Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura kobieca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura kobieca. Pokaż wszystkie posty
Moje greckie lato — Kamila Mitek

Moje greckie lato — Kamila Mitek

Moje greckie lato — Kamila Mitek

Kaliméra drodzy czytelnicy!

Słowem wstępu

    Z Instagramem łączy mnie trudny związek. Stałam się jego ofiarą, ponieważ dopadło mnie uzależnienie. Telefon przyrósł mi do ręki. Codziennie pojawiały się kolejne błędy aplikacji, przez które chęć bycia na bieżąco przerodziła się we frustrację. Ograniczyłam bytowanie w sieci, co jak sądzę, wychodzi mi na dobre. Ale! Nie zrezygnowałam całkowicie z tej formy komunikacji. Poznałam i poznaję za sprawą mediów społecznościowych wielu ludzi. To jest ogromna korzyść — relacje międzyludzkie, które są pod powierzchnią nieustannej transmisji z odgrywania siebie w Internecie. One są najważniejsze.
    Również w ten sposób poznałam Kamilę Mitek, autorkę „Mojego greckiego lata”, które ukazało się pod patronatem m. in. mojego bloga. Kamila to niezwykła osoba. Mądra, ciepła, sympatyczna, służąca pomocą (dziękuję za wszystko!) i, jak dla mnie, ogromnie zorganizowana. Gdy dopada mnie zniechęcenie do tego co robię lub staram się robić, myślę o niej. Każdy kolejny krok, choć najmniejszy, przybliża mnie (nas) do celu

    „Moje greckie lato” jako pierwsze trafiło na rynek ogólnopolski, ale jestem pewna, że poprzednie książki Kamili Mitek też na niego trafią. To powieści obyczajowe, lekkie w formie, podlane humorem, dotykające codziennych problemów, ukazujące ich przyczyny. Kamila Mitek jest absolwentką psychologii i lingwistyki stosowanej. Obie profesje są obecne w jej pisarstwie. 

Moje greckie lato — Kamila Mitek


Moje greckie lato — Kamila Mitek
    Główną bohaterką „Mojego greckiego lata” jest Agata, która utknęła w poczuciu obowiązku wobec prowadzącego pasożytniczy tryb życia męża. Ucieka w pracę, przekierowuje myśli na problemy klientów, którym gotuje i chcąc nie chcąc przygląda się, a nawet radzi. Otrzymuje propozycję dwumiesięcznego wyjazdu na grecką wyspę, Kefalonię, do rezydencji swoich klientów, gdzie ma zająć się kuchnią. W myśl zasady, że czasem przerwa jest potrzebna, w wieloletnim związku również, zgadza się i trafia do... raju. Ale nawet w nim prześladuje ją dziwny sen. Na wyspie adaptuje się od razu, pomagają jej w tym gruzińskie korzenie, bywa brana za Greczynkę. 


    „Moje greckie lato” ma kolory nieba, mieni się w greckim słońcu i odsłania to, co kryje się w cieniu. Morska bryza pozwala na leniwy spacer po rozgrzanym piasku, a serwowane dania (tu muszę zgłosić zażalenie!, do książki powinna być dołączana deska serów, albo osiem!) powodują narastający głód.
    Stworzone przez pisarkę postacie są żywe, mają różne oblicza. Powoli ukazują to, co pod bogactwem i (pozorną) pewnością siebie. Chęć wzbudzenia zainteresowania, błędy i ich konsekwencje, obojętność i skoncentrowanie na sobie sukcesywnie niszczą ich relacje. Kiedy fasada, pod wpływem działań głównej bohaterki, kruszeje dostrzegamy, że to zwyczajni ludzie. Choć bohaterów jest wielu, są tak ze sobą powiązani i tak przedstawieni, że po lekturze wydaje się, że zyskaliśmy nowych znajomych.
    Agata dobrze radzi innym, ale sama walczy z poczuciem obowiązku i winy, stawiając po drugiej stronie szczęście, którego definicję, jak się jej wydaje zna. Tylko jakoś nie umie jej wprowadzić w życie.


   W „Moim greckim lecie” znajdziemy wiele językowych smaczków (!), jak również odniesień do historii i greckiej kultury. Autorka zabiera nas w piękne miejsca, które obrazowo przedstawia i przemyca fakty, tworząc tym samym złudzenie prawdziwości. Powieść pachnie, smakuje, a nawet gra grecką muzyką. 
    Najnowsza powieść Kamili Mitek zaserwowała mi kilkugodzinne wakacje, oderwanie się od polskiego nie-lata i pełną smaków opowieść o tym, że światła w życiu trzeba poszukać.
„Czasem trzeba o sobie zapomnieć, a czasem to właśnie o sobie pamiętać”.


    Na zakończenie pozostaje mi życzyć dobrej lektury i... Kali oreksi!


Dziękuję Kamili Mitek i wydawnictwu Dragon za możliwość objęcia powieści patronatem medialnym. 

„Moje greckie lato” trafiło do sprzedaży dzisiaj, tj. 2 czerwca 2021 roku.



Wydawnictwo: Wydawnictwo Dragon
Data wydania: 2 czerwca 2021
Liczba stron: 320

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Podmiejski na koniec świata - Katarzyna Kowalewska

Podmiejski na koniec świata - Katarzyna Kowalewska

W zeszłym roku, również w marcu, pisałam o debiucie obyczajowym Katarzyny Kowalewskiej o „Pudełku z pamiątkami”. Była to, a tak właściwie to jest - nadal można tę powieść kupić, ciepła historia o kobiecej przyjaźni. „Pudełko z pamiątkami” ukazało się pod patronatem m. in. mojego bloga i zawsze będzie miało dla mnie szczególne znaczenie.

Niebawem, bo już jutro, 16 marca 2021 roku, do księgarń trafi „Podmiejski na koniec świata” - druga powieść obyczajowa tej autorki, a trzecia wydana. Ta również ukaże się pod patronatem www.podlasemczytane.pl.

Podmiejski na koniec świata - Katarzyna Kowalewska

Podmiejski na koniec świata  - Katarzyna Kowalewska

Główną bohaterką „Podmiejskiego...” jest 32-letnia Alicja (mistrzyni organizacji), która ma prawdziwy dar do ratowania ludzi z opresji. Ona pomoże nie bacząc na liczbę związanych ze sprawą nowych obowiązków! Dla każdego problemu znajdzie rozwiązanie i zawsze podpowie, co można by jeszcze poprawić - nie tylko w pracy, ale również w życiu.
Alicja nie widzi problemów... Alicja widzi szansę na rozwój.
Co z tego, że... czyjś.

Kariera Ali jakiś czas temu stanęła w miejscu, a związek... okazał się inny, niż wyobrażenia. Tymon, druga połowa Ali, to przesadnie dbający o siebie architekt, lubujący się w rozrywkowym życiu. Alicja natomiast lubi w ciszy i spokoju poczytać książkę. Para zdaje się przeczyć powiedzeniu o przyciąganiu przeciwieństw. Żyją w „laboratorium” Tymona razem, a jednak osobno.
Można mieć „wszystko” jednocześnie nie mając nic wartościowego.

Ryszard Miłkowski, prezes Fashion of Warsaw i szef Alicji, zleca jej nowe zadanie. W związku z tym kobieta trafia do nowego miejsca, gdzie będzie miała szansę pokazać co umie i być może coś zyskać.
Krótko po przyjeździe na „koniec świata” Ala poznaje kilku ciekawych ludzi, mierzy się z brakiem... wygód :) oraz zaprzyjaźnia się, również z kilkoma, czworonożnymi.
Jednak jak to zwykle w życiu bywa, droga na szczyt nie jest jedynie przyjemnym spacerem i nasza bohaterka będzie musiała zmierzyć się z ludzką nieżyczliwością, interesownością i... zakłamaniem.

„Podmiejski na koniec świata” to powieść napisana w innym klimacie niż wspominane „Pudełko z pamiątkami”, a sama Alicja bardzo różni się od „pudełkowej” Asi, jednak gdyby obie panie spotkały się w realnym życiu, na pewno znalazłyby wspólny język, a Maciek z „Pijanego skryby” nie pozwoliłby się tej dwójce nudzić.

Chociaż Katarzyna Kowalewska w swojej najnowszej powieści porusza poważne tematy, to i tak pojawia się odpowiednia dawka humoru. Wszystko się znakomicie uzupełnia.
Postaci, które tworzy są bardzo charakterystyczne i wielowymiarowe. Tu nie ma makiet, są prawdziwi ludzie, nawet ci, którzy wzbogacają tło.

Kiedy na scenę wkracza czarny charakter, to możemy być pewni, że zaprezentuje się wiarygodnie. U Kasi Kowalewskiej nikt nie jest w jednym odcieniu.

Akcja ponownie toczy się głównie w Grodzisku Mazowieckim i wierzcie mi, chciałabym tam pojechać i skonfrontować to, co widziałam oczami wyobraźni z rzeczywistością. Czułam się jakbym chodziła po tym mieście!

Kowalewska również bardzo dobrze osadza tę historię w czasie - czytamy o rzeczach, które znamy nie tylko z dzisiaj, ale i sprzed wielu lat. Tymi zabiegami tworzy więź między czytelnikiem, a postaciami, bo one dzięki obrazowo użytym dekoracjom ożywają.

Jedną z pasji głównej bohaterki jest czytanie, więc nie zdziwcie się, gdy okaże się, że powieści, które poleca nowej znajomej, dobrze znacie.
Ale to nie jej jedyne hobby, na pewno nie będziecie się z Alicją nudzić.
Subtelnie zarysowany wątek romansowy jeszcze wzbogaca tę historię.

To powieść o odnajdywaniu własnej drogi, o zmianach, których nie należy się bać, o odwadze bez której szczęście może nam przejść koło nosa.
Historia Alicji jest świadectwem tego, że i „koniec świata” może być tym, czego pragnęliśmy najbardziej. Warto się w życiu rozglądać, a pojawiające się okazje sprawdzać, żeby nie żałować, że się ich nie wykorzystało.

„Podmiejski na koniec świata” przeczytałam „na raz” i trochę żałuję, że czyta się szybciej niż pisze... ale jestem cierpliwa i wytrwale czekam na kolejną powieść Katarzyny Kowalewskiej.



Dziękuję Katarzynie Kowalewskiej i wydawnictwu Zysk i S-ka za możliwość objęcia powieście patronatem medialnym. 
"Podmiejski na koniec świata" trafi do sprzedaży 16 marca 2021 roku.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 16 marca 2021
Liczba stron: 228

Kategoria: literatura obyczajowa
Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz

Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz

Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz
Ponownie wybrałam się do Kozienic. Lubię to miasto, choć nigdy w nim nie byłam. Lubię jego mieszkańców i dobrze ich znam, mimo że nie istnieją.
Nie wiem jak Ewelina Matuszkiewicz, że pomimo stale przyrastającej liczbie bohaterów, ciągle pojawiających się nowych niciach powiązań, czytelnik, choćby chciał, to nie ma możliwości się pogubić.


 

Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz

 
„Cudne manowce” to trzecia część o mieszkańcach tego małego miasta. Czytałam je w dużych odstępach czasu, jednak kiedy zaczynam kolejną część to czuję się jakbym właśnie skończyła poprzednią (tym razem akcja trwa od 25 kwietnia do 4 maja).

Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz

W mieście jest nowy burmistrz, ale jest nam ta postać już dobrze znana (o ile czytaliśmy poprzednie części), i stara się ulepszyć to, co zastał. Jednak w Kozienicach nic nie jest pewne. Ktoś włamuje się do magazynów elektrowni i kradnie coś, co sprowadzi niebezpieczeństwo nie tylko na... maturzystów.
Wydaje się, że na ulicach szerzy się ekoterroryzm (pojawiają się na ścianach budynków napisy wzywające do zmian myślenia) i emerytowany policjant, ojciec Basi, znanej głównie z „Białego latawca”, będzie chciał tę sprawę wyjaśnić.
Jednocześnie Irmina, siostra jednego z maturzystów, przeżywa kryzys. Traci poczucie sensu. Chce ratować rodzinny biznes, a zatraca się w czytanej powieści. Czy rzeczywiście jest tak analitycznym umysłem? 
Wrócimy też do Mai i Maria. Pojawi się Krzysztof i sprawa poruszona w „Nocy Komety”. Powstaną nowe wątki, stare się rozrosną i powiążą z nowymi. 
Te książki można czytać osobno, Autorka tak prowadzi narrację, że ten kto nie czytał poprzednich części nie odczuje, że czegoś nie wie, a ten kto zna je wszystkie nie odniesie wrażenia powtarzalności.
Czyta się lekko i z zaciekawieniem, wszyscy mamy podobne problemy, to zwykli ludzie, bez wydumanych tragedii i niezrozumiałych potrzeb. Czasem po prostu zdarza się im zapomnieć, że najprostszą formą rozwiązywania konfliktów jest dialog.


Podczas czytania czuję się jakbym wszystkich tych ludzi znała, jakbym niektórych kojarzyła z ulicy, zakupów, czy zza płotu. 
Autorka tworzy coś na kształt sagi, ale sagi o mieszkańcach małego miasta. Bohaterowie są dla czytelnika jak rodzina, z przyjemnością się do nich wraca.

Zdarza mi się czytać powieści obyczajowe, ale nigdy do tej pory nie spotkałam się tak dużą plejadą postaci, rozrastającą się z każdą częścią, i to bez wrażenia chaosu.

Jak w przypadku poprzednich części, mamy w „Cudnych manowcach” cytaty z polskich piosenek (na końcu jest ich spis), a rozdziały to znowu kartki z kalendarza, i bardzo mi się ta forma podoba.
Wspomnę jeszcze o szacie graficznej, która również do mnie trafia. Każda z okładek jest pełna ulic, budynków i elementów znaczących dla fabuły - gratuluję takiej dbałości o szczegóły!

W przygotowaniu jest „Wieża samotności”, którą na pewno przeczytam.


Data wydania: 27 marca 2020
Liczba stron: 352
Kategoria: literatura obyczajowa
#108 W poszukiwaniu złotego środka. Spotkania - Hanna Hippler

#108 W poszukiwaniu złotego środka. Spotkania - Hanna Hippler


#106 W poszukiwaniu złotego środka. Spotkania - Hanna Hippler - recenzja - czy warto przeczytać?
"Młodość... jak ją zdefiniować? Chyba to coś, co nie znika. Co zostaje w człowieku, jak się o to dba. A dbać należy".

Całkiem niedawno napisała do mnie Hanna Hippler, autorka książki "W poszukiwaniu złotego środka. Spotkania" i okazało się, że jesteśmy praktycznie sąsiadkami. Pisarka zaproponowała, że przyśle mi swoją debiutancką powieść i prosi o naprawdę szczerą opinię. 

#106 W poszukiwaniu złotego środka. Spotkania - Hanna Hippler - recenzja - czy warto przeczytać?

Głównymi bohaterami książki są Zosia, Dorka i Leon. Trójka dorosłych ludzi mających za sobą wiele smutnych przeżyć, doświadczeń życiowych.
Śmierć, żałoba, choroba alkoholowa - to nie są obce im tematy. Wszyscy troje poznają się w Małym Cichym, gdzie w pobliżu rodzimego masywu górskiego odpoczywają, szukają spokoju, wytchnienia. Przechadzają się szlakami obfitującymi w piękno dzikiej przyrody, nie stronią od trudnych tematów i modlitw. Choć są w innych etapach życia - różnią się wiekiem, to mimo to znajdują wspólny język i dobrze czują się we własnym towarzystwie. 
Wspominamy z nimi ich bliskich - także tych, których już na świecie nie ma. Poznajemy różne oblicza miłości i tej młodzieńczej, i tej dojrzałej. 

"Przypomniały jej się jeszcze inne słowa usłyszane kiedyś w kościele o tym, że modlić można się wszędzie: patrząc na morze, w rozgwieżdżone niebo, na pląsające w kwiatach motyle, na majestat gór. Ale kościół jest tym miejscem, gdzie modlimy się wspólnotowo, czy tego chcemy, czy nie. I czasami właśnie taka modlitwa, i to poczucie wspólnoty są nam potrzebne. To w kościele pali się wieczna lampka i w tabernakulum mieszka ten, który wszystko może. I znowu złoty środek. Trzeba go zachować, nie ma wyjścia".

Już po przeczytaniu dedykacji czułam, że wzruszę się podczas lektury i tak też się stało. To powieść o prostocie życia. O czymś, czego odkąd się rodzimy szukamy, a co jest zwykle na wyciągnięcie ręki. Prawdziwe szczęście, spełnienie i spokój można odnaleźć w zwykłej codzienności. We wspólnym posiłku, niewymuszonej rozmowie, czy... wspólnym milczeniu. Autorka, jak zaznacza, sama wierzy w Boga i na kartach jej powieści znajdziemy odniesienia do modlitwy, czy kościoła, ale nikt tu nikogo na siłę; ani nie umoralnia, ani też nie przekonuje do zasadności wiary.
To bardziej poczucie wspólnoty, przynależności - bliskości innego człowieka.
Odniosłam wrażenie, że Pani Hippler pisze prosto z serca o tym, co sama przeżyła, co sama czuje, że jest związana z każdym ze swoich bohaterów.
Jej opowieść, chociaż traktuje o bardzo trudnych i smutnych chwilach w życiu, to jest opowiedziana w niezwykle ciepły sposób.
Życie często pisze pokrętne scenariusze i nie wiem, czy tak naprawdę kiedykolwiek mamy do czynienia z przypadkiem. Może faktycznie jest tak, że dzieje się to, co zawsze było nam pisane.
Leon - jeden z bohaterów, stracił w krótkim czasie syna i żonę, a sam sięgnął przysłowiowego dna. Na jego drodze stanął ktoś, kto powiedział mu to, co oczywiste,
to co od dawna wiedział, ale po prostu musiał to usłyszeć od kogoś innego. Dążył do autodestrukcji - jednak się zatrzymał i zawrócił. 
To zwykli ludzie, tacy, których mijamy na ulicy, i tacy jakimi jesteśmy my.

Czuć, że autorka wiele książek w swoim życiu przeczytała i świetnie wplata w treść cytaty z klasyków literatury. Podobał mi się też zabieg z wprowadzeniem rozmowy kobiet, koleżanek z Facebooka i to z zachowaniem oryginalnej pisowni!
Nadało to jeszcze większego realizmu wypowiedzi.

W pewnym momencie poczułam też, że to opowieść o mnie i chyba nie przesadzę jak napiszę, że refleksje do jakich mnie skłoniła pomogły mi podjąć pewną trudną, ale konieczną decyzję.
Wszystko, co napisał wydawca na ostatniej stronie - w zarysie fabuły - to prawda.

Kiedy potrzebujesz pomyśleć, czy jesteś we właściwym miejscu w życiu i czy to, co teraz masz - jest właśnie tym, czego w życiu szukasz - spróbuj lektury "W poszukiwaniu złotego środka. Spotkania" Hanny Hippler.
Pani Haniu napisałam najszczerzej jak mogłam i dziękuję za tę książkę! Była mi teraz bardzo potrzebna! Życzę kolejnych równie dobrych!
Ta książka nie tylko się Pani udała, Pani po prostu potrafi pisać. 

Za książkę dziękuję Autorce!

#103 W poszukiwaniu złotego środka. Spotkania - Hanna Hippler - recenzja - czy warto przeczytać?

Wydawnictwo: FABRYKA DYGRESJI
Data wydania: 15. lipca 2019
Liczba stron: 254
Kategoria: literatura obyczajowa

#51 Biały latawiec - Ewelina Matuszkiewicz

#51 Biały latawiec - Ewelina Matuszkiewicz

#89 Biały latawiec - Ewelina Matuszkiewicz - recenzja - czy warto przeczytać?
Każdy z nas odgrywa w życiu jakąś rolę. Często zdarza się nam jednak nie akceptować anturażu i zmieniamy fabułę, przebierając się w kostiumy i maski postaci, którymi chcielibyśmy być i gramy sztukę zwaną życiem. Tak też patrzymy na świat w okół. Widzimy to, co chcemy widzieć i to, co ktoś nam pozwala zobaczyć. 

"Biały latawiec" Eweliny Matuszkiewicz to powieść obyczajowa, której akcja toczy się w małym miasteczku - Kozienice. Nie sposób nie wspomnieć o ciekawym zabiegu podania tej historii. Rozdziały to kartki z kalendarza, a podrozdziały to fragmenty starych polskich piosenek - bardzo ciekawy motyw i niezwykle miły dla oka.

Ilość bohaterów, z jakimi przyjdzie się nam spotkać, jest na początku przytłaczająca. Dostajemy fragmenty historii - jak wyrwane kartki z wcześniej wspomnianego przeze mnie kalendarza, które dopiero później tworzą całość. 
Myślę, że za główną bohaterkę powieści można uznać Maję. Młodą kobietę, która odziedziczyła dom i działkę po dziadku, upatrując w tym wydarzeniu szansy na nowy początek. Odeszła z pracy w korporacji i rzuciła się w wir remontów i budowania własnej firmy. Po powrocie do Kozienic zobaczyła jednak zrujnowany budynek, który zdaje się być bezdenną skarbonką. Kolejnymi bohaterami są Mario - policjant, i Kris - dziennikarz z miejscowego radio, którego nowa audycja zmieni stosunki międzysąsiedzkie. Jest Basia, młoda dziewczyna, która pracuje w bibliotece i chce się wyrwać z miasteczka i jej ojciec były komendant policji. Ciekawą postacią jest też Paweł - prawnik, który od wielu lat ukrywa życie w związku. Pojawia się też Radek - tajemniczy chłopak, który zdecydowanie ma coś na sumieniu. Postaci jest znacznie więcej i każda ma tak naprawdę znaczenie w tej powieści, tworzy ją. Wszystkich łączy legenda o skarbie, który miał kiedyś ukryć dziadek Mai oraz historia z czasów wojny. Ponadto ktoś stale włamuje się do domu głównej bohaterki... Szuka zaginionego skarbu? Czy może czegoś innego?

Postaci jest nie tylko - jak wcześniej wspomniałam wiele. Każda z nich jest dobrze i bogato scharakteryzowana, mimo czasem oszczędnego opisu i na pewno nie jest tylko czarno-biała. Autorka jest doskonałym obserwatorem. Idealnie opisała życie tzw. lokalnych społeczności, gdzie wszyscy się znają, podobno wszystko o sobie wiedzą, szanują siebie i własne poglądy... do czasu. Tacy jesteśmy - jak rzeka, która z prądem niesie nie tylko orzeźwienie, ale i wszelkie brudy jakie ktoś do niej wrzucił. Patrzymy, ale nie widzimy. Oceniamy, nie podejmując nawet próby zrozumienia. A poglądy zmieniamy tak, jak zawieje wiatr, powtarzając zasłyszane frazesy jak papugi. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia w Polsce, trafiłam z tą lekturą idealnie, kompletny brak tolerancji nie tylko w kwestii orientacji seksualnej - choć i tak wątek w "Białym latawcu" znajdziemy. 

Styl jakim operuje autorka jest na tyle lekki, że tą książką możemy umilić sobie wieczór, ale na pewno będzie to wieczór przemyśleń - przynajmniej mam taką nadzieję. To powieść obyczajowa, której akcja toczy się tak, jak życie w małych mieścinach, powoli, trochę sennie, ale z dużą ilością fałszu pod fasadą codziennej uczynności. 
Podobało mi się zderzenie z rzeczywistością marzycielki Mai. Wszędzie widzimy uśmiechnięte twarze ludzi rzucających pracę u kogoś, otwierających własny biznes, który zawsze jest jak tęczowa kraina, a jak jest w rzeczywistości? Interesujące są też są stosunki Mai z siostrami, najbliższymi jej kobietami. Ciekawe są ploteczki, które snują starsze panie nad partyjką brydżyka. Bardzo ciekawa jest też historia księdza, bo jak to w małych społecznościach bywa - kościół nie jest tylko miejscem kultu, ale i spotkań towarzyskich.

Wątek zaginionej bibliotekarki zakrawał o kryminalny i byłam trochę rozczarowana - dość prozaicznym wytłumaczeniem. To chyba jedyny minus jaki mogę wymienić, no może jeszcze drobne błędy edytorskie, ale one nie umniejszają w niczym lekturze.
A zamieszczenie na końcu powieści pierwszych stron drugiego tomu... Tak się nie robi - zaczęłam czytać i się skończyło...
:) Bardzo przyjemny debiut!

7/10.


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Skarabeusz.



Data wydania: 3. listopada 2017
Liczba stron: 320
Kategoria: literatura piękna / literatura obyczajowa

#47 Sukienka z mgieł - Joanna M. Chmielewska

#47 Sukienka z mgieł - Joanna M. Chmielewska

#85 Sukienka z mgieł - Joanna M. Chmielewska - recenzja - czy warto przeczytać?
Czy zdarzyło Ci się kiedykolwiek spojrzeć na obcego człowieka i poczuć, że coś jest nie tak? Zaoferowałeś pomoc? Przemykamy ulicami, nie zwracając na siebie uwagi, popychamy się łokciami, czy wózkami w sklepach. Patrzymy na siebie, ale nie widzimy. Czasem niewielki gest, zwykłe pytanie: czy coś się stało, dobre słowo, a być może zwykły uśmiech - zadziała jak katalizator, niekoniecznie czyjegoś całego życia, ale może choć tego jednego dnia.

Akcja "Sukienki z mgieł" Joanny M. Chmielewskiej toczy się w Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem, która jest właśnie takim katalizatorem, to "Miejsce, gdzie dobre myśli łatwiej odnajdują człowieka". Z pozoru przypadkowi klienci, zbłąkani wędrowcy, którzy napojeni cudownymi, aromatycznymi herbatami i kawami - bo to magiczne miejsce to kawiarnia, odnajdują nie tylko chwilę wytchnienia, ale i receptę na... lepsze życie.

Głównymi bohaterkami powieści są Weronika, właścicielka tytułowej kawiarni i Anastazja Karpieluk zwaną Krychą, sprzątaczka. Pozostali bohaterowie tworzą sieć połączeń, kontaktów, które tkają razem z wolna płynącą fabułę. Jest Endrju nastolatek, który na samym starcie jest skazany na porażkę, ponieważ jest oceniany przez pryzmat pochodzenia społecznego. Jest tajemniczy Małomówny z przyklejonym do rąk laptopem, Mateusz, który pija tylko jeden rodzaj kawy, Ala, która wygląda jak ugrzeczniona dziewczynka, są też Kora - autystyczna dziewczynka, która nie mówi i jej matka oraz wielu innych.
Dwie główne postaci żeńskie są bardzo kontrastowe. Poznajemy ich losy od dzieciństwa.
Weronika jest dzieckiem pochodzącym z domu, który media z pewnością nazwałyby dobrym. Jej rodzicami jest para doskonałych lekarzy, która poświęca się pacjentom, nie tylko po to, by zarabiać, ale ze względu na poczucie swojego rodzaju misji. Weronika dorasta pozostawiona samej sobie, mówi, że wychowały ją koty. To dziecko, które miało cichy i spokojny dom, w którym zawsze czekał posiłek, gdzie nikt nigdy nie wyrządził mu żadnej fizycznej krzywdy, które mogło mieć wszystko, co tylko chciało i zostać tym kim chciało

"Bóg milczy, lecz Weronika wie, że On ją słyszy. 
Jej rodzice nie wierzą w Boga. Oni wierzą tylko w to, co daje się dotknąć, zobaczyć, zbadać. Weronika nie może tego pojąć. Bo przecież powietrze też jest niewidzialne. I miłość. I fale radiowe. Też nie da się ich dotknąć. I gdyby tak Boga można było zbadać, to nie byłby Bogiem".

Anastazja z kolei pochodzi z rodziny patologicznej. Gdzie przemoc fizyczna była na porządku dziennym, a wszelkie pozyskane środki finansowe służyły zaspokajaniu głodu alkoholowego. W domu nie było spokoju, nie było ciepłych posiłków. Nigdy nie czuła się bezpieczna i stale pragnęła ratunku. Uciekała w książki, kochała poezję, ale niestety nie pozwolono jej rozwijać zainteresowań. 
Z pozoru dwie różne historie, ale tak naprawdę wiele je łączy. Każdy dramat ma inną twarz, dla każdego poczucie krzywdy i samotności ma inny wydźwięk, tak samo jak definicja szczęścia - zawsze jest czymś innym. Życia kobiet się splatają, czasem przenikają.

"Ale Anastazja dusiła się tym powietrzem gęstym od cierpienia, pretensji, nienawiści, wypełniającym mieszkanie, które dawno przestało być domem, 
a właściwie nigdy nim nie było".

Nie ma tutaj zawrotnej akcji, zwrotów, które przyprawiają o ból głowy, to fabuła opisująca zwykłe życie, które z różnych powodów stało się dla bohaterów drogą - jak się im wydaje, ku klęsce. To dość emocjonalna historia, z tych które dają nadzieję na lepsze jutro. Światło w mroku zdarzeń, które przygniotły i odebrały sens życia.
Język stosowany przez autorkę jest przyjemny, mimo stosowania czasem dosadnych opisów, nadal brzmi on dość poetycko. Irytowało mnie jednak ciągłe powtarzanie pełnej nazwy Piwnicy. Odbierało to trochę realizmu dialogom, bo kto rozmawiając ze sobą stale powtarzałby tak długą nazwę?  Podobały mi się za to rzeczywiste opisy życia obu dziewczynek i ich wewnętrzne przemyślenia, charakterystyki psychologiczne. Jak różne doświadczenia z dzieciństwa prowadzą do zaburzeń w życiu dorosłym i emocjonalnego rozbicia. Irytowała mnie czasem dorosła Weronika, która przeżywała miłosne rozterki na poziomie nastolatki i rzeczywisty problem jaki miała - mianowicie stan zdrowia - zepchnęła na drugi plan.


"Dawno temu wierzyła, że mieszkają tu szczęście... Bo przecież niby gdzie miałoby mieszkać, jeśli nie w tych wypieszczonych domkach z ogródkami, wśród eleganckich pań i panów jeżdżących najlepszymi samochodami, i dzieciaków ubranych jak z amerykańskiego filmu. Tak myślała, kiedy miała jedenaście, dwanaście lat".

To świetna lektura na zły dzień, na poprawę nastroju. Ale to nie powieść dla wszystkich. Dla jednych będzie nudną historią z gatunku: "po burzy zawsze wychodzi słońce", na której wynudzą się i zmęczą miotającymi się bohaterkami, których zachowania czasem mogą wydać się irytujące, czy nielogiczne. Ktoś kto w jakiś sposób podziela, którąś z tych dwóch historii, łatwiej zrozumie, ponieważ czy chcemy, czy też nie - wszystkich oceniamy przez pryzmat własnych doświadczeń. Stąd też dla tych, którym życie drogę ustawiło pod górkę i wbrew ich woli obdarzyło nadwrażliwością emocjonalną; to będzie lektura przy której odpoczną i nabiorą wiary, w to, że może być lepiej. Wiem jak to brzmi - jak filozofia z kioskowego poradnika za 1,50 zł, ale czasem proste wybory są tymi najtrudniejszymi i tzw. prawd oczywistych się nie dostrzega.
To książka o walce o siebie, o pogoń za marzeniami - niezależnie od tego czym one są.
O wierze w siebie i budowaniu poczucia własnej wartości, i odnalezieniu drogi do miłości, ale miłości do samego siebie.
7/10.


"A życie na szczęście się jeszcze nie skończyło. Zawsze można coś zmienić".


Wydawnictwo:Wydawnictwo MG

Data wydania: 17. sierpnia 2019

Liczba stron: 240

Kategoria: literatura piękna


Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...