Dlaczego? Wiwisekcja zbrodni - Andrzej Janikowski

Swego czasu czytałam praktycznie same kryminały przeplatane dreszczowcami i tak czytałam, że straciłam do nich zapał, bo ile można czytać podobnych fabuł? No... stale się nie da.Dziś czytam je zdecydowanie rzadziej i w sumie to nie wiem czy się w nich odnajduję, ale próbuję. 
 
Wiwisekcja zbrodni - Andrzej Janikowski

Wiwisekcja zbrodni - Andrzej Janikowski


„Wiwisekcja zbrodni” Andrzeja Janikowskiego może odstraszać objętością, bo choć lubimy czuć w ręce ciężar nowej książki, to najlepiej by miała ona około 350 stron, a tutaj mamy ich aż 576.

Głównym bohaterem jest Roman Sadowski - podkomisarz wrocławskiego wydziału do walki z terrorem kryminalnym. Sam podkomisarz jest już dość w swoim, typowym dla bohatera kryminału obciążeniu doświadczeniem, nietypowy. Tak, tak nietypowy.
Zanim znalazł się w szeregach policji próbował różnych opcji i jedna z nich była mocno „uduchowiona”. To człowiek wrażliwy i wykształcony wysławia się więc o wiele lepiej niż znani nam literaccy policjanci. Przyznaję, że to ciekawy pomysł i konsekwentnie realizowany na kartach „Wiwisekcji zbrodni”.

Sadowy ma pomocnika jest nim sierżant Jerzy Madrygałkiewicz. Para świetnie się uzupełnia w pracy i w dialogach.
Jest więcej postaci, które lubią sobie „pofilozofować”.

We Wrocławiu zaczynają się pojawiać okaleczone zwłoki, które na początku zdają się sugerować religijnego fanatyka, ale im więcej zwłok i poszlak tym, mniej zdaje się do siebie pasować.
Pojawiają się różne wątki, które w miarę jak akcja się rozwija uzupełniają się. Jest ich bardzo dużo.
Autor lubi się z historią powszechną i historią chrześcijaństwa, jest też fascynatem szachów i takie cechy posiada Roman Sadowski i takimi m. in. wątkami jest naszpikowana fabuła, która w niektórych momentach idzie pod rękę z sensacją.

Styl Pana Janikowskiego jest bogaty. Bohaterowie mówią dość wyszukanym słownictwem i nie ma w tym nic złego, bo rozumiem, że taki był zamysł. Wykształcenie i zainteresowania Sadowego do czegoś zobowiązują,n pozostaje w podobnym tonie. Trochę trudno mi jednak uwierzyć, że zwykli, podrzędni przestępcy stosowaliby określenia w stylu „rzutki”, mniej w tym przypadku znaczyłoby więcej - dodałoby, według mnie, realizmu.
Ogólnie cała kreacja językowa stoi w kontrze do brutalności z jaką mamy do czynienia na kartach „Wiwisekcji zbrodni”, kompletnie się tego nie spodziewałam - i w trakcie czytania zadawałam sobie pytanie: po co aż tak?, po co aż tyle? I chyba wiem...

Odniosłam wrażenie, że „Wiwisekcja zbrodni” to jest wiwisekcja każdej zbrodni.

Kiedy spotykamy się z brutalnością, z bestią w ludzkiej skórze, zawsze zadajemy sobie pytania:
- jak do tego doszło,
- dlaczego,
- skąd to się w mordercy wzięło,
a Andrzej Janikowski te możliwości nam przedstawia.
Zadaje też wiele pytań, np. o to ile jest zła w łapiącym takiego zwyrodnialca i czy da się patrzeć w otchłań, i samemu się złem nie skalać.

Dlaczego niektórzy są praktycznie predysponowani do łapania przestępców?

Wiele jest na kartach „Wiwisekcji zbrodni” rozważań o sensie życia, o tym do czego dąży człowiek i po co.

Autor zwinnie nawiązuje do bliższej i dalszej historii Polski, Wrocławia, ale nie tylko, bo i do popkultury, czy sytuacji politycznej, społeczno-ekonomicznej.
Czuć wiedzę na każdej ze stron tej powieści. Poczucie humoru Janikowskiego jest bardzo „moje”.
Znalazłam również ogrom świetnych metafor!, tylko nie wiem czy niektóre nie są za podniosłe jak na kryminał i ten ogrom okrucieństwa, który czytelnikowi serwuje - znowu to „mniej znaczy więcej”.

Czułam się jakbym oglądała serial, który pod płaszczem łatwo przyswajalnej sensacji przemyca wiele treści o historii człowieka i natury przemocy.




Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 24 czerwca 2020
Liczba stron: 576
Kategoria: kryminał

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...