Trzydzieści kopert - Ewa Mielczarek

„Trzydzieści kopert” to debiut literacki Ewy Mielczarek, animatorki kultury, spełniającej się, jak sama przyznaje, w bibliotece. Jest to także zrealizowane marzenie Autorki.

Główną bohaterką „Trzydziestu kopert” jest Hanna Mika, pracująca w krytej pływalni, będąca w przededniu trzydziestych urodzin. Hania uparcie twierdzi, że nic się jej w życiu nie udało. Czuje się samotna, żałuje wielu niepodjętych tematów, niezrealizowanych marzeń. Wtedy, z samonapędzającego się koła umartwień, ratuje ją przyjaciel - Robert, zwany ROBC. Wymyśla jako prezent noworoczny pudełko pełne kopert. W sprawę zaangażowana jest i kuzynka Roberta, przyjaciółka Hani - Michalina. Ja możemy się domyślać te koperty wpłyną na życie wszystkich bohaterów.

To dość krótka, bo zaledwie 222 stronicowa powieść, na jedno popołudnie lub wieczór.  Ciepła, a momentami i zabawna (motyw z Florence and The Machine bardzo mnie rozbawił) historia o poszukiwaniu szczęścia i miłości oraz emocjonalnym dorastaniu. Główna postać jest słodko naiwna, ale nie irytuje, wierzy ludziom i nie chce nikomu sprawiać przykrości. Jest tak skoncentrowana na codzienności, że nie zauważa tego, co się wokół niej odbywa, ani tego, jakie kto ma zamiary. Autorka poprzez to, co kryje się w tajemniczej „korespondencji” pokazuje jak (niektóre) prozaiczne dla nas czynności, mogą być dla innych ludzi czymś, z czym muszą się zmierzyć. Widać, że Pisarka śledzi jak kształtuje się nasza rzeczywistość, ponieważ ukazuje jak łatwo stać się „gwiazdą” memów i czym jest ruch #metoo. W fajny sposób nawiązuje do innej książki wydanej przez Fabrykę Dygresji, a mianowicie do: 10 zwykłych pytań do 100 niezwykłych ludzi - Emi Jakk.

Opowieść porusza tematy zarówno: późnego i zbyt wczesnego dorastania. Jak i związane z tym konsekwencje: nieprzemyślane, przypadkowe macierzyństwo, czy utknięcie w niezdrowej rodzinnej relacji, która prowadzi do niskiego poczucia własnej wartości, a co za tym idzie przytłacza i uniemożliwia samodzielne życie.
Znajdziemy tu również wątek dotyczący akceptacji osób w związkach tej samej płci.

Autorka na niewielu stronach skumulowała wiele tematów, ale dobrze je ze sobą połączyła. Przenikają się, uzupełniają i nie odnosi się wrażenia przesycenia treścią.
Brakuje mi jednak równowagi pomiędzy tym, co postać sama mówi (dialogi są bardzo realistyczne i jest ich wiele), a tym o czym opowiada trzecioosobowy narrator. Większej płynności w podawaniu informacji i przechodzeniu z rozdziału do rozdziału. Podobały mi się zabiegi z wstawianiem rozmów z sms-ów, budowało to więź między czytelnikiem a bohaterami, ponieważ to tak jakbyśmy zaglądali komuś, po prostu, przez ramię.


Mam nadzieję, że zajrzę jeszcze do Cukierniczki, która poniekąd przypomniała mi Piwnicę pod Liliowym Kapeluszem z książek Joanny M. Chmielewskiej
Sądzę, że Ewa Mielczarek ma potencjał do pisania historii poprawiających nastrój, umilających czas. Myślę, że jest to poniekąd dar płynący z Jej usposobienia, choć się nie znamy. Z przyjemnością sprawdzę, jak rozwija się jej warsztat.



Wydawnictwo: FABRYKA DYGRESJI
Data wydania: 15 kwietnia 2019
Liczba stron: 222
Kategoria: literatura obyczajowa

1 komentarz:

  1. Pierwszy raz czytam o tej książce. Będę miała ją na uwadze. 😊

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...