#97 Zabójstwo na cztery ręce - Karolina Morawiecka


#97 Zabójstwo na cztery ręce - Karolina Morawiecka - recenzja - czy warto przeczytać?
Kiedy parkiet aż skrzypi od wirującego morza, spoconych ludzkich ciał, a stoły uginają się pod ciężarem niemożliwego do pochłonięcia przez gości weselnych jedzenia... Ktoś, wbrew czujnemu spojrzeniu Wdowy po aptekarzu, dźga Tomka Czaję szpikulcem od czekoladowego fondue, a jego zwłoki pozostawia w składzik...  i do tego pośród rolek papieru toaletowego!

Karolina Morawiecka, w swej przerobionej - na jej duże potrzeby - nowej sukni, w poszukiwaniu odosobnienia w celach, ugh... poprawy perystaltyki jelit, trafia na owego truposza.
Po chwili niemej konsternacji dochodzi do wniosku, że jest to sprawa idealna dla jej wytrawnego zmysłu dedukcji. Wiedziona naturalnym instynktem, wraz ze swym Watsonem w habicie, przemierza rozległe tereny sali weselnej. Lawiruje między galaretką z zimnych nóżek i daniami wegańskimi w celu wykrycia sprawcy.
Tymczasem współbiesiadnicy śledczego duetu doskonale bawią się na przyjęciu, na cześć zawarcia związku małżeńskiego Alinki i Rafałka, których znamy już z poprzednich części. Parze naszych doskonałych detektywów towarzyszy druga, również nam już znana - Karolina i Jacek, krakusi, sąsiedzi Morawieckiej.

Tym razem intryga, uknuta w celu zgładzenia listonosza, przerosła moje najśmielsze oczekiwania! 
Jakie to było śledztwo! Jak zawsze u Pani Morawieckiej (albo ich obu) nie było krwawo, było za to śmiesznie! I to jak! Parsknęłam ze śmiechu w głos już na drugiej stronie - kiedy zrozumiałam, co nasza mahoniowowłosa bohaterka wyczynia!
Kojarzycie tę sytuację kiedy na siłę, w sklepie, ubieracie za małe ubranie, a trochę wstyd poprosić o większe? Jakie ja poczułam zrozumienie! Jaki między nami się nawiązał niemy dialog! Związek dusz, bym rzekła, nawet!
Zbieranie materiału dowodowego - w rytmie klasycznych przyśpiewek weselnych, intonowanych z ust Pana Heńka. Prowadzenie obserwacji podejrzanych - w trakcie wyszukanych zabaw weselnych. Odnajdowanie sensu w mapach plam z niezwykle bogatego menu.
To było najlepsze - klasyczne, choć przeprowadzone niecodziennych warunkach, śledztwo kryminalne, ze wszystkich przygód naszej polskiej Jane Marple! 
Ależ autorka uchwyciła esencję polskiego wesela! Pełne niedorzeczności, towarzyskich niuansów i nie wylewania za kołnierz - chyba, że nakapania na obrus... 

"Alinka skończyła w momencie, kiedy pan Henio zmienił rytm.
- Łejk mi ap - wychrypiał do mikrofonu znienacka - bifor jor gołgoł..."

Na samym początku znajdziemy Plan Dworku Pod Modrzewiem, w którym ma miejsce zbrodnia, tj. wesele...
W środku znajdziemy nawet weselne menu :)
A hipotetyczne wersje wydarzeń będziemy oglądać w formie scenariuszy sztuki, z klasycznych dzieł literackich. 
Styl wypowiedzi pozostaje niezmienny i jest nadal niezwykle bogaty! 

Czuję się bardzo usatysfakcjonowana tą częścią. Zarówno poziom intrygi, prowadzonego śledztwa i żartu bardzo mi odpowiadał. Nie wiem też, jak Pani Karolina - autorka - to robi, ale z każdą częścią odnoszę wrażenie, że one jeszcze lepiej operuje językiem polskim. 
Cieszę się, że mogłam poznać Wdowę po aptekarzu, choć czasem czuję, że ona gdzieś w mojej okolicy mieszka i że znałam ją już wcześniej!
8/10. 

Pisałam już o części pierwszej - Śledztwo od kuchni.
A także o części drugiej - Morderca na plebanii

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.



Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 18. września 2019 Liczba stron: 288 Kategoria: komedia kryminalna

4 komentarze:

  1. też jestem zachwycona tą częścią i znowu dziwię się, że o niej tak cicho! Bo przecież było tutaj wszystko - humor, inteligentna zagadka, nawiązania do klasyków, oczywiście trup, ciekawe śledztwo, umiłowanie języka itp, itd... czego chcieć więcej?! Dla mnie rewelacja! Chcę tom 4.! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czasem ludzkie wybory mnie dziwią i to nie tylko te polityczne :D

      Usuń
  2. To ja chyba jestem jedyną osobą w kraju, którą ta część zwyczajnie... rozczarowała. Zagadkę łatwo rozwiązać jeszcze przed morderstwem. Poprzednie tomy były przewidywalne, ale ten bije je pod tym względem na głowę. A szkoda, bo książka ma potencjał. Ale czy można jechać w kółko na tych samych żartach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie wiem po co Pani czytała kolejne, skoro na wcześniejszych stale się zawodziła? Widocznie lubię odgrzewane kotlety i śmiać się stale z tych samych żartów. Może jestem zbyt mało inteligenta by szukać bardziej wysublimowanych zagadek i żartów. Nie wiem czemu ma służyć komentarz w takim tonie? Nie musiało się Pani podobać i pewnie nie jest Pani jedyna w takiej ocenie :) I nic mi do tego. Pozdrawiam :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...