Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz

Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz
Ponownie wybrałam się do Kozienic. Lubię to miasto, choć nigdy w nim nie byłam. Lubię jego mieszkańców i dobrze ich znam, mimo że nie istnieją.
Nie wiem jak Ewelina Matuszkiewicz, że pomimo stale przyrastającej liczbie bohaterów, ciągle pojawiających się nowych niciach powiązań, czytelnik, choćby chciał, to nie ma możliwości się pogubić.


 

Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz

 
„Cudne manowce” to trzecia część o mieszkańcach tego małego miasta. Czytałam je w dużych odstępach czasu, jednak kiedy zaczynam kolejną część to czuję się jakbym właśnie skończyła poprzednią (tym razem akcja trwa od 25 kwietnia do 4 maja).

Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz

W mieście jest nowy burmistrz, ale jest nam ta postać już dobrze znana (o ile czytaliśmy poprzednie części), i stara się ulepszyć to, co zastał. Jednak w Kozienicach nic nie jest pewne. Ktoś włamuje się do magazynów elektrowni i kradnie coś, co sprowadzi niebezpieczeństwo nie tylko na... maturzystów.
Wydaje się, że na ulicach szerzy się ekoterroryzm (pojawiają się na ścianach budynków napisy wzywające do zmian myślenia) i emerytowany policjant, ojciec Basi, znanej głównie z „Białego latawca”, będzie chciał tę sprawę wyjaśnić.
Jednocześnie Irmina, siostra jednego z maturzystów, przeżywa kryzys. Traci poczucie sensu. Chce ratować rodzinny biznes, a zatraca się w czytanej powieści. Czy rzeczywiście jest tak analitycznym umysłem? 
Wrócimy też do Mai i Maria. Pojawi się Krzysztof i sprawa poruszona w „Nocy Komety”. Powstaną nowe wątki, stare się rozrosną i powiążą z nowymi. 
Te książki można czytać osobno, Autorka tak prowadzi narrację, że ten kto nie czytał poprzednich części nie odczuje, że czegoś nie wie, a ten kto zna je wszystkie nie odniesie wrażenia powtarzalności.
Czyta się lekko i z zaciekawieniem, wszyscy mamy podobne problemy, to zwykli ludzie, bez wydumanych tragedii i niezrozumiałych potrzeb. Czasem po prostu zdarza się im zapomnieć, że najprostszą formą rozwiązywania konfliktów jest dialog.


Podczas czytania czuję się jakbym wszystkich tych ludzi znała, jakbym niektórych kojarzyła z ulicy, zakupów, czy zza płotu. 
Autorka tworzy coś na kształt sagi, ale sagi o mieszkańcach małego miasta. Bohaterowie są dla czytelnika jak rodzina, z przyjemnością się do nich wraca.

Zdarza mi się czytać powieści obyczajowe, ale nigdy do tej pory nie spotkałam się tak dużą plejadą postaci, rozrastającą się z każdą częścią, i to bez wrażenia chaosu.

Jak w przypadku poprzednich części, mamy w „Cudnych manowcach” cytaty z polskich piosenek (na końcu jest ich spis), a rozdziały to znowu kartki z kalendarza, i bardzo mi się ta forma podoba.
Wspomnę jeszcze o szacie graficznej, która również do mnie trafia. Każda z okładek jest pełna ulic, budynków i elementów znaczących dla fabuły - gratuluję takiej dbałości o szczegóły!

W przygotowaniu jest „Wieża samotności”, którą na pewno przeczytam.


Data wydania: 27 marca 2020
Liczba stron: 352
Kategoria: literatura obyczajowa

2 komentarze:

  1. Nie znam jeszcze pierwszej części, ale bardzo zakręciłaś mnie do tego, aby nadrobić zaległości.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam w moje skromne blogowe progi. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko nadrobię swoje recenzenckie zaległości na pewno do Ciebie zajrzę :) Przewiduję, że w weekend :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...