W pogoni za marzeniami - Hotel Aurora - Emilia Teofila Nowak

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz spędzałam urlop w polskich górach, to w mojej głowie zrodziło się marzenie posiadania pensjonatu. Im więcej lat miałam, tym bardziej narastała we mnie świadomość tego, z czym to się wiąże, więc ten młodzieńczy entuzjazm z każdym kolejnym rokiem opadał.

Dziś moja lista marzeń nie nosi już takiego zapisu. Ale innych ludzi, marzących o małym hoteliku, nadal rozumiem. 

Hotel Aurora - Emilia Teofila Nowak

 

Tytułowy „Hotel Aurora” stoi na tle pięknego i sielskiego krajobrazu Sudetów. Jest taki trochę zaniedbany, bo taki trochę zapomniany. 
Jego urokliwa nazwa nie wzięła się znikąd. Ma z tym związek pewne rzadkie, w Polsce, pogodowe zjawisko. Hotel miał służyć strudzonym górskim wędrowcom, przyjmować możnych z całego świata, a stoi i niszczeje. 
Zupełnie tak jak jego schorowany właściciel. 

Główna bohaterka powieści Antonina, przyjeżdża do hotelu Aurora za namową przyjaciółki, by pomóc w przywracaniu mu świetności. Owa przyjaciółka - Grażyna, jest córką właściciela, która pragnie z hotelu zrobić perłę w koronie Sudetów, z niewielką pomocą Antoniny - z niewielką, bo Antonina, zdaniem Grażyny, niewiele umie. Już w trakcie podróży Antkowi (tak każe na siebie mówić nasza protagonistka) w oko wpada pewien tajemniczy mężczyzna.
Obie dziewczyny są bardzo młode, pełne życia i pomysłów oraz kompletnie od siebie różne. Sprawiają wrażenie dopasowanych, niczym puzzle, przyjaciółek. Antonia jest (zwykle) wycofana, nie boi się ciężkiej pracy i nie ma potrzeby bycia na świeczniku, przynajmniej oficjalnie. 
Grażyna za to nie lubi się męczyć, pewnie powiedziałaby o sobie, że: pracuje mądrze. Lubi za to sama się chwalić, nieważne, że nie ma za co. Do tego jest głośna i podkreśla swój, taki niby-luźny, styl bycia wulgaryzmami. 
 
Bohaterów w „Hotelu Aurora” nie brakuje. Prawie każdego wyróżnia rzadko spotykane imię, bądź pseudonim, więc (teoretycznie) nie istnieje prawdopodobieństwo zagubienia się w ich losach. Większość łączy jednak pewna wyjątkowość, wyjątkowość pochodzenia. To, prawie, same powszechnie znane persony, w tym pisarze, i ich pokręcone losy. 
Mamy tu wiele motywów: toksyczne relacje, małżeństwo zawarte z powodu ciąży, choroba psychiczna, trudne dzieciństwo, czy nawet pedofilia. 
Ta wielość poruszanych problemów może przytłaczać. 
I tak było w moim przypadku. 
 
Błądziłam po pokojach Aurory otwierając kolejne drzwi, za którymi zawsze się wiele działo. 
Nie przepadam za celebrytami i ich potrzebą bycia wyjątkowym, pewnie dlatego czułam się w tym hotelu uwięziona. 
Historia babci Maryny, powiązane z nią sny i to jak wpływały na główną bohaterkę, naprawdę mi się podobała.
 
Lubię powieści obyczajowe za realizm i możliwość nawiązania bliskiej relacji, że tak to nazwę, z bohaterami. Za przyziemność, robaczywą, ale przyziemność.
Rozumiem poszczególne dramaty i chęć opowiedzenia o nich, ale dla mnie tego jest zdecydowanie za dużo.  
Czułam się trochę jakbym oglądała serial, w którym każdy odcinek przedstawia inną historię. Byłam w Aurorze długo. Odkładałam książkę i wracałam do niej, zupełnie jak do powieści w odcinkach.

W treści pojawiają się dość często żarty, te słowne i sytuacyjne, ale poczucie humoru jest sprawą bardzo indywidualną i niestety w ogóle się nie uśmiałam. 
 
Odnotowałam kilka niejasności, np. nie wiem o co chodziło z „Oszukać przeznaczenie” i Bruce'm Willis'em, czy to błąd, czy może żart, którego nie zrozumiałam. Co łączy ten film i tego aktora?, tego niestety nie wiem. 
W fabule pojawia się i wątek Świadków Jehowy. 
Moje doświadczenia z tym zgromadzeniem nie są aż tak ponure, ale rozumiem, że ta historia została przedstawiona w oparciu o kwerendę, mimo wszystko trudno mi w nią uwierzyć, może po prostu mała ma wiara. Jedną z bohaterek jest dziewczyna wykluczona z tego zgromadzenia, która opowiada, że miała indywidualny tok nauczania, a później wspomina jak to śmiano się z niej w szkole. Czyżby to redakcja zawiniła?

Znam Autorkę z jej debiutanckiej powieści „Piromani”, dlatego zdecydowałam się „Hotel Aurora” przeczytać, jednak kompletnie do mnie ta powieść nie trafia, chociaż doceniam chęć poruszenia trudnych motywów w lekkiej formie. 

„Hotel Aurora” to, w największym uproszczeniu, historia o definiowaniu własnych marzeń, kiedy to po drodze okazuje się, że nie są tym, czym się nam na początku wydawały. O zrywaniu toksycznych relacji, o przemianie, dorastaniu i dojrzewaniu. Być może mam po prostu zbyt wiele lat, by zrozumieć główną bohaterkę i jej drogę do wolności, również tej natury erotycznej, bo i takie wątki w książce są.
Dla mnie żadna relacja, która opiera się na czerpaniu korzyści budujących pozycję finansową, zawodową czy jakąkolwiek inną, nie jest zdrowa. 
Może jestem niedzisiejsza. 
 
Zachęcam by sprawdzić samemu jaką opowieść, czy też opowieści oferuje Emilia Teofila Nowak, by móc wyrobić sobie własne zdanie.



Wydawnictwo: Szara godzina
Data wydania: 20 lipca 2020
Liczba stron: 368

Kategoria: literatura obyczajowa

4 komentarze:

  1. Zachwycają mnie Twoje zdjęcia, są tak przemyślane i bije z nich jakaś wrażliwość. :)
    A książka dopiero przede mną. Chcę tylko powiedzieć, że bardzo doceniam recenzje, w których czytelnik w taki stonowany sposób pokazuje wady książki i potrafi je uargumentować. Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. To, co mi po prostu nie leży, komuś innemu może nie tylko nie przeszkadzać, ale się podobać. Staram się ubrać myśli w słowa, bez krytykanctwa. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Nie czuję by była to książka dla mnie. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mi to ocenić, Twoje odczucia mogą być inne niż moje :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...