#47 Sukienka z mgieł - Joanna M. Chmielewska

#85 Sukienka z mgieł - Joanna M. Chmielewska - recenzja - czy warto przeczytać?
Czy zdarzyło Ci się kiedykolwiek spojrzeć na obcego człowieka i poczuć, że coś jest nie tak? Zaoferowałeś pomoc? Przemykamy ulicami, nie zwracając na siebie uwagi, popychamy się łokciami, czy wózkami w sklepach. Patrzymy na siebie, ale nie widzimy. Czasem niewielki gest, zwykłe pytanie: czy coś się stało, dobre słowo, a być może zwykły uśmiech - zadziała jak katalizator, niekoniecznie czyjegoś całego życia, ale może choć tego jednego dnia.

Akcja "Sukienki z mgieł" Joanny M. Chmielewskiej toczy się w Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem, która jest właśnie takim katalizatorem, to "Miejsce, gdzie dobre myśli łatwiej odnajdują człowieka". Z pozoru przypadkowi klienci, zbłąkani wędrowcy, którzy napojeni cudownymi, aromatycznymi herbatami i kawami - bo to magiczne miejsce to kawiarnia, odnajdują nie tylko chwilę wytchnienia, ale i receptę na... lepsze życie.

Głównymi bohaterkami powieści są Weronika, właścicielka tytułowej kawiarni i Anastazja Karpieluk zwaną Krychą, sprzątaczka. Pozostali bohaterowie tworzą sieć połączeń, kontaktów, które tkają razem z wolna płynącą fabułę. Jest Endrju nastolatek, który na samym starcie jest skazany na porażkę, ponieważ jest oceniany przez pryzmat pochodzenia społecznego. Jest tajemniczy Małomówny z przyklejonym do rąk laptopem, Mateusz, który pija tylko jeden rodzaj kawy, Ala, która wygląda jak ugrzeczniona dziewczynka, są też Kora - autystyczna dziewczynka, która nie mówi i jej matka oraz wielu innych.
Dwie główne postaci żeńskie są bardzo kontrastowe. Poznajemy ich losy od dzieciństwa.
Weronika jest dzieckiem pochodzącym z domu, który media z pewnością nazwałyby dobrym. Jej rodzicami jest para doskonałych lekarzy, która poświęca się pacjentom, nie tylko po to, by zarabiać, ale ze względu na poczucie swojego rodzaju misji. Weronika dorasta pozostawiona samej sobie, mówi, że wychowały ją koty. To dziecko, które miało cichy i spokojny dom, w którym zawsze czekał posiłek, gdzie nikt nigdy nie wyrządził mu żadnej fizycznej krzywdy, które mogło mieć wszystko, co tylko chciało i zostać tym kim chciało

"Bóg milczy, lecz Weronika wie, że On ją słyszy. 
Jej rodzice nie wierzą w Boga. Oni wierzą tylko w to, co daje się dotknąć, zobaczyć, zbadać. Weronika nie może tego pojąć. Bo przecież powietrze też jest niewidzialne. I miłość. I fale radiowe. Też nie da się ich dotknąć. I gdyby tak Boga można było zbadać, to nie byłby Bogiem".

Anastazja z kolei pochodzi z rodziny patologicznej. Gdzie przemoc fizyczna była na porządku dziennym, a wszelkie pozyskane środki finansowe służyły zaspokajaniu głodu alkoholowego. W domu nie było spokoju, nie było ciepłych posiłków. Nigdy nie czuła się bezpieczna i stale pragnęła ratunku. Uciekała w książki, kochała poezję, ale niestety nie pozwolono jej rozwijać zainteresowań. 
Z pozoru dwie różne historie, ale tak naprawdę wiele je łączy. Każdy dramat ma inną twarz, dla każdego poczucie krzywdy i samotności ma inny wydźwięk, tak samo jak definicja szczęścia - zawsze jest czymś innym. Życia kobiet się splatają, czasem przenikają.

"Ale Anastazja dusiła się tym powietrzem gęstym od cierpienia, pretensji, nienawiści, wypełniającym mieszkanie, które dawno przestało być domem, 
a właściwie nigdy nim nie było".

Nie ma tutaj zawrotnej akcji, zwrotów, które przyprawiają o ból głowy, to fabuła opisująca zwykłe życie, które z różnych powodów stało się dla bohaterów drogą - jak się im wydaje, ku klęsce. To dość emocjonalna historia, z tych które dają nadzieję na lepsze jutro. Światło w mroku zdarzeń, które przygniotły i odebrały sens życia.
Język stosowany przez autorkę jest przyjemny, mimo stosowania czasem dosadnych opisów, nadal brzmi on dość poetycko. Irytowało mnie jednak ciągłe powtarzanie pełnej nazwy Piwnicy. Odbierało to trochę realizmu dialogom, bo kto rozmawiając ze sobą stale powtarzałby tak długą nazwę?  Podobały mi się za to rzeczywiste opisy życia obu dziewczynek i ich wewnętrzne przemyślenia, charakterystyki psychologiczne. Jak różne doświadczenia z dzieciństwa prowadzą do zaburzeń w życiu dorosłym i emocjonalnego rozbicia. Irytowała mnie czasem dorosła Weronika, która przeżywała miłosne rozterki na poziomie nastolatki i rzeczywisty problem jaki miała - mianowicie stan zdrowia - zepchnęła na drugi plan.


"Dawno temu wierzyła, że mieszkają tu szczęście... Bo przecież niby gdzie miałoby mieszkać, jeśli nie w tych wypieszczonych domkach z ogródkami, wśród eleganckich pań i panów jeżdżących najlepszymi samochodami, i dzieciaków ubranych jak z amerykańskiego filmu. Tak myślała, kiedy miała jedenaście, dwanaście lat".

To świetna lektura na zły dzień, na poprawę nastroju. Ale to nie powieść dla wszystkich. Dla jednych będzie nudną historią z gatunku: "po burzy zawsze wychodzi słońce", na której wynudzą się i zmęczą miotającymi się bohaterkami, których zachowania czasem mogą wydać się irytujące, czy nielogiczne. Ktoś kto w jakiś sposób podziela, którąś z tych dwóch historii, łatwiej zrozumie, ponieważ czy chcemy, czy też nie - wszystkich oceniamy przez pryzmat własnych doświadczeń. Stąd też dla tych, którym życie drogę ustawiło pod górkę i wbrew ich woli obdarzyło nadwrażliwością emocjonalną; to będzie lektura przy której odpoczną i nabiorą wiary, w to, że może być lepiej. Wiem jak to brzmi - jak filozofia z kioskowego poradnika za 1,50 zł, ale czasem proste wybory są tymi najtrudniejszymi i tzw. prawd oczywistych się nie dostrzega.
To książka o walce o siebie, o pogoń za marzeniami - niezależnie od tego czym one są.
O wierze w siebie i budowaniu poczucia własnej wartości, i odnalezieniu drogi do miłości, ale miłości do samego siebie.
7/10.


"A życie na szczęście się jeszcze nie skończyło. Zawsze można coś zmienić".


Wydawnictwo:Wydawnictwo MG

Data wydania: 17. sierpnia 2019

Liczba stron: 240

Kategoria: literatura piękna


Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...