Chata na krańcu świata - Paul Tremblay

Chata na krańcu świata - Paul Tremblay
Najbardziej boję się dwóch rzeczy - pomijając choroby wszelakie - że ktoś obcy wtargnie do mojego domu, do mojej oazy bezpieczeństwa, i wizji osamotnienia w kompletnej, paraliżującej ciszy.
Często śni mi się, że za oknem sypialni ktoś stoi. Stoi i patrzy, i nie ma dobrych zamiarów. 

„Chata na krańcu świata” Paula Tremblaya zaczęła się, jak dla mnie, świetnie. Wen, adoptowana z chińskiego sierocińca przez Erica i Andrew, prawie ośmioletnia dziewczynka, łapie sobie pasikoniki, siedząc przed chatą, w której jej rodzina odpoczywa od codziennego zgiełku. Jej zabawę przerywa nadejście wysokiego mężczyzny, który przy drobnej budowie Wen, nie tylko przy niej zresztą, jawi się jako olbrzym. Nawiązuje z nią rozmowę, z której wynika, że obcy ludzie, z olbrzymem na czele, wtargną do jej domu i jej rodzina będzie musiała podjąć decyzję, która zaważy na losie ludzkości...
Tak, też się dzieje i Wen wraz z tatusiami zostaje zamknięta w chacie, zupełnie jak jej polne koniki w słoju.

Wstęp do historii napisanej przez Paula Trembleya, mimo że jest podany w czasie teraźniejszym (jak i cała opowieść), czego nie lubię, przekonał mnie do tego, że to będzie dobra, a może i mroczna rozrywka, przy której na pewno pojawią się jakieś emocje. Klaustrofobiczna chata, kochająca się rodzina, której spokój przerywa agresja obcych. Do tego biblijna symbolika, zagłada ludzkości, moralne dywagacje - kupuję to!

Z każdą przeczytaną stroną, kiedy rosła liczba retrospekcji i wyrazów w zdaniach kreślonych przez narratora zastanawiałam się w którą stronę Autor zmierza?
Po co to wszystko? Po co ten dysonans w wypowiedziach postaci i narratora?
Bohaterowie mówią stale to samo, czasem zdanie po zdaniu ma ten sam wydźwięk. Rozumiem, że rwana wypowiedź i powtarzanie imion bohaterów ma dawać złudzenie realizmu, strachu, jakiejś niezborności myśli, a nie jedynie przypominać czytelnikowi dramatis personae. Człowiek, kiedy się boi to nie myśli racjonalnie i zdania, które buduje dalekie są od liryzmu, czy jakiejkolwiek poprawności językowej. Jednak stawianie w kontraście do nich, długich, niekiedy barokowych zdań, jakoby manifestacji umiejętności ich budowania, wnosi jedynie chaos. Coś, co rozchodzi się w samej już budowie, po prostu mnie nudzi i żadne zabiegi z formą narracji, czy budowaniem napięcia, którego notabene nie zauważyłam, nie przyspieszą u mnie procesu czytania, nawet gdyby reszta powieści była dialogiem. Dlatego książkę czytałam kilka dni.
Ale może tak ma być i to jest właśnie to, do czego zmierza świat, według grupy która napadła na dom tej mało dziecięcej, jak dla mnie, bohaterki? I to ciągłe oglądanie telewizji...


Nie jest jednak tak że nie znajduję tu nic dobrego, poza wspomnianym początkiem. Autor doskonale wie, czego się boimy. Krwawe opisy są sugestywne, mogą wywoływać, u wrażliwszych odbiorców emocje, nie przeczę. Uważam również, że szafowanie formami wypowiedzi (np. osobą pierwszą) jest fajnym zabiegiem wprowadzającym czytelnika w stan, w którym nie wie czy to, co się w książce dzieje to jedynie zbiorowa histeria, czy może faktycznie świat zbliża się ku końcowi. Zakończenie jest idealne, przy tak prowadzonej opowieści, po prostu nie mogło być inne.


Nie interesowali mnie bohaterowie. Żaden z nich. Byli mi kompletnie obojętni tak, jak historia, którą opowiadali, a nie spodziewałam się przecież traktatu filozoficznego, czy wielkiej głębi, ani tym bardziej sensacji. Przebrnęłam przez książkę, z uwagi na niewielką liczbę stron i chęć zrozumienia fenomenu tej, przecież nagrodzonej, powieści. 

Dla mnie to przeciętna historia, oprawiona w bogatą i klimatyczną szatę graficzną przygotowaną przez niezawodnego Macieja Kamudę. Wydawnictwo Vesper przyzwyczaiło już nas, czytelników, do jakości wydań serwowanych przez nich publikacji. 


Niestety ta powieść kompletnie do mnie nie trafiła, ale i tak zachęcam do zapoznania się z nią samemu.



Wydawnictwo: VESPER
Data wydania: 15 kwietnia 2020
Ilość stron: 308
Tłumaczenie: Paweł Lipszyc
Ilustracje: Maciej Kamuda

2 komentarze:

  1. Mam w planach sięgnąć po tę historię i jestem ciekawa, jak ją odbiorę. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojojoj widzę, że książka zbiera coraz więcej niepochlebnych opinii... Również mam ją w planach, więc zobaczymy jak mi się spodoba, ale nie ukrywam, że zaczynam się trochę bać ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...