Ballada ptaków i węży - Suzanne Collins - ZAPOWIEDŹ

Ballada ptaków i węży - Suzanne Collins - ZAPOWIEDŹ

Za niecały miesiąc, tj. 17 czerwca, ukaże się prequel trylogii „Igrzyska śmierci” - „Ballada ptaków i węży”.  Nie wiem czy istnieje na świecie ktoś, kto nie słyszał o tym cyklu, choćby w wersji filmowej. Książki skierowane są „teoretycznie” do młodzieży, ja już dawno się do tego grona nie zaliczam, a wrażenia z lektury i tak mam bardzo dobre. 
Niebawem, co nie co, o nich opowiem.

 


Ambicja go napędza.

Rywalizacja go motywuje.

Władza jednak ma swoją cenę.

W nowej powieści, Ballada ptaków i węży, Dziesiąte Głodowe Igrzyska rozpoczyna poranek dożynek. W Kapitolu osiemnastoletni Coriolanus Snow zamierza skwapliwie skorzystać z szansy, jaką jest rola mentora, i zdobyć sławę. Potężny niegdyś ród Snowów podupadł i niepewny los Coriolanusa zależy teraz od tego, czy zdoła on pokonać innych mentorów urokiem osobistym i sprytem.
Tyle że los nie bardzo mu sprzyja. W udziale przypadła mu dziewczyna z Dystryktu Dwunastego, najbiedniejszego z biednych. Losy obojga splotą się ciasno – każda decyzja, którą podejmie Snow, może prowadzić do sukcesu lub porażki, triumfu lub klęski. Na arenie rozgrywa walkę na śmierć i życie, ale poza areną zaczyna się w nim budzić współczucie… Tylko jak postępować według zasad, gdy pragnie się przetrwać za wszelką cenę?


W poniższym filmie Autorka - Suzanne Collins - czyta fragment 
„Ballady ptaków i węży”. 
Na stronie wydawnictwa Media Rodzina 
można pobrać również darmowy fragment powieści. 

 


Książka ukaże się w przekładzie Małgorzaty Hesko-Kołodzińska i Piotra Budkiewicza, w szacie graficznej nawiązującej do okładek trylogii.


*materiały pochodzą ze strony wydawnictwa Media Rodzina.


Efekt Rosie - Graeme Simsion

Efekt Rosie - Graeme Simsion

Efekt Rosie - Graeme Simsion
„Efekt Rosie” to druga część cyklu o Donie Tillmanie, genetyku z Zespołem Aspergera (o pierwszej części pisałam już tutaj Projekt „Rosie”).
Don wraz z Rosie przenieśli się do Stanów Zjednoczonych. Mężczyzna powoli oswaja się z myślą, że nie jest już sam i cieszy się obecności wymarzonej kobiety w swoim życiu. Para próbuje się dopasować i całkiem dobrze im idzie. Jednak pozorny spokój u Dona burzy pojawienie się informacji o ciąży. Kiedy w grę wchodzi nieplanowane potomstwo bohater czuje się na początku zanadto przytłoczony. Nie ucieka jednak od obowiązków i opracowuje kolejny projekt - „Dziecko”. 

Efekt Rosie - Graeme Simsion

 

Efekt Rosie - Graeme Simsion


Mistrz procesu w pełnej krasie. Doszkala się, planuje, kupuje. Przy okazji irytując trochę ciężarną.
Do pary dołączy znany z pierwszej części przyjaciel Dona i pojawią się nowe postaci. Nie zabraknie również gaf.
Bardzo dobrze bawiłam się podczas czytania Projektu „Rosie”, ale przy drugiej części śmiałam się dużo więcej...
Don i Rosie nie są typową parą. W związku z tym starają być wobec siebie jak najbardziej jednoznaczni, żeby Don nie musiał się niczego domyślać. Sprawiają wrażenie pary mówiącej sobie wszystko wprost, aby uniknąć nieporozumień. Okazuje się jednak, że nawet najbardziej logiczny człowiek czasem nadinterpretuje i wyciąga wnioski z błędnego założenia, też zdarza mu się mylić.
Ilość problemów na jakie napotyka nasz genetyk jest dużo większa niż wtedy kiedy szukał żony. Częste niedopowiedzenia wywołują falę komicznych w wymowie zdarzeń.
Ale to nie tylko komedia. Autor zahacza o wiele różnych tematów, m. in. budowania opinii o sobie na postawie kłamstwa, przyjętego wizerunku, uprzedzeń - nawet u ludzi zawodowo zajmujących się pomocą parom, przytłoczenia zbliżającym się rodzicielstwem, nieumiejętności nazywania i sygnalizowania własnych potrzeb. Wskazuje na problemy rodzicielskie wynikające z braku zwykłego dialogu. 
Podoba mi się, że związek dwojga ludzi został pokazany z perspektywy mężczyzny (w tym też tkwi „siła” cyklu o Donie, wyróżnia się na tle większości opowieści o związkach pisanych przez kobiety i z perspektywy kobiety), wyjątkowego, ale pomimo to widoczne są różnice, pomiędzy postrzeganiem codzienności, wynikające z płci. 

Język, styl wypowiedzi jest podobny do tego z projekty „żona”, stylizowany trochę na mowę naukowca.

Nie można jednak, o czym wspomina sam Autor w podziękowaniach, brać tej książki jako pewnik, jako studium przypadku, nie jest to przecież żaden podręcznik, a jedynie fikcja. Nawet żona Autora, z zawodu profesorka psychiatrii, nie odnosi się do szerzonej przez przyjaciela Dona teorii. 

Czekam na trzecią część, której premiera została niestety przesunięta, chyba z uwagi na pandemię i spodziewałabym się jej dopiero około października :)
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 30 kwietnia 2016
Liczba stron: 440
Kategoria: literatura piękna
Tłumaczenie: Maciej Potulny
Projekt „Rosie” - Graeme Simsion

Projekt „Rosie” - Graeme Simsion

Projekt „Rosie” - Graeme Simsion
Graeme Simsion był kiedyś programistą, specjalistą od baz danych. Jest autorem uznanego podręcznika modelowania danych, miał również firmę konsultingową. Zapisał się na kurs dla scenarzystów i jego scenariusz Projekt „Rosie” zdobył prestiżową nagrodę Australian Writers Guild/Inception Award za najlepszy scenariusz komedii romantycznej. Później na kanwie tego scenariusza stworzył powieść, za którą otrzymał Victorian Premier's Award dla najlepszej niewydanej książki, w przeciągu kilku miesięcy prawa do niej kupiło ponad 30 krajów.
Ja przygodę z twórczością Graema Simsiona rozpoczęłam od „Na szlaku szczęścia”, czyli od książki, którą napisał wspólnie z żoną, profesorką psychiatrii i autorką romansów erotycznych - Anne Buist.
 
 

Projekt „Rosie” - Graeme Simsion


Projekt „Rosie” opowiada historię Dona Tillmana, genetyka z zespołem Aspergera. Don to 39-latek, ma ugruntowaną sytuację ekonomiczną - pracuje na uczelni, ma mieszkanie, nie posiada nałogów, ale nie jest zbyt dobry w kontaktach społecznych, z uwagi na wspominany zespół Aspergera. Tillman ma tylko dwójkę przyjaciół, małżeństwo, które podobno przedstawia model otwartego związku, ma rodzinę, ale nie utrzymuje z nimi bliższych kontaktów.
Jest niezwykle zorganizowany, jest mistrzem efektywnych procesów, nie marnuje czasu - zawsze przychodzi na spotkania punktualnie, nigdy przed czasem - rodzi to możliwość powstania niepotrzebnych interakcji. Jest niesamowicie logiczny, uwielbia kiedy wszystko jest przewidywalne, kiedy ma zaplanowany dzień co do minuty. Od innych oczekuje jasnych komunikatów. Wszystko to powoduje, że nie potrafi nie tylko odnaleźć się wśród innych ludzi, ale nie potrafi znaleźć partnerki. Umawia się na randki, ale kiedy znowu mu nie wychodzi, to wpada na pomysł stworzenia kwestionariusza. Umysłem naukowca opracowuje pytania, które mają mu pomóc odnaleźć idealną kandydatkę na żonę. Pomysłem dzieli się z przyjaciółmi i wprowadzają go w życie.
Tymczasem na jego drodze staje Rosie Jarman, młoda kobieta, dorabiająca jako barmanka, będąca kompletnym przeciwieństwem ideału Dona. Ona również kogoś szuka. Profesor Tillman, jako genetyk, udziela jej pomocy.

Projekt „Rosie” - Graeme Simsion

Z uwagi na zaburzenie rozwoju w spektrum Autyzmu, jakim jest Zespół Aspergera, główny bohater popełnia wiele gaf. Nie wie czego wymaga od niego społeczna etykieta, nie potrafi odczytywać ukrytych przekazów, wszystko interpretuje na własny sposób.
Książka jest nacechowana humorem sytuacyjnym, ale nie w prześmiewczym tonie, można zrozumieć to jak postrzega świat, zrozumieć jak interpretuje komunikaty. Zrozumieć jego „inność”.
Autor zastosował narrację w osobie pierwszej. Sposób w jaki bohater interpretuje wszystko to, czego jest świadkiem i to jak się wysławia, jest dla mnie bardzo dobra kreacją, po prostu wierzę Profesorowi Tillmanowi.

Don zmaga się z codziennością, wybiera się do restauracji w kurtce z  goretexu zamiast w garniturze, bo według niego to jest odpowiedni strój, a informacja na stronie lokalu nie była dość jasno sformułowana.
Innym razem kiedy już wie, jak mu się wydaje, czego oczekują od niego ogólnie przyjęte normy społeczne, przywdziewa frak, mimo że pozostali są w zwykłych garniturach. Próbuje się „dostosować”, ale nie bardzo mu się to udaje.
Każdy kontakt fizyczny z drugim człowiek wzbudza w nim coś na kształt niepokoju.
Wszystko mówi wprost, nie potrafi przywdziewać masek i ubierać w delikatne słowa tego, co chce powiedzieć.
Do tego życie wywraca mu się do góry nogami, traci kontrolę nad planem dnia, który determinował całą jego dotychczasową egzystencję.

Projekt „Rosie” opowiada o poszukiwaniu swojego miejsca w społeczeństwie, które funkcjonuje według umownych zasad i każde odstępstwo od nich karze wykluczeniem. Miły, dobry człowiek, z ogromną wiedzą jest bardzo samotny.
Okazuje się jednak, że osoby bez zaburzeń rozwoju potrafią mieć z kolei inne zaburzenia behawioralne i czuć się podobnie do niego.
Każdy gra jakąś rolę, zamiast spróbować być sobą.

To również opowieść o miłości, która przychodzi wbrew orzeczeniom naukowych kwestionariuszy i nie ma nic wspólnego z logiką.

Co jakiś czas Don trafnie podsumowuje społeczeństwo, wskazuje na różne często emocjonalne pobudki, które nami kierują, których nie potrafi zrozumieć.
„Dlaczego skupiamy się na jednych sprawach kosztem innych? Zaryzykujemy życiem, żeby uratować tonącego, a nie przekażemy darowizny na cel charytatywny, który mógłby uchronić kilkanaścioro dzieci przed głodem”.

To czuła, zabawna opowieść o niesamowicie mądrym człowieku, którego gubiło tyko trochę inne postrzeganie rzeczywistości. Tak bardzo chciał być kochany, że był gotowy stać się kimś innym.
Z ogromną przyjemnością sprawdzę jak potoczyły się dalsze losy tego wyjątkowego bohatera w kolejnej części cyklu.


Projekt „Rosie” - Graeme Simsion
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2013
Liczba stron: 320
Kategoria: literatura piękna
Tłumaczenie: Maciej Potulny


Gdy ucichną miasta - Katarzyna M. Jurkowska

Gdy ucichną miasta - Katarzyna M. Jurkowska

Gdy ucichną miasta - Katarzyna M. Jurkowska
Dzień, jak każdy inny. Nic nie zwiastuje tego, co ma się za chwilę wydarzyć. A wydarzy się wiele. Świat, który znamy przestanie istnieć. Ula, główna bohaterka „Gdy ucichną miasta” w momencie zakończenia naszej mozolnej codzienności ma 15 lat i jest w szkole. Rozpoczyna się wojna i panuje totalna dezorientacja. Ula ma jednak szczęście, bo jej rodzice z racji wykonywania zawodów, w takich wypadkach uprzywilejowanych, tata jest wojskowym, umiejętnie organizują ewakuację swojej rodziny. We wszechświecie wszystko dąży jednak do równowagi i szczęście Uli, równoważy pech.
Bohaterka będzie musiała odnaleźć się w nowej rzeczywistości, dostosować się żeby przeżyć, ale i odkryć: kim jest, bo ktoś Ulę zmienił.

Od czasu do czasu lubię przeczytać książkę, która pokazuje, że najgorsze dopiero przed nami. Wspomnę też, że lubię science fiction.
Brawo dla Autorki za trochę ironiczny ton wypowiedzi, za wytykanie nam ignorancji, zapadnięcia się niejako w wirtualny świat i nieumiejętność postrzegania życia tak po prostu, po ludzku. Nic się nam nie chce, czasem nawet wstać z krzesła, najlepiej żeby było obrotowe, samojezdne, i myślące za pasażera. Koncentrujemy się na rzeczach mało ważnych, kiedy obok ktoś składa bombę, czym ona by faktycznie nie była. 

Plus również za orientację w świecie i wizję, do której realizacji nieuchronnie zmierzamy. Jednak po książce dotykającej problematyki modyfikacji DNA, która nas i tak czeka, ponieważ po nic nie mapowaliśmy ludzkiego genomu, oczekuję by mi opowiedziała jak do tego doszło. Choćby w uproszczonej wersji, ale jednak nawiązującej do naukowej.
Mnie, może dlatego, że jestem po prostu zbyt dorosła na tę lekturę, interesowało jak dochodziło do kolejnych zmian w organizmie Ulki. Jakim cudem to wszystko postępowało? Skąd te kolejne zmiany? Są wprowadzone wstawki dotyczące twórcy C-71 i C-72, ale samego procesu powstania tego cuda nie zauważyłam.

Poprzez ciągłe dokładanie wydarzeń, czułam się trochę jak na jarmarku, wszystko kolorowe i hałaśliwe, i do tego stale się obraca.
Według mnie, Autorka wpadła w sidła mody na ciągłe zaskakiwanie czytelnika, a może jak wspomniałam wcześniej, to książka dla młodzieży, gdzie liczą się tak naprawdę relacje między ludzkie, emocje i dorastanie - a nie naukowe umocowanie.
Raził mnie również przeskok o trzy lata do przodu, mnie by bardziej interesowała adaptacja Ulki i jej nowych znajomych w nowej rzeczywistości. Chyba (?) powinni się załamywać, zmieniać, hardzieć, albo odpadać jako słabsi.
Mało tła, ale zdań wiele. 

Przeczytałam w jedno popołudnie, nie dlatego, że tak przepadłam w fabule...
Tam, jak już wspomniałam, jest wiele zdań, które krążą wokół tego samego problemu, dodając książce objętości.
Nie jestem żadnym znawcą, jednak od samego początku nasuwała mi się myśl, że przydałby się dobry redaktor, który by tę historię usystematyzował.

Miała, chyba być to opowieść w stylu amerykańskim, czyli: patos, wybuchy, modyfikacje genetyczne i walki, ale w polskich warunkach, no i wyszło trochę (jak dla mnie) karykaturalnie. Niestety.

Wydawnictwo: FABRYKA DYGRESJI
Data wydania: 12 listopada 2019
Liczba stron: 460
Kategoria: fantasy, science fiction, fantastyka

QualityLandia - Marc-Uwe Kling - Zapowiedź

QualityLandia - Marc-Uwe Kling - Zapowiedź


27 maja 2020 roku premierę będzie miała „QualityLandia”, której Autorem jest Marc-Uwe Kling - niemiecki pisarz, autor tekstów piosenek i komik. Książka w kraju Autora znajdowała się przez kilka miesięcy na liście bestsellerów. Obecnie trwają prace nad serialem HBO, który powstanie właśnie na jej podstawie. Sprzedaż na świecie sięgnęła pięciuset tysięcy egzemplarzy. W Polsce ukaże się nakładem Wydawnictwa NieZwykłego. Książkę już czytałam i postanowiłam objąć ją patronatem medialnym. Bliżej premiery opublikuję szeroką opinię, a tymczasem poniżej zostawiam opis przygotowany przez wydawnictwo.



Witajcie w QualityLandii – najlepszym kraju na świecie. Tutaj specjalny system określi predyspozycje zawodowe każdego członka społeczności. Automatyczny serwis dobierania w pary wskaże odpowiednich partnerów, a nawet pomoże podczas rozstania z ukochanym lub ukochaną, jeżeli idealny kandydat nie okaże się wystarczająco idealny. Ponadto niezawodny algorytm największego sklepu wysyłkowego na świecie – TheShop – będzie dokładnie wiedział, czego potrzebujesz, i to jeszcze zanim o tym pomyślisz. Mało tego, dostarczy ten produkt pod twoje drzwi, nim złożysz zamówienie.

W QualityCity mieszka Piotr Bezrobotny, złomiarz zajmujący się utylizacją wszelkiego typu maszyn, które z jakiegoś powodu nie działają zgodnie z oczekiwaniami (jakiekolwiek naprawy w mieście są surowo zabronione). Piotr jednak nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, w wyniku czego wiele urządzeń wiedzie w jego piwnicy nowe życie. Pewnego dnia Piotr niespodziewanie otrzymuje ze sklepu TheShop produkt, którego nie tylko nie zamawiał, ale który – jego zdaniem – jest mu całkowicie zbędny. Decyduje się go zwrócić, chociaż tym samym podejmuje ogromne ryzyko. Jeżeli bowiem to zrobi, udowodni, że idealny algorytm wcale nie jest doskonały – a to może podkopać fundament, na którym opiera się idea QualityLandii. 


Ta opowieść to przerażające i zdecydowanie zbyt zabawne spojrzenie na naszą przyszłość, do której definitywnie za szybko zmierzamy. Szybciej, niż mamy odwagę przyznać. 




PREMIERA: 27 MAJA!
Raróg - Anna Sokalska

Raróg - Anna Sokalska

Raróg - Anna Sokalska Ze stylem Anny Sokalskiej spotkałam się już w „Opowieściach z Wieloświata” („Wiedźma”, „Żertwa”, „Kuglarz”) i bardzo przypadł mi do gustu.
Autorka nie boi się eksperymentów z formą, lubi zdania wielokrotnie złożone, co jest dziś chyba już rzadkością i zawsze „mówi” między wierszami. 

„Opowieści z Wieloświata” były osadzone głównie w fantastyce, z uwagi na nawiązywanie do mitologii słowiańskiej.  
„Raróg” również jest przesiąknięty odniesieniami do naszej rodzimej mitologii, jednak w zupełnie innej formie. Przejawia się ona w nazwiskach bohaterów, w pseudonimach, czy w wewnętrznej walce jaka zachodzi w głównej bohaterce.

Sonia Kosowicz, bo tak nazywa się protagonistka, jest córką bossa lokalnej mafii, który został zamordowany latem 1985 roku, kiedy miała ona zaledwie 5 lat. Kobieta żyje pragnieniem odkrycia prawdy: kto stał za śmiercią jej taty (Wołosa) i co się stało z jej matką. Czuje, że dopóki tego nie odkryje nie będzie mogła żyć własnym - normalnym życiem, z „dobrym mężczyzną” u boku.
Mimo tego, że Wołos nie żyje, mafia nie zasypia gruszek w popiele, spokój był tylko złudzeniem.

Pojawiają się zwłoki młodej kobiety i rozpoczyna się jednocześnie: śledztwo - w celu ustalenia, kto i dlaczego zabił, w szeregach mafii rozpoczynają się czystki, a Sonia jest coraz bliżej odkrycia własnej przeszłości.
Wszystko się ze sobą miesza, w niektórych momentach nawet bardzo, z uwagi na narrację z perspektywy głównej postaci, która miewa problemy z ustaleniem tego, co istnieje, a tego co się jej jedynie wydaje, a to ona przecież prowadzi śledztwo.

Myślę, że mogę pokusić się na stwierdzenie, że powieść dzieli się na dwie części. Wątek kryminalny, zawiązany na początku, który, mniej więcej w połowie, zaczyna schodzić za dalszy plan, zostaje zdominowany przez życie wewnętrzne bohaterki. Jej rozważania na temat niejako dziedzicznej powinności kroczenia drogą przestępstwa, walczą z tym, jak żyje, jest przecież przedstawicielką prawa. Im bardziej zapada się w mroczne podwoje gangsterskich powiązań, tym bardziej traci jasność oceny sytuacji, a tkwiąca w głowie „pamiątka” jej tego nie ułatwia. Sonia patrzy, ale nie widzi. Wycofuje się do siebie i jej życie duchowe niejako przejmuje rolę narratora.
I tu obawiam się trochę o utrzymanie zainteresowania czytelnika literatury kryminalnej.

Anna Sokalska stworzyła opowieść niestereotypową, niebanalną. Kroczy, chyba, po nieodkrytych jeszcze terenach. Sądzę, że jest to dobra droga, widać że Autorka się nie boi i nie wpada w pułapkę schematów.
Nawiązuje do mitologii słowiańskiej w sposób przemyślany i nienachalny. Pokazuje, że odwołania do różnych religii, symbole można odnaleźć wszędzie, bo są one związane z filozofią, która, chcąc nie chcąc, wypełnia życie każdego człowieka, a rozważania na temat wolicjonalości zawsze będą przedmiotem dyskursów na różnych polach.

Jak dla mnie Pani Sokalska pokazała, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych i że jest w stanie połączyć wiele swoich zainteresowań w jednej historii i nie przesadzić.
Nie wiem jednak, czy trafi ze swoim bogatym stylem wypowiedzi, do szerokiego grona odbiorców. Nie potrafię tego przewidzieć, choć obserwuję z uwagą jak czytelnicze gusta się kształtują. 
Życzę jej tego z całego serca, bo podobnie jak Ona lubię słowa i nieograniczone możliwości jakie daje ich zmyślne łączenie.






Wydawnictwo: Lira

Data wydania: 22 maja 2020
Liczba stron: 336
Kategoria: kryminał psychologiczny
Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz

Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz

Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz
Ponownie wybrałam się do Kozienic. Lubię to miasto, choć nigdy w nim nie byłam. Lubię jego mieszkańców i dobrze ich znam, mimo że nie istnieją.
Nie wiem jak Ewelina Matuszkiewicz, że pomimo stale przyrastającej liczbie bohaterów, ciągle pojawiających się nowych niciach powiązań, czytelnik, choćby chciał, to nie ma możliwości się pogubić.


 

Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz

 
„Cudne manowce” to trzecia część o mieszkańcach tego małego miasta. Czytałam je w dużych odstępach czasu, jednak kiedy zaczynam kolejną część to czuję się jakbym właśnie skończyła poprzednią (tym razem akcja trwa od 25 kwietnia do 4 maja).

Cudne manowce - Ewelina Matuszkiewicz

W mieście jest nowy burmistrz, ale jest nam ta postać już dobrze znana (o ile czytaliśmy poprzednie części), i stara się ulepszyć to, co zastał. Jednak w Kozienicach nic nie jest pewne. Ktoś włamuje się do magazynów elektrowni i kradnie coś, co sprowadzi niebezpieczeństwo nie tylko na... maturzystów.
Wydaje się, że na ulicach szerzy się ekoterroryzm (pojawiają się na ścianach budynków napisy wzywające do zmian myślenia) i emerytowany policjant, ojciec Basi, znanej głównie z „Białego latawca”, będzie chciał tę sprawę wyjaśnić.
Jednocześnie Irmina, siostra jednego z maturzystów, przeżywa kryzys. Traci poczucie sensu. Chce ratować rodzinny biznes, a zatraca się w czytanej powieści. Czy rzeczywiście jest tak analitycznym umysłem? 
Wrócimy też do Mai i Maria. Pojawi się Krzysztof i sprawa poruszona w „Nocy Komety”. Powstaną nowe wątki, stare się rozrosną i powiążą z nowymi. 
Te książki można czytać osobno, Autorka tak prowadzi narrację, że ten kto nie czytał poprzednich części nie odczuje, że czegoś nie wie, a ten kto zna je wszystkie nie odniesie wrażenia powtarzalności.
Czyta się lekko i z zaciekawieniem, wszyscy mamy podobne problemy, to zwykli ludzie, bez wydumanych tragedii i niezrozumiałych potrzeb. Czasem po prostu zdarza się im zapomnieć, że najprostszą formą rozwiązywania konfliktów jest dialog.


Podczas czytania czuję się jakbym wszystkich tych ludzi znała, jakbym niektórych kojarzyła z ulicy, zakupów, czy zza płotu. 
Autorka tworzy coś na kształt sagi, ale sagi o mieszkańcach małego miasta. Bohaterowie są dla czytelnika jak rodzina, z przyjemnością się do nich wraca.

Zdarza mi się czytać powieści obyczajowe, ale nigdy do tej pory nie spotkałam się tak dużą plejadą postaci, rozrastającą się z każdą częścią, i to bez wrażenia chaosu.

Jak w przypadku poprzednich części, mamy w „Cudnych manowcach” cytaty z polskich piosenek (na końcu jest ich spis), a rozdziały to znowu kartki z kalendarza, i bardzo mi się ta forma podoba.
Wspomnę jeszcze o szacie graficznej, która również do mnie trafia. Każda z okładek jest pełna ulic, budynków i elementów znaczących dla fabuły - gratuluję takiej dbałości o szczegóły!

W przygotowaniu jest „Wieża samotności”, którą na pewno przeczytam.


Data wydania: 27 marca 2020
Liczba stron: 352
Kategoria: literatura obyczajowa
Piromani - Emilia Teofila Nowak

Piromani - Emilia Teofila Nowak

Przeczytałam „Piromanów” Emilii T. Nowak z całym spektrum emocji, od kompletnego niezrozumienia - takiego „pfff” i przewracania oczami, do całkowitego utożsamienia. Wiem, że to może brzmieć kompletnie bezsensu. Bo jak można jednocześnie coś rozumieć i nie rozumieć?
Można kiedy patrzy się z perspektywy upływającego czasu na własne życie.

Kiedy jesteśmy dziećmi, nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Pragniemy poznawać świat, stoi on przecież dla nas otworem, jest taki piękny i nieograniczony, jak nasze możliwości rozwoju. Możemy być kim chcemy, to przecież oczywiste. 
A co z możliwościami finansowymi, pochodzeniem społecznym, nie jesteśmy tak równi jak chcemy wierzyć. 
A co z rodzicami? Chcą nam przecież przekazać wszystko co powinniśmy wiedzieć i wszystko to, co pozwoli nam żyć w pełnym świetlistych promieni uparcie nienadchodzącym lepszym jutrze.
Dziś mówimy o wysoko wrażliwych, akceptujemy, wspieramy, jednocześnie nie dopuszczając możliwości, że to nie jest żadna akceptacja tylko nauka zachowań. Jesteśmy różni. Jedni z nas będą wiecznie głodni, głodni na to czego sami nie rozumieją. Poszukujący czegoś, czego nie potrafią nazwać.

„Piromani” to książka o wchodzeniu w dorosłość, w pierwsze „miłości”, w pierwsze rozczarowania i w pierwsze samodzielne doświadczenie życia.
Świat, który miał przyjąć nas z otwartymi ramionami okazuje się niezbyt na to chętny. Każdy coś od nas chce. Okazuje się, że nie wystarczy mieć marzeń, trzeba umieć je realizować. Czasem się rozepchnąć, czasem udawać i zagrać jakąś rolę. To nie rzeczywistość dopasowuje się do nas, a my do niej. I się spalamy. Tkwimy pomiędzy tym, co miało być, a co jest.
Główna bohaterka Lidia, chce być pisarką, studiuje polonistykę, która przecież jest bardzo łatwa (:)), imprezuje i się „zakochuje”. Poznajemy ją najbliżej, choć bohaterów w powieści Emilii Teofili Nowak nie brakuje.
Każdy ma tu swój własny „ból” i własny ogień - wszyscy krążą wokół siebie stale go podsycając i karmiąc się nim. Każdy wyniósł też coś z domu, bo nic nas tak nie określa jak wczesne lata dziecięce - wydaje mi się, że bohaterowie stworzeni przez Panią Nowak to po prostu symbole, bolączek wszelakich pojawiających się we wczesnej dorosłości. Jakby było im mało problemów codzienności, to na Ukrainie wrze, a to implikuje wizje o mającej za chwilę wybuchnąć wojnie w Polsce.
A Lidia musi napisać książkę, musi zaliczyć sesję, musi, musi, musi.
Ogniem można się sparzyć, ale i można od niego spłonąć.

Nie wierzyłam Lidii, że jest taka wyluzowana, że lubi taka być, że kocha. Nie wierzyłam, że wszyscy są tacy fajni i wyluzowani.

To moje zwątpienie bierze się chyba z racji mojego wieku, dawno już studentką nie jestem i wiele rzeczy mam już za sobą.

Autorka porusza temat kruchej ludzkiej psychiki, kompletnego nie przygotowania do bycia dorosłym. Ubrania depresji w pijackie zabawy, wchodzenia w złe relacje w celu poczucia namiastki bliskości. Udawania. Widzimy jak bohaterka płonie, a nie jest przecież sama. Widzimy jak postrzega obecnie świat, jak widzi koleżanki z roku, jak „wymyśla” sobie problemy. 

To nie jest łatwa i przyjemna książka, pomimo lekkiego i mocno sarkastycznego (pojawiają się również wulgaryzmy) stylu Pisarki.
Pani Nowak zwinnie wprowadza czytelnika do kolejnego rozdziału, stosując różnego rodzaju cytaty, powołuje się również wielokrotnie w treści na wielu znanych pisarzy. Nie znam Autorki, jednak czuję, że wiele w tej książce motywów, mogła zaczerpnąć ze swojego życia. 

Sądzę, że „Piromanów”, każdy czytelnik odbierze zgoła inaczej.
Jeden zrozumie główną bohaterkę, czy konflikt wewnętrzny spalający innego bohatera, drugi wykpi znudzonych studentów, którzy nic o życiu nie wiedzą, a ktoś dopatrzy się stereotypowego postrzegania świata i ludzi.

Na koniec muszę wspomnieć jednak o niezbyt dokładnej korekcie. Tak jak wszelkie literówki pozostawiam bez komentarzy, tak błędy ortograficzne niestety mnie bolą. Książki powinny trafiać do czytelnika poprawne językowo, czytanie utrwala pisownie.

O jakich bohaterach i po co Emilia Teofila Nowak pisze, można przeczytać tutaj:


Wydawnictwo: SORUS
Data wydania: 9 kwietnia 2015
Liczba stron: 248
Kategoria: literatura piękna
Twierdza - F. Paul Wilson

Twierdza - F. Paul Wilson

Twierdza - F. Paul Wilson
Dziś wypowiem się krótko. Nawet bardzo. Mam nadzieję, że nadrabiam zdjęciem :)
Wydaje mi się, że jeżeli wie się o fabule „Twierdzy” F. Paula Wilsona niewiele, to lepiej się człowiek bawi podczas czytania, no i o tej książce napisano już chyba wszystko....
Wyobraźcie sobie transylwańskie Karpaty - ciemne kształty kłujące jasne niebo i zbudowaną tam twierdzę przyozdobioną zwielokrotnionym wzorem krzyża. Już? Dołóżcie do tego oddziały hitlerowskie, bo trwa przecież II wojna światowa, ich mundury, trupie główki i przyzwolenie na szerzenie krzywdy, bólu, znęcania się nad drugim człowiekiem. Wrzućcie do tego, jeszcze trochę kart tarota, rumuńskiego folkloru, i odwiecznego kryzysu wiary. A i jeszcze trochę romansu, ale takiego z przymrużeniem oka. Wymieszajcie. I macie zarys „Twierdzy” F. Paula Wilsona. 

Mogłabym jeszcze dorzucić trochę motywów, czy symboli, bo Autor ma rozmach i nawiązuje do wielu znanych już utworów literackich (czy postaci), a do których jeżelibyście je przeoczyli - to znajdziecie w posłowiu napisanym przed Grady-ego Hendrixa, więc nie będę ich tu przytaczać, skoro ktoś zrobił to w lepszym stylu. 

Wiele się w „Twierdzy” dzieje i to od samego początku. Jednak niczego nie jest za dużo, wszystko do siebie pasuje i tworzy wciągającą opowieść, która jest oczywiście horrorem, ale ma czterdzieści lat i raczej nikogo nie wystraszy, za to dostarczy wiele czytelniczej frajdy.
Wilson fajnie odkrywa informacje, podaje je jedna po drugiej, potem kwestionuje, by zastąpić je innymi. Podobnie robi niestety z wątkami, kiedy jakiś się zapędza, to podaje na tacy rozwiązanie, środek zaradczy. Można oczywiście upatrywać w tym zabiegu wady, ale ma to być czytelnicza sjesta i taka właśnie jest. Czyta się ją tak jak się je się mało zdrowy posiłek, ze smakiem i ale ze świadomością tego, że są to jedynie kalorie.
Można oczywiście rozwarstwiać treść na poszczególne wątki, odniesienia i dorabiać do nich różne ideologie, powieść daje też taką możliwość, jak się ktoś uprze.
„Twierdza” ma wszystkie te motywy, które lubię.
Zawsze fascynowały mnie wszelakie tajemnicze runy, prastare języki, postaci z Wołoszczyzny, istota zła i jego koegzystencja z tą dobrą, podobno jasną stroną.
Wszystko to dostałam osadzone w konwencji przypominającej powieść przygodową i bawiłam się wyśmienicie, słuchając muzyki pochodzącej z jej ekranizacji, której to nie dałam rady obejrzeć i raczej nie podejmę już takiej próby.

Jak zawsze w przypadku publikacji przygotowanej przez Wydawnictwo Vesper, muszę wspomnieć o ilustracjach, które przygotował tym razem Mariusz Gandzel, i które chorobliwe pragnę kolorować... jak i o twardej oprawie, której grafika świetnie oddaje treść i klimat powieści. 
Po cichu liczę na to, że ta historia zostanie na tyle dobrze przyjęta, że doczekamy się pozostałych części cyklu i to w tak dobrym wydaniu. 



Wydawnictwo: VESPER
Data wydania: 15 kwietnia 2020
Ilość stron: 308
Tłumaczenie: Marek Król
Ilustracje: Mariusz Gandzel
Trzydzieści kopert - Ewa Mielczarek

Trzydzieści kopert - Ewa Mielczarek

„Trzydzieści kopert” to debiut literacki Ewy Mielczarek, animatorki kultury, spełniającej się, jak sama przyznaje, w bibliotece. Jest to także zrealizowane marzenie Autorki.

Główną bohaterką „Trzydziestu kopert” jest Hanna Mika, pracująca w krytej pływalni, będąca w przededniu trzydziestych urodzin. Hania uparcie twierdzi, że nic się jej w życiu nie udało. Czuje się samotna, żałuje wielu niepodjętych tematów, niezrealizowanych marzeń. Wtedy, z samonapędzającego się koła umartwień, ratuje ją przyjaciel - Robert, zwany ROBC. Wymyśla jako prezent noworoczny pudełko pełne kopert. W sprawę zaangażowana jest i kuzynka Roberta, przyjaciółka Hani - Michalina. Ja możemy się domyślać te koperty wpłyną na życie wszystkich bohaterów.

To dość krótka, bo zaledwie 222 stronicowa powieść, na jedno popołudnie lub wieczór.  Ciepła, a momentami i zabawna (motyw z Florence and The Machine bardzo mnie rozbawił) historia o poszukiwaniu szczęścia i miłości oraz emocjonalnym dorastaniu. Główna postać jest słodko naiwna, ale nie irytuje, wierzy ludziom i nie chce nikomu sprawiać przykrości. Jest tak skoncentrowana na codzienności, że nie zauważa tego, co się wokół niej odbywa, ani tego, jakie kto ma zamiary. Autorka poprzez to, co kryje się w tajemniczej „korespondencji” pokazuje jak (niektóre) prozaiczne dla nas czynności, mogą być dla innych ludzi czymś, z czym muszą się zmierzyć. Widać, że Pisarka śledzi jak kształtuje się nasza rzeczywistość, ponieważ ukazuje jak łatwo stać się „gwiazdą” memów i czym jest ruch #metoo. W fajny sposób nawiązuje do innej książki wydanej przez Fabrykę Dygresji, a mianowicie do: 10 zwykłych pytań do 100 niezwykłych ludzi - Emi Jakk.

Opowieść porusza tematy zarówno: późnego i zbyt wczesnego dorastania. Jak i związane z tym konsekwencje: nieprzemyślane, przypadkowe macierzyństwo, czy utknięcie w niezdrowej rodzinnej relacji, która prowadzi do niskiego poczucia własnej wartości, a co za tym idzie przytłacza i uniemożliwia samodzielne życie.
Znajdziemy tu również wątek dotyczący akceptacji osób w związkach tej samej płci.

Autorka na niewielu stronach skumulowała wiele tematów, ale dobrze je ze sobą połączyła. Przenikają się, uzupełniają i nie odnosi się wrażenia przesycenia treścią.
Brakuje mi jednak równowagi pomiędzy tym, co postać sama mówi (dialogi są bardzo realistyczne i jest ich wiele), a tym o czym opowiada trzecioosobowy narrator. Większej płynności w podawaniu informacji i przechodzeniu z rozdziału do rozdziału. Podobały mi się zabiegi z wstawianiem rozmów z sms-ów, budowało to więź między czytelnikiem a bohaterami, ponieważ to tak jakbyśmy zaglądali komuś, po prostu, przez ramię.


Mam nadzieję, że zajrzę jeszcze do Cukierniczki, która poniekąd przypomniała mi Piwnicę pod Liliowym Kapeluszem z książek Joanny M. Chmielewskiej. 
Sądzę, że Ewa Mielczarek ma potencjał do pisania historii poprawiających nastrój, umilających czas. Myślę, że jest to poniekąd dar płynący z Jej usposobienia, choć się nie znamy. Z przyjemnością sprawdzę, jak rozwija się jej warsztat.



Wydawnictwo: FABRYKA DYGRESJI
Data wydania: 15 kwietnia 2019
Liczba stron: 222
Kategoria: literatura obyczajowa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...