae Res wyda kontynuację.

Głównym bohaterem powieści jest Jim Stanford - czternastolatek, zmagający się z prześladowaniem, z uwagi na nadwagę i nieśmiałość. Prześladowanie przybiera coraz większe formy, to nie tylko psychiczne znęcanie się nad chłopcem, ale i jawna eskalacja przemocy. Jim jest obiektem drwin: ze strony szkolnych bandytów, bo to, co mu robią to nie jest zwykła łobuzerka, ale i ze strony nauczyciela kultury (?) fizycznej, czy też dyrektora szkoły. Mimo to Jim znajduje kolegów, bo jest chłopcem niezwykle kreatywnym - m. in. składa modele samolotów z II wojny światowej, a jego ojciec to typowy szalony wynalazca. Znajduje też koleżankę, która nie może pozostać obojętna na bohaterstwo, którym chłopiec wielokrotnie się odznacza.
Jak to w przypadku sadystów, kiedy chłopiec się nie poddaje i stale podnosi głowę, po każdorazowym akcie przemocy - powoduje to w nich coraz większą agresję. Podczas jednego z ich ataków, ktoś - lub coś; bo nie wiemy czym owa istota jest - mu pomaga. I tak ilekroć ktoś, kto nastaje na spokój Jima - zostaje ukarany i to brutalnie. 
Cała akcja toczy się w 1981 roku w mały miasteczku na wschodzie USA - Belmont Bay.

Jestem pod wrażeniem - nie tylko rozmachu całej powieści, ale i osadzeniem jej w ramach czasowych, doskonałym odwzorowaniu ich klimatu, a nawet utworów muzycznych, które wtedy można było usłyszeć. Modele, które chłopiec składa odpowiadają rzeczywistym modelom samolotów z II wojny światowej. Nie wiem - przyznaję się do tego, czy postać Gulu to nie jest po prostu nawiązanie do twórczości samego H.P. Lovecrafta.
Jestem też pod wrażeniem zabawy formą - znajdziemy tu zapisy surrealistycznych snów, poetykę - za pomocą, której Gulu wygłasza swe proroctwa, objawienia.
Autor podaje na swojej stronie, że budowa tej powieści odpowiada strukturze szesnastominutowego utworu "Again" zespołu Archive i tak rzeczywiście jest (tutaj - można znaleźć wyjaśnienie autora).

Przyjrzymy się przemianie bohatera, bo jak można się domyślić już z opisu - nie podda się on biernie krzywdzie jakiej doświadcza i na nią odpowie. 
Podobało mi się zarówno, wprowadzenie do powołania do życia tytułowej postaci - opis tego, co chłopiec musiał przeżyć, by chwycić się czegoś na kształt paktu z samym diabłem, jak i to, co działo się kiedy sprawiedliwość, przekroczyła wszelkie granice i wkroczyła brutalność - uważaj, czego sobie życzysz...

Książka dzieli się na dwie części ROK 1981 - PRZED i ROK 1981 - PO - i oczywiście odnosi się to - do wezwania emanacji zła, a może nadania mu po prostu innego kierunku, bo ono już tam było.

Rozumiem, że nie wszystkim czytelnikom obszerne opisy prześladowań, zakorzenione w wspomnieniu Stanów Zjednoczonych lat osiemdziesiątych przypadną do gustu, ale myślę, że warto dać Autorowi szansę, bo to naprawdę ciekawy i bardzo przemyślany debiut.
7/10.

Autorze Juliusie Throne - dziękuję za egzemplarz, bawiłam się wyśmienicie :)



Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 29. października 2019
Liczba stron: 794
Kategoria: kryminał/sensacja/thriller

#140 Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa. Prawdziwe śledztwo twórcy Sherlocka  Holmesa-  Margalit Fox

#140 Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa. Prawdziwe śledztwo twórcy Sherlocka Holmesa- Margalit Fox

Margalit Fox w książce "Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa" opisuje zbrodnię, do której doszło w 1908 roku, krótko przed Świętami Bożego Narodzenia. Marion Gilchrist została zamordowana we własnym mieszkaniu w Glasgow, a motywem zbrodni miał być rabunek. Broszka, która zaginęła stała się punktem zaczepienia dla policji. Ową broszkę miał zastawić w lombardzie niejaki - Oscar Slater, a następnie próbować zbiec na pokładzie "Lusitanii" do Ameryki. Został jednak doprowadzony przed wymiar sprawiedliwości i skazany na śmierć. Na nic zdały się potwierdzone (przez samą policję) informacje, że to nie była poszukiwana broszka, że ta którą zastawił należała do niego. Slater był na celowniku policji dużo wcześniej - z powodu pochodzenia żydowskiego oraz trybu życia jaki wiódł. Nie stronił od hazardu, lubił towarzystwo kobiet, był podejrzewany o stręczycielstwo.
Wyrok z skazujący na śmierć zamieniono na dożywotnie więzienie, z którego udało mu się wyjść po osiemnastu latach, czterech miesiącach i sześciu dniach - z pomocą twórcy Sherlocka Holmesa.

Zastanawiam się jak opowiedzieć o tej książce, by nie przeładować tekstu zbyt dużą ilością wątków, informacji. Głównych bohaterów, pomijając ofiarę bestialskiej zbrodni, jest trzech. Są to: Oscar Slater, sir Arthur Conan Doyle i... Sherlock Holmes. Znajdziemy tu wszystko to, co może zainteresować zarówno entuzjastów początków kryminologii i kryminalistyki, epoki wiktoriańskiej, sądownictwa, najbardziej znanego detektywa w historii literatury i jego Twórcy, ale i antysemityzmu.

Choć sam styl autorki może nie jest zbyt porywający, ale sposób w jaki tę historię opowiada jest na tyle przystępny, że nie mamy możliwości ani się pogubić, ani tym bardziej znudzić.
Opisuje nam jak wyglądał podział społeczeństwa tamtych czasów, jak emigranci wzbudzali strach i jak obwiniano ich o wzrost przestępczości - brzmi dość znajomo?
Znajdziemy tutaj opisy narodzin nowych dziedzin badania przestępstw i samych przestępców - próbowano udowodnić, że skłonność do popełniania czynów prawnie zabronionych mamy nie tylko zapisaną w genach - pochodzeniu, ale i można ją wyczytać z naszych twarzy.

Poznamy blisko samego Arthura Conan Doyla, który był postacią niezwykłą - o głęboko zakorzenionym poczuciu sprawiedliwości; będącą - ponad wszelkimi uprzedzaniami. Jednak jak nie zgadzał się z czymś zdaniem na swój temat potrafił użyć na przykład parasola i przywołać delikwenta do porządku, czyli cechowało Go też coś na kształt podwójnej moralności.
Dowiemy się jak wiele Jego cech ma najbardziej znany detektyw wszech czasów. Co jest potwierdzeniem tezy, że tworząc postać fikcyjną, autor i tak obdarza ją cechami, które albo sam posiada, albo bardzo dobrze zna. Na pewno każdy kojarzy jak Sherlock Holmes potrafił opisać człowieka patrząc na niego zaledwie przez chwilę - taki był właśnie jego Twórca. Miał niesamowity zmysł obserwacji i dostrzegania rzeczy pominiętych przez innych (przeanalizujemy je m. in.  na podstawie fragmentów jednego z opowiadań, które udało mi się już wcześniej poznać - mowa tu o występującym pod kilkoma tytułami "Niebieskim karbunkule" z 1892 roku).
Dowiemy się też, kto był najprawdopodobniej pierwowzorem wielkiego detektywa i kim z zawodu był pisarz. Jakie korzyści finansowe czerpał ze stworzonej przez siebie postaci, której to szczerze... nie znosił. Kierując się poczuciem sprawiedliwości pomagał innym niesłusznie oskarżonym, nie czerpiąc z tego korzyści materialnych.

Poznamy i samego Oscara Slatera - ofiarę uprzedzeń, zaniedbań ze strony policji, mataczenia, manipulowania materiałem dowodowym, wymuszania zeznań.  Zapoznamy się z faktami - z treścią dokumentów sądowych, będziemy w uczestniczyć również w procesie (bardzo lubię batalie sądowe), odczytamy stenogramy i dowiemy się jak wyglądała sala, której ważyło się życie oskarżonego - można było wtedy robić zdjęcia.  Będziemy również odbywać z Oscarem Slaterem karę i czytać korespondencję między nim, a jego rodziną. Dowiemy się czy rzeczywiście był takim, jakim go widziano.

Wstęp składa się z noty autorki, wprowadzenia i prologu. Książka jest podzielona cztery księgi, a te na rozdziały, które kojarzą mi się trochę ze stylem samego Conan Doyle'a. Na końcu znajdziemy epilog, dramatis personae oraz ogrom przypisów. Treść jest pełna cytatów z Sherlocka Holmesa i bardzo zachęca do sięgnięcia po jego literackie przygody.

To ciekawa pozycja dla fanów sir Arthura Conana Doyla i stworzonych przez niego bohaterów, fascynatów prawdziwych zbrodni, początków powstawania dziedzin nauki służących do sprawniejszego ujmowania wszelakiej maści przestępców, ale i miłośników odkrywania kart ludzkiej historii. Czas postępuje, nauki się rozwijają, powstają autonomiczne samochody, dążymy do tego by jak najwięcej procesów podlegało pełnej automatyzacji - tylko jedna rzecz się nie zmienia... My. Od wiek wieków kierujemy się uprzedzeniami, oceniamy powierzchownie i wydajemy wyroki bez procesu.

Ja - polecam, Wy - musicie sprawdzić sami.




Data wydania: 2. października 2019
Liczba stron: 360
Kategoria: literatura faktu
Tłumaczenie: Maciej Miłkowski

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl



#139 Charlie zmienia się w kurczaka -  Sam Copeland, Sarah Horne

#139 Charlie zmienia się w kurczaka - Sam Copeland, Sarah Horne

#139 Charlie zmienia się w kurczaka -  Sam Copeland, Sarah Horne - recenzja - czy warto przeczytać?
Od czasu do czasu czytam książki przeznaczone dla dzieci. Z reguły podczas czytania świetnie się bawię i zdarza mi się wzruszyć. Za każdym razem dziwię się ogromowi treści jaką kryją te - jakby się mogło wydawać - proste historyjki.

Charlie McGuffin - główny bohater debiutanckiej historii Sama Copelanda wydaje się niczym nie wyróżniać. Właśnie - wydaje się. Charlie ma niezwykłą moc - potrafi zmieniać się w zwierzęta. Dzieje się tak, kiedy chłopiec jest wyjątkowo czymś przejęty, zestresowany.
A Charlie ma naprawdę wiele powodów do smutku i zdenerwowania. Jego brat jest chory i leży w szpitalu, chłopiec nie wie - co rzeczywiście bratu dolega, ani czy wróci do domu, po którym to, z kolei, snują się przygnębieni rodzice.
Bohater chodzi do szkoły, w której ma zarówno przyjaciół, jak i prześladowcę, któremu wszystko uchodzi płazem.
Nie bez znaczenia dla historii są zwierzęta, w które Charlie się przeistacza i co wtedy robi. Bywa pająkiem, który demoluje pokój, uciekającym gołębiem, gryzącą pchłą, wężem wandalem, czy nosorożcem, w którego przemiana wiąże się z kolejnymi zniszczeniami i nie tylko tym...:)
Ale przyjaciele nie pozwolą by Charlie został z tym problemem sam i zrobią wszystko - by mu pomóc i uratować przedstawienie, w którym gra jedną z głównych ról.

Jaka to jest przemyślana i niezwykle kreatywna historia. Tu jest tak dużo treści, że ciężko ją w pełni opisać. Autor w zabawny sposób, za pomocą dużej ilości anegdot o bąkach, kupie i wszelakich brzydkich zapachach - które nie tylko bawią, ale są w stanie zainteresować dzieci, opowiada o tym, co jest w życiu ważne.

Dorośli często uważają, że dziecko jest zbyt małe by wszystko zrozumieć i nie tłumaczą mu nic, albo używają słów, które są wieloznaczne. Dzieci, które nie znają kontekstu wypowiedzi - nie rozumieją tego, co rodzic chce im przekazać. A wystarczyłoby powiedzieć wprost to, co mamy na myśli. A tak - rodzi się frustracja i... stres.
Bo to stres zamienia Charliego w zwierzę. I jako zwierzę Charlie wszystko niszczy. Kiedy uczy się radzić sobie z nerwami, za pomocą oddychania (technik relaksacji) i kiedy się śmieje, cały proces zostaje powstrzymany i chłopiec jest znowu sobą.

Autor porusza ogrom problemów; od pomijania wyjaśniania dziecku - dlaczego brat jest w szpitalu, przez prześladowanie, kręcenie wszystkiego telefonem i udostępniania tego w sieci, po rodziców mówiących jedynie, że są rozczarowani zachowaniem dziecka. Żadne z nich nie szuka przyczyny zmiany zachowania chłopca.

Autor mówi czym jest potęga wyobraźni i że to nic złego rozumieć lub wyobrażać sobie coś inaczej niż pozostali. Porusza aspekt poczucia inności i jej akceptacji. Tłumaczy również z czego może wynikać to, że ktoś jest łobuzem (bo zło nie bierze się znikąd), uczy więc po prostu - zrozumienia. 

Znajdziemy tu odwołania do Hulka, czy Iron Mana, pojawi się Playstation i X-box.
Ale pojawi się też wersja Romea i Julii, w formie przedstawienia szkolnego i warzywnych gangów.
Całość zdobią świetne ilustracje, które wykonała Sarah Horne. Okłada jest złota i przyciąga wzrok zachęcając tym samym do czytania.
Znajdzie się tu też sporo treści o królestwie zwierząt - o okazach, których kształty przybiera bohater.

Podobał mi się jakby podwójny zapis niektórych wypowiedzi - kiedy chłopiec o czymś myśli i to potem wypowiada - dorośli tak nie robią, zdarza się nam pomijać któryś z punktów...

Duża czcionka umożliwia wspólne czytanie, do którego bardzo zachęcam, bo wbrew pozorom my - dorośli tę opowieść zrozumiemy jeszcze głębiej.

"Przykrości każdemu się zdarzają, Charlie. Postaraj się je zaakceptować. O wartości człowieka nie decydują rzeczy, które go spotykają, tylko sposób, w jaki sobie z nimi radzi". 


#139 Charlie zmienia się w kurczaka -  Sam Copeland, Sarah Horne - recenzja

Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.
8/10.
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2. października 2019
Liczba stron: 264

Kategoria: literatura dziecięca
Tłumaczenie: Maciej Potulny
#138 Na szlaku szczęścia - Graeme Simsion, Anne Buist

#138 Na szlaku szczęścia - Graeme Simsion, Anne Buist

"Na szlaku szczęścia" to powieść spod pióra duetu pisarskiego - Graemea Simsiona i Anne Buist, na co dzień małżeństwa.
Graeme Simsion może być znany niektórym czytelnikom z bestsellera Projekt "Rosie"a Anne Buist z kolei; pisze thrillery o specjalistce psychiatrii sądowej. 
Książka jest kolejną pozycją w Serii Gorzka Czekolada wydawnictwa - Media Rodzina. Cechą tej serii jest - jak podaje jej opis - bycie "mocną w tematyce, lekką w odbiorze" - i myślę, że mogę to w przypadku tej pozycji potwierdzić. 

Po ostatnich niezbyt udanych przygodach z powieścią obyczajową obawiałam się trochę tego tytułu, który brzmi, dla mnie, prozaicznie.
Głównymi bohaterami tej powieści jest para nieznajomych.
Zoe, która przyleciała do Francji z Kalifornii jest niespełnioną artystką, a Martin, który dotarł w to samo miejsce - co Zoe, pochodzi z Yorkshire i jest inżynierem. Każde z nich ma za cel przejść szlak zwany "Drogą św. Jakuba" , który wiedzie od Cluny do Camino i w zależności od wybranej trasy może mieć aż 2200 km, które pokonuje się - tak - pieszo.
To pielgrzymka, która podobno zmienia człowieka i pomaga znaleźć drogę, kiedy się ją zgubi. Każdym z bohaterów kierują inne pobudki, ale oboje mają za sobą bagaż przykrych doświadczeń, które zaprzątają im głowę.
Każde z nich wyrusza w trasę inaczej przygotowane (Zoe nie ma na początku nawet plecaka, a Martin testuje wózek), każde chce się niejako rozliczyć ze swoja przeszłością i przemyśleć wszystko to, co ich w życiu spotkało.

Bo komu nie zdarza się czasem pomyśleć - a gdyby tak to wszystko rzucić i pojechać w...

Oboje mają rodzinę, a co za tym idzie - kolejne mniejsze i większe problemy, które nie pozwalają im na kompletne odcięcie się od dotychczasowego życia.
Po drodze spotkają różnych ludzi. Od jednych uzyskają pomoc, a inni będą dalecy od kierowania się w życiu życzliwością.
To książka drogi. Bohaterowie próbują rozmyślać nad swoim dotychczasowym życiem, ale jak się okazuje nie jest to wcale takie proste... Kiedy idzie się nieznaną sobie drogą - trzeba stale być czujnym, aby przypadkiem nie zejść ze szlaku i się nie zgubić.
Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej z perspektywy Zoe i Martina, naprzemiennie. Spojrzymy na te same wydarzenia z dwóch różnych punktów widzenia i dowiemy się jakie dramaty ich w życiu spotkały.
Na samym początku trasy Zoe słyszy stwierdzenie, że na szlaku znajdzie to, co straciła... Tylko czy Zoe wie czego tak naprawdę szuka?
Nie będę oczywiście streszczać całej historii, ale ta powieść to nie tylko historia dwojga ludzi, którzy wyruszyli by zmienić swoje życie. Można ją czytać jako metaforę życia. Spotykamy w nim różnych ludzi, pomagamy im, a oni nam i szkodzimy sobie wzajemnie. Dorastamy - niezależnie od tego ile mamy lat i często zmienia się nasz cel, na różne sprawy patrzymy z innej perspektywy i uczymy się, że nie wszystko jest takim na jakie na początku wygląda.
Czasem, aby przetrwać trzeba poprosić kogoś o pomoc, czasem trzeba oferowaną pomoc przyjąć, a czasem zrozumieć, że ciężar jest lżejszy - jeżeli nie dźwiga się go w pojedynkę.

Czyta się bardzo przyjemnie. Autorzy zabierają nas na szlak pełen pięknych widoków, których opisów nam nie szczędzą, ale robią to w wyważony sposób.
Dodam, że Oni sami ten szlak przemierzyli i to dwukrotnie, więc każdy kto był na tej trasie może niektóre z opisywanych miejsc rozpoznać.

Język idealnie pasuje do treści, z którą tworzy piękny obraz - życzyłabym sobie zawsze czytać właśnie tak pisane powieści obyczajowe.
Jedyne co mi przeszkadzało - to brak tłumaczeń francuskich wyrażeń. Większości można się domyśleć, ale nie wszystkich niestety.

To nie jest tylko opowieść o długiej wędrówce z romantyczną historią zapisaną w przemierzonych kilometrach. Angażuje czytelnika - mniej lub bardziej oczywiście, w zależności od tego w jakim etapie życia, czy stanie emocjonalnym się znajduje i myślę, że może skłonić do refleksji.

Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.
7/10.
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 28. października 2019
Liczba stron: 432
Kategoria: literatura obyczajowa
Tłumaczenie: Maciej Potulny
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...