„Mimo że od dwudziestu lat tkwię w nałogu czytania, nie stałem się przez to innym człowiekiem”

Dzieje się coś dziwnego. COŚ niedobrego. Zmieniam się...

A zmian nie lubię. Budzą one we mnie niepokój.


Przedwczoraj skończyłam, trzykrotnie zasypiając w trakcie, "Galveston" Nica Pizzolatto i był tam taki cytat: "Mimo że od dwudziestu lat tkwię w nałogu czytania, nie stałem się przez to innym człowiekiem". Ta książka jest, dla mnie, (okrutnie) słaba, prosta w odbiorze. Fabuła to linia prosta, niczym nie zaskakuje, styl jakby pozlepiany z tekstów różnych autorów, ale... zaczęłam się zastanawiać nad tym wspomnianym zdaniem.

Naprawdę?


Naprawdę, moja ulubiona partykuła odkąd przeczytałam "Żywopłoty" Marii Karpińskiej (ale o tym... może jutro?), naprawdę czytanie nie zmienia?
To po co się czyta?

Lipali śpiewa tak:

"Gdy książek brak
Rozumu brak
Procesów brak
I wnętrza brak"


Zmieniłam się, naprawdę.

Czytam wszystko.

No prawie.
Erotyki są poza moim zasięgiem, choć nadal wierzę, że można je napisać dobrze. Obawiam się, że dziś nie doceniłabym książek, które podobały mi się kiedyś.
Zdradzę Wam, że właśnie czytam "Kuriera z Teheranu" Wojciecha Dutki, kontynuację "Kuriera z Toledo", którym byłam na swój sposób zachwycona, i nie mogę się odnaleźć.
Przesadna egzaltacja, ckliwość, sentymentalizm i ciągłe powtarzanie wszystkiego sprawiają, że nie mogę się zatopić w słowach, i opowiadanej historii.
Meczą mnie wszelakiej maści dreszczowce, które kiedyś uwielbiałam, tak jak zmęczyły mnie kryminały.
Czytam ich coraz mniej, bo wszędzie widzę schematyczność, wiem dokąd zmierza akcja zanim wydarzą się kluczowe momenty. Staram się docenić warsztat pisarski, ale sama treść schodzi na dalszy plan.
Zaczynam się skupiać na stosowanej retardacji, na powtórzeniach np. zaimków, mających nadać rytm, czy formę. Dlaczego taka, a nie inna narracja. Po co wrażenie dystansu, po co złudne poczucie realności.

Robię mniej błędów.

Umówmy się, że ten kto ich nie robi, to po prostu nic nie pisze.
Największy problem mam z interpunkcją, ale (chyba) jest lepiej niż było.
Chcę żeby w tekście był rytm, żeby się go dobrze i płynnie czytało.

Nie wytykam innym błędów.

Tak, widzę je nie tylko u siebie. W swoich tekstach oczywiście je poprawiam, czerwieniąc się przy tym jak uczniak. Innym palcem ich nie wskazuję. Popełniają je wszyscy, nawet ci pouczający innych, w tym korektorów. Prędzej czy później każdy zaczyna je dostrzegać, a jak nie, to co komu da pouczanie obcego człowieka?

Spostrzegam inaczej.

Doceniam słowa. To jak ktoś buduje zdania. Nie ma znaczenia czy są one długie, wręcz barokowe, pełne metafor, czy proste. Szukam w tekście przekazu. Symboli. Nie zawsze je znajduję, nie zawsze one są. Ale kiedy tekst pozwala na mnogość interpretacji, to doceniam go bardziej.
Kiedy czegoś nie rozumiem, to staram się zrozumieć. Naprawdę (!) nikt, nikogo nie skrytykuje kiedy przyznamy się, że nie wiemy co autor chciał nam przekazać. Nie trzeba swojej frustracji wyładowywać na pisarzu.
Tak zdziwaczałam, że potrafię wzruszyć się piękną, według mnie, metaforą, czy tym jak ktoś coś widzi.

Jestem świadoma tego, że nie znam się na literaturze.

Piszę o swoich wrażeniach, odczuciach. O tym, co dostrzegłam w przeczytanej historii. Staram się ważyć słowa i nie pisać oceniających tekstów, krzywdzących czytelników, czy autora. Dziś np. przeczytałam, że mogę być mało inteligentna, bo pozytywnie oceniłam pewną książkę. A kiedyś przypisano mi sędziwy wiek, bo nikt młodszy nie doceniłby kwiecistych porównań.
Naprawdę? Skąd bierze się w ludziach ta dziwna wyższość i chęć jej zamanifestowania?

Przestałam oceniać.

Nie oceniam książek w żadnej skali. Chyba, że muszę dodać opinię na którymś z portali, gdzie wymagana jest ocena przed dodaniem tekstu, wtedy po prostu nie mam wyjścia.
Nie jestem nauczycielem. Ani kimś, kto musi coś zmierzyć. Nie neguję ocen, każdy robi to, co uważa za słuszne. Chyba jestem cynikiem. Chyba, bo staram się patrzeć na świat inaczej. Pragnę wierzyć, choć często brakuje mi podstaw, ale wiara to wiara, nie wiedza. Mogę więc próbować.

Przestałam liczyć.

Nie liczę przeczytanych książek. Nie ma to już dla mnie znaczenia. Czytam.
Nie piszę o wszystkich przeczytanych książkach. Ale jak ktoś chce, czy musi, to proszę - może znajdę wśród nich coś dla siebie.

Nie używam zapożyczeń.

Byłam młoda, no dobra nadal jestem, zdarza mi się chlapnąć jakieś wyrażenie z języka angielskiego. Nie robię tego w opiniach o książkach, zdarzy się czasem jakiś thriller, nic ponadto. Język polski jest piękny, wiem, że niektóre określenia brzmią lepiej w innym języku, profesjonalniej, ale możemy mówić i pisać po polsku, nikt nam tego prawa nie odebrał.

Nie mam poczucia misji.

Wydawało mi się, że pisanie o książkach coś daje, coś zmienia. Wydawało. Mam świadomość tego, że piszę i istnieję w sieci w zamkniętym środowisku. Tak, zamknięty. Czasem ktoś spoza naszego "kręgu" zajrzy i skorzysta. Jednak, w większości, podglądamy siebie nawzajem. Mamy dyskutować o gustach, ale piszemy, że o nich się nie dyskutuje.
Napisz coś negatywnego o książce - to okaże się, że jesteś szczery - jedyny sprawiedliwy.
Napisz coś pozytywnego o książce - to może ktoś się odezwie, jak w ogóle przeczyta. Przeczytanie całości wypowiedzi to rzadkość, jak jednorożce. One istnieją. Na... prawdę :)
Kiedy ktoś pyta czy krytykowana przez niego książka komuś się jednak podobała i akurat jestem taką osobą, to odpowiadam wraz z argumentacją. Z reguły komentarz pozostaje bez odpowiedzi. Dziwna ta dyskusja Ty swoje, ja swoje i koniec. Flauta.


Smutne to, ale prawdziwe. Denerwowało mnie to, ale przestało. Nie zmienię tego. Zmienić mogę tylko siebie.

Zmienił się mój gust, zmieniła się moja wrażliwość, zmienił się poziom mojej wiedzy ogólnej, zmieniłam się ja i zmieniam się nadal. Bo mogę. Bo chcę.

Jednak zgadzam się z Royem Cadym, bohaterem "Galveston", książki nie mają mocy sprawczej. Mogą stać się punktem zapalnym, wprawić Cię w ruch, popchnąć, ale nie ruszysz jak sam tego nie chcesz.

Czytaj.


*naprawdę - przepraszam za nadużywanie tej biednej partykuły.


Parę słów o książce ze zdjęcia.
On jest śmiertelnie chory, On jest zły, On spotyka Ją. Ona jest młoda, Ona zarabia na życie świadcząc usługi seksualne. Ich drogi się krzyżują, jadą samochodem. Pojawia się jakieś dziecko. Źli ludzie i Oni. Pokaleczeni przez życie, pieniądze, motel, brutalność. Gęsta atmosfera. Fabuła odkrywcza jak rozwijanie motka wełny, choć ten łatwiej się poplącze. Styl raz dobry, a za chwilę jakby ktoś na kolanie dopisał fragment. Dialogi po prostu są.
Dlaczego, więc czytałam?
Trudno to wytłumaczyć, trudno to zrozumieć.
W mojej głowie czytał tę historię Mickey Rourke, w scenografii z Sin City.
Wyciszyłam się i w spokoju zasnęłam.
Pewnie zaraz bym o niej zapomniała gdyby nie to jedno zdanie...

10 komentarzy:

  1. Piękny post :) Ja tak ładnie pisać nie potrafię, ale chciałabym tylko powiedzieć (napisać...), że u mnie to właśnie książki najmocniej wpływają na to kim jestem, jak się rozwijam i jak się zmieniam. Nie mówię tu może o tym całkiem rozrywkowych, zwyczajnych kryminałach czy thrillerach, chociaż i one nie muszą być takie zwyczajne, jest trochę pisarzy, którzy potrafią coś głębszego w nich przemycić. Po lektury trudniejsze czy mądrzejsze sięgam może rzadziej, ale to właśnie na nich się uczę, zbieram nowe informacje, zmieniam się emocjonalnie, pogłębiam wrażliwość. Nie wiem czy tyczy się to też poprawy ortografii i stylistyki, aktualnie mam wrażenie, że idę w drugą stronę, ale może to po prostu wina zmęczenia i stresów. Chciałam jeszcze napisać o bookstgramowych rozczarowaniach, ale już 5 razy kasowałam to co napisałam, więc chyba jeszcze nie jestem gotowa wyrażać swoje zdanie dobitnie na ten temat ;) Chciałabym żeby więcej ludzi czytało, więcej ludzi rozumiało i więcej się uczyło wrażliwości społecznej i tym podobnych kwestii... Chcieć to móc? Nie wiem czy w tym przypadku, ale przynajmniej dokładam gdzieś tam swoją cegiełkę. Może nieumiejętnie, ale cóż... jestem tylko człowiekiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale nie wiem czyt to jest ładnie napisane :( i jeszcze mi się formatowanie tekstu rozsypuje i robi co chce, nie mam na to żadnego wpływu.
      Zmieniasz się, bo chcesz się zmienić. Książka z nikogo nie zrobi dobrego człowieka. Można czytać "wielkie dzieła" i być tym... kim się było. O jakich rozczarowaniach? O książkach czy o zachowaniu bookstagramerów?

      Usuń
    2. Książkowych rozczarowań raczej tak czy tak nie da się uniknąć, chodzi mi o zachowania wszystkich wkoło, nie tylko bookstagramerów, ale wszystkich, z którymi się to wiąże. Nawet sobą, bo chciałabym trochę inaczej, ale ciągle nie wychodzi. Ale nie chcę się na razie zgłębiać w temat, jak pisałam, chyba jeszcze nie jestem gotowa głębiej to roztrząsać...

      Też ma problem ostatnio z formatowaniem, nie wiem o co chodzi, ale każdy post dodaje mi się inaczej i nie umiem tego poprawić o_O

      Dla mnie ładnie napisane, nie dyskutuj, tylko przyjmuj komplement ;)

      A co do zmiany, to nie wiem, pewnie da się czytać bez przemyśleń i głębszych refleksji, ale po co wtedy sięgać po te ważniejsze czy więcej niosące tytuły? Dla poklasku? Pewnie tak. Może masz rację, nie wiem, wolę jednak przyjąć bardziej naiwną, pozytywną wersję ;)

      Usuń
  2. Dziękuję zatem. Wszystko mi się rozjeżdża. Tekst się dzieli, albo nie mieści na stronie i znika. Spisek.
    Też mnie wiele rzeczy mierzi. Chciałam kiedyś napisać o współpracach z wydawnictwami, bo wszyscy wokół marudzą, ale z nich nie rezygnują, a nie wydaje mi się, że oczekiwania wydawnictw są tak zasadniczo różne, do różnych osób, z którymi współpracują. Tylko nie wiem czy jest sens pisać cokolwiek. I tak nikt nie czyta. Albo czyta wybiórczo. Jak w każdej dziedzinie życia. Jak coś zmienić, jak stale człowiek godzi się na te czy inne rzeczy.
    Da się czytać bezrefleksyjnie. Kolekcjonuje się tytuły. Czyta się o tolerancji, a potem szereguje się ludzi. Nie odzywam się, obserwuję. Nie chcę nikomu mówić co widzę, jemu to nic nie da, oprócz podniesionego ciśnienia, a ja przyjmę baty, z których się nie podniosę. Dziwny jest ten świat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwny, to prawda. Chyba trochę tu nie pasuję ;)
      Co do pisania, to sens zawsze jest - może nie trafi w miliony, ale do kogoś na pewno. A i lepiej może czasem się uzewnętrznić, bo wtedy podobno łatwiej (napisałam to ja, tak która wszystko trzyma w sobie ;p). Może po prostu jesteśmy zmęczeni i nie chce nam się dyskutować, kiedy wiemy, że najczęściej i tak nic z tego nie wychodzi? Najczęściej tylko nerwy, irytacja i miliom niepotrzebnych myśli. Ale dobrze by było jednak czasem podjąć próbę, bez tego faktycznie nic się nie zmieni...

      Usuń
    2. Chciałabym wierzyć, że brak chęci do dyskusji wynika ze zmęczenia, a nie przekonania o własnej nieomylności. Wszystkie myśli, chyba, są potrzebne, jeżeli do czegoś prowadzą.

      Duszę w sobie wiele rzeczy, od jakiegoś czasu je spisuję, nie publikuję. Często kasuję, ale dopiero po jakimś czasie. To pomaga, na te frustracje. Innych ludzi nie uda się zmienić, można siebie.
      Dobrych lektur w tym tygodniu Ci życzę :D

      Usuń
  3. Książki są moim wiernym przyjacielem i nie wyobrażam sobie bez nich życia. Towarzyszą mi od zawsze i jestem pewna, że tak będzie na zawsze. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To piękne! Życzę Ci zatem samych świetnych książek :)

      Usuń
    2. papierowy olbrzym
      serdeczne dzieki za Twoje slowa o czytaniu, ksiazkach, myslach prowadzacych do...
      przepraszam za brak polskich znakow
      kochajaca prawdziwa wierna wieczna miloscia czytelniczka

      Usuń
    3. bardzo dziękuję za odwiedziny :) Miło mi, że KTOŚ mnie czyta :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...